52 obserwujących
2112 notek
2896k odsłon
  1342   1

O narzekaniach sekretarza Benedykta XVI na papieża Franciszka

autor, z kardynałem Josephem Ratzingerem i ks. Tomaszem Dawidowskim, Weimar, 17 kwietnia 1999.
autor, z kardynałem Josephem Ratzingerem i ks. Tomaszem Dawidowskim, Weimar, 17 kwietnia 1999.
Nie byłoby potrzeby narzekania na papieża Franciszka, gdyby Ojciec Święty Benedykt XVI nie abdykował. Gdyby przez ostatnie 10 lat, także przy pomocy pracy arcybiskupa Georga Gaensweina, mozolnie kształtował Kolegium Kardynalskie. Odnaleźć logikę między - z jednej strony - tłumaczeniem, obroną czy wręcz wychwalaniem decyzji Benedykta XVI o abdykacji, a krytyką jego następcy naprawdę trudno. Gdyby bowiem Benedykt XVI nie abdykował, arcybiskup Gaenswein nie miałby okazji ani potrzeby krytyki papieża Franciszka. Jeśli dzisiaj go krytykuje, to musi też patrzeć na to, co otworzyło mu drogę do pontyfikatu.

Lubię sekretarza zmarłego papieża – seniora Benedykta XVI, arcybiskupa Georga Gaensweina. Podzielam jego wrażliwość liturgiczną i teologiczną. A jednak tym, co ostatnio mówi, czuję się skonfundowany. Dlaczego? 

Najpierw małe zastrzeżenie. Nie znamy oczywiście planów Opatrzności. I w tych planach logika najpierw abdykacji papieża Ratzingera, a potem wybór Franciszka, ma z pewnością jakiś sens. Jakiś cel. Ale z drugiej strony – ponieważ jesteśmy tylko ludźmi – mamy prawo oceniać pewne zjawiska po ludzku, Wedle zasad logicznego myślenia. 

Otóż arcybiskup Georg Gaenswein wydał właśnie swoje pamiętniki z czasów pracy u boku zmarłego papieża, najpierw jako kardynała, potem jako urzędującego papieża, wreszcie na koniec, jako papieża emeryta. Wydał je bardzo szybko po śmierci swojego szefa. Zaskakująco szybko. Moim zdaniem – za szybko. 

Narazie książka jest po włosku, ale z tłumaczonych fragmentów wynika, że autor wielokrotnie wkłada tam drobne szpileczki papieżowi Franciszkowi. To znaczy drobne w sensie świeckim, które w sensie eklezjalnym wcale drobnymi nie są. Podam to jeden przykład, dla mnie szczególnie bliski, dotyczący starej mszy łacińskiej. 

Mówiąc o nowych uregulowanych w tej sprawie papieża Franciszka, znoszących uregulowania papieża Benedykta, arcybiskup Gaenswein mówi tak: 

„Kiedy zapytałem go o opinię, powtórzył, że panujący papież ponosi odpowiedzialność za takie decyzje, a musi działać zgodnie z tym, co uważa za dobro Kościoła. Ale na poziomie osobistym uznał to za zdecydowaną zmianę kursu i błąd zagrażający podjętej czternaście lat wcześniej próbie uspokojenia”. 

Podaję link do innych fragmentów książki arcybiskupa – sekretarza na ten temat: (https://pch24.pl/arcybiskup-ganswein-ograniczanie-mszy-trydenckiej-wywolalo-silna-dezaprobate-benedykta-xvi/).

Każdy kto zna stosunki kościelne wie, że tego typu sformułowania są w tym środowisku po prostu uważane za ostrą krytykę, wręcz za wypowiedzenie posłuszeństwa. 

Żeby była jasność. Całkowicie podzielam te uczucia i opinie. Pytanie tylko czy należy o tym i innych posunięciach papieża Franciszka tyle publicznie mówić? Czy należy to roztrząsać? Bo przecież papież Benedykt, ogłaszając swoją abdykację, mówił tak: 

„Pośród was, w gronie Kolegium Kardynalskiego jest nowy papież, któremu dzisiaj przyrzekam swoją bezwarunkową cześć i posłuszeństwo" 

(https://www.polskieradio.pl/78/2807/artykul/792330,benedykt-xvi-obiecal-calkowite-posluszenstwo-swojemu-nastepcy). Pytanie czy te dzisiejsze wypowiedzi papieskiego sekretarza, są zgodne z powyższą deklaracją zmarłego papieża? Rodzi się wątpliwość. 

I kwestia ostatnia. Najważniejsza. Nie byłoby potrzeby narzekania na papieża Franciszka, gdyby Ojciec Święty Benedykt XVI nie abdykował. Gdyby przez ostatnie 10 lat, także przy pomocy pracy arcybiskupa Georga Gaensweina, mozolnie kształtował Kolegium Kardynalskie. Odnaleźć logikę między - z jednej strony - tłumaczeniem, obroną czy wręcz wychwalaniem decyzji Benedykta XVI o abdykacji, a krytyką jego następcy naprawdę trudno. Gdyby bowiem Benedykt XVI nie abdykował, arcybiskup Gaenswein nie miałby okazji ani potrzeby krytyki papieża Franciszka. Jeśli dzisiaj go krytykuje, to musi też patrzeć na to, co otworzyło mu drogę do pontyfikatu. To nakazują zwykłe zasady logiki. Inaczej to się wszystko po prostu kupy nie trzyma. 

Więc jestem zdziwiony że arcybiskup Georg Gaenswein mówi to co mówi…

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo