Trump na wieść o niedawnej śmierci Roberta Muellera zachował się niestandardowo. Mika Brzezinski popłakała się na wizji omawiając jego wpis zamieszczony na platformie Truth Social:
„Zmarł właśnie Robert Mueller. To dobrze, cieszę się, że nie żyje. Nie będzie już mógł krzywdzić niewinnych ludzi.”
Siedzący obok mąż Miki, Joe Scarborough, nie rozpłakał się; wypunktował jedynie wszystkie zasługi Muellera na rzecz bezpieczeństwa i dobrobytu Stanów Zjednoczonych, podkreślając mową ciała i modulacją głosu niezaprzeczalność i ogrom tych zasług. W mowie ciała i modulacji głosu męża Miki była jednocześnie zawarta cała głębia oburzenia na Trumpa, potępienia jego wpisu i pogardy dla jego osoby.
Co można na to powiedzieć? Oczywiście nic nie usprawiedliwia niestandardowego zachowania Donalda Trumpa. Ale na upartego da się je zrozumieć. Robert Mueller jako były dyrektor FBI został cztery miesiące po inauguracji pierwszej prezydentury Donalda powołany przez Departament Sprawiedliwości na stanowisko specjalnego prokuratora do nadzorowania federalnego śledztwa w sprawie rozpętanej przez media głównego nurtu histerii Russia, Russia, Russia. W oczach Trumpa była to skucha Muellera numer jeden. Mueller mógł odmówić wzięcia udziału w tej hucpie. Nie odmówił.
Histeria postępowych mediów skończyła się totalną klapą. Trwała ona niezmordowanie przez dwa bite lata i w rezultacie prokurator generalny USA zmuszony był ogłosić, że komisja śledcza pod przewodnictwem Roberta Muellera nie znalazła żadnych dowodów na to, że prezydent Trump lub ktoś z jego współpracowników koordynował z rosyjskim rządem ingerencję w wybory prezydenckie 2016 roku, a ściślej mówiąc w kampanię prezydencką nieszczęsnej Hillary Clinton. Mika Brzezinski nie byłaby sobą, gdyby hamując nabrzmiewające już pod powiekami łzy nie stwierdziła, że komisja owszem nie udowodniła, że prezydent Trump dopuścił się przestępstwa, ale też nie oczyściła go z zarzutu utrudniania wymiaru sprawiedliwości. W oczach Trumpa to była skucha Muellera numer dwa.
W tym samym programie, zanim jeszcze doszło do łez, Mika nie omieszkała przypomnieć telewidzom, że dwuletni trud komisji śledczej zaowocował postawieniem zarzutów prawie czterdziestu osobom i przyznaniem się do winy przez siedem osób. Trump rzecz prosta nie ogląda programów z udziałem Miki, ale i bez niej wiedział o ubocznych skutkach śledztwa wymierzonego w jego osobę. Dla córki Zbigniewa Brzezińskiego krzywda tych prawie czterdziestu osób była jedynie nagrodą pocieszenia, ale dla Trumpa stanowiła ona trzecią skuchę Roberta Muellera - skuchę największą. Spośród siedmiu osób, które przyznały się do winy, pięć poszło siedzieć i Trump musiał je wszystkie uniewinniać, gdy znów został prezydentem. Trudno się więc dziwić goryczy, która podyktowała mu ten nietypowy nekrolog nazajutrz po odejściu Roberta Muellera.
O Trumpie można wiele niemiłego powiedzieć, ale byłoby ogromną niesprawiedliwością zarzucić mu teraz hipokryzję. Według starożytnych myślicieli hipokryta to osoba, która udaje, kłamie i nie dotrzymuje słowa. Trump byłby hipokrytą, gdyby udawał żal po śmierci swego dręczyciela. Tymczasem niczego nie udaje; ogłasza publicznie to, co naprawdę czuje. Czyli nie jest hipokrytą. Owszem nadal kłamie i nie dotrzymuje słowa, jednak rezygnując z hipokryzji wstąpił na drogę poprawy, co powinno mu być policzone w niebie.
Powie ktoś: po śmierci Muellera prezydent Trump nie musiał niczego ogłaszać, mógł po prostu zachować milczenie w myśl zasady, że o zmarłych mówi się tylko dobrze, albo nic. Ale czy naprawdę nie musiał, czy naprawdę mógł? Przecież na jego reakcję czekała z zapartym tchem cała Ameryka z Miką Brzezinski na czele. Gdyby udawał, że jest nieświadomy tych oczekiwań, też byłby hipokrytą. Zrezygnowawszy z hipokryzji nie miał po prostu innego wyjścia, jak sięgnąć po swego wiernego smartfona.
Natomiast co do rezygnacji z kłamstwa i wiarołomstwa czeka go chyba jeszcze długa droga. Sprawy na Bliskim Wschodzie przyjęły taki obrót, że bez tych dwóch strategicznych oręży ani rusz. Powiem wprost. Trump jest w tarapatach. Jego sytuacja mocno przypomina obecnie sytuację głównego bohatera filmu Walta Disneya pod tytułem „Uczeń czarnoksiężnika”. Walt Disney obsadził w roli ucznia – i zarazem zaharowanego nosiwody - Myszkę Miki.
Myszka Miki pod nieobecność czarnoksiężnika przywdziewa jego czapkę, ożywia miotłę i każe jej nosić wodę. Sama zasypia w fotelu. Śni jej się, że stoi na wystającej z morza wieży i rozpętuje ruchami rąk ogromne fale. W momencie gdy fale już biją wysoko ponad wieżę, nagle budzi się ze snu o potędze i stwierdza z przerażeniem, że fotel wraz z nią miotany jest falami naznoszonej przez miotłę wody. Nie znając zaklęcia na powstrzymanie szalejącej miotły, chwyta w desperacji stojący w kącie topór i rozrąbuje ją na szczapy, ale szczapy po chwili ożywiają się i wszystkie dalej noszą wodę. Na szczęście wraca czarnoksiężnik, władczym ruchem rąk likwiduje katastrofę i scaloną na powrót miotłą wali w tyłek myszkę Miki, która koziołkując wylatuje za drzwi.
Trump oczywiście nie wyleci z Białego Domu jak walnięta miotłą Myszka Miki za drzwi. Jest faktycznie w tarapatach, ale to, że z nich wyjdzie, nie ulega wątpliwości. Kłamstwo i wiarołomstwo dotąd nigdy go nie zawiodły. Nie zawiodą go i tym razem. Czarnoksięskie zaklęcie na powstrzymanie najgorszego nieszczęścia zawsze ma pod ręką. Declare victory and get out. Ogłaszamy zwycięstwo i wynosimy się stąd.
Na razie jednak Donald jest na etapie budzenia się ucznia czarnoksiężnika ze snu o potędze. Putin olał jego ultimatum. Zełenski uczynił to samo. Ostatnio uczynili to również Irańczycy. Netanjahu robi co mu się żywnie podoba, a nie to, o co prosi go Trump. Cały Bliski Wschód płonie. Cieśnina Ormuz zamknięta. Tankowce przepuszczane są w obie strony wyłącznie za okazaniem biletów. Sprzedawanych spod lady. Tylko dobrym znajomym. Buntuje się nie bez atutów w ręku Europa. Wygląda na to, że wszyscy mają karty, tylko nie Trump.
Czy wszystko, co trzeba, jest już porządnie zbombardowane? Nie, zostały jeszcze cele egzystencjalne, jakimi są stacje odsalania wody. Ma je Iran. Izrael też. Po wzajemnym zbombardowaniu tych obiektów na liście opcji pozostaje jedynie użycie bomb atomowych. Na Bliskim Wschodzie posiada je i może użyć tylko Izrael. Użyje?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)