Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki
84
BLOG

STARTUJEMY! Okiem Libickiego #1 – pakt senacki, asystencja i awantura w Trybunale

Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki Polityka Obserwuj notkę 4
Nadszedł ten dzień! Uruchamiłem swój kanał na YouTubie, który będzie się nazywał „Okiem Libickiego”. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli będą Państwo subskrybować kanał, dawać kciuki w górę i pisać komentarze na więcej niż siedem słów!

Szanowni Państwo, drodzy Przyjaciele!

Nadszedł ten dzień! Uruchomiłem swój kanał na YouTubie, który będzie się nazywał „Okiem Libickiego”.

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli będą Państwo subskrybować kanał, dawać kciuki w górę i pisać komentarze na więcej niż siedem słów!

Dlaczego postanowiłem to zrobić? W 2011 roku na Salonie24 uruchomiłem swojego bloga. Nazywał się „Plusy i minusy Jana Filipa Libickiego”. Ma ponad 3 miliony wyświetleń i ponad 2000 notek.

Minęło 15 lat i blogi w dużej mierze zastąpiły podcasty oraz kanały na YouTubie. Właśnie dlatego postanowiłem uruchomić własny kanał.

Zaczyąłem w sobotę, 17 października. W każdą sobotę o godzinie 10:00 będzie pojawiał się nowy film, w którym skomentuję trzy najważniejsze wydarzenia mijającego tygodnia.

Bardzo proszę, żeby pomagali mi Państwo rozwijać ten kanał. Jeszcze raz: subskrybujcie, dawajcie kciuki w górę i piszcie komentarze na więcej niż siedem słów!

To właśnie ten dzień. Ruszamy! Startujemy! Zapraszam!

PAKT PRAWICY DO SENATU – DLACZEGO MOŻE SIĘ NIE UDAĆ?

Uważam, że ten pakt się nie uda. Ktoś może powiedzieć: „To myślenie życzeniowe, bo nie chce Pan mieć silnych konkurentów”. To prawda, ale nie na tym opieram swoją ocenę. Uważam, że porozumienie będzie bardzo trudne do zawarcia. Dlaczego?

Przeczytałem dwie opinie: jedną Marcina Paladego na jego kanale „Marcin Palade Statystycznie”, a drugą – tekst Andrzeja Stankiewicza w Onecie. Co mówią ci panowie i co ja o tym sądzę?

Po pierwsze, Jarosław Kaczyński nie jest szczególnie zainteresowany takim porozumieniem. Jego filozofia polityczna jest następująca: woli mieć nawet mniejszość, ale złożoną z własnych ludzi, niż większość w Senacie, którą musiałby dzielić z innymi. Jak mawiał świętej pamięci Ludwik Dorn, że Kaczyński cofa się tylko wtedy, kiedy woda sięga do nosa.

W przypadku Senatu nie widać powodów, dla których miałby zmienić swoje podejście.

Po drugie, potencjalni partnerzy PiS-u po prostu nie ufają Jarosławowi Kaczyńskiemu. Krzysztof Bosak dobrze pamięta koalicję PiS-u z LPR-em i wie, jak się ona skończyła. Sławomir Mentzen wielokrotnie był obrażany przez Jarosława Kaczyńskiego, więc również nie będzie się spieszył do zawarcia paktu senackiego.

Oczywiście ktoś może powiedzieć: „Ale przecież jest prezydent Karol Nawrocki”. To prawda. Moim zdaniem jednak Kaczyński właśnie dlatego powierzył Nawrockiemu konstruowanie tego paktu, że sam nie wierzy w jego powodzenie. Chce, żeby odpowiedzialność za ewentualną porażkę spadła na prezydenta, a nie na niego.

I wreszcie trzeci argument, moim zdaniem zasadniczy.

Dzisiaj PiS ma w Senacie 34 senatorów, a ich okręgi można uznać za pewne dla prawicy. Czy Braun, Konfederacja i środowisko skupione wokół inicjatywy Rozwój Plus zgodzą się po prostu powiedzieć: „Dobrze, PiS zachowuje swoje mandaty, a my bierzemy te, które obecnie należą do Konfederacji”?

Nie sądzę. Będą chciały uzyskać część z tych 34 mandatów, a to oznaczałoby, że mniej więcej połowa obecnych senatorów PiS-u musiałaby zrezygnować ze startu.

Czy zrezygnują? Uważam, że nie. Jeśli rozmawia się z senatorami PiS-u, widać, że wielu z nich jest zdeterminowanych. Nie wszyscy podporządkują się prezesowi. Część może powiedzieć: „Dobrze, wystartujemy jako kandydaci niezależni”.

W ten sposób pakt senacki może się rozpaść.

To są argumenty, które sprawiają, że mam nadzieję – choć oczywiście pewności nigdy nie ma – że w 2027 roku obronię swój mandat senatora.

USTAWA O ASYSTENCJI OSOBISTEJ OSÓB Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIAMI – WAŻNY KROK NAPRZÓD

Co jeszcze wydarzyło się w mijającym tygodniu? Wydarzyła się rzecz niezwykle ważna, zwłaszcza dla środowiska osób z niepełnosprawnościami.

Senat wprowadził poprawki do ustawy o asystencji osobistej osób z niepełnosprawnościami.

Oczywiście ta ustawa nie jest doskonała i będzie wymagała doprecyzowania. Powiedzmy sobie jednak jasno: został wykonany poważny, duży krok w dobrym kierunku. Poważny krok ku niezależnemu życiu osób niepełnosprawnych.

Chciałbym podziękować wszystkim przedstawicielom rządu, którzy przyczynili się do tego procesu. Zacznę od ministra Łukasza Krasonia, który go zainicjował. Później były zaangażowane kolejne przedstawicielki rządu, a ostatecznie w Senacie projekt prezentowała minister Katarzyna Nowakowska.

Co zakłada ustawa?

Po pierwsze, z asystencji będą mogły korzystać osoby, które uzyskają co najmniej 80 punktów w skali potrzeby wsparcia, stosowanej również przy ubieganiu się o świadczenie wspierające. Rozwiązanie obejmie osoby w wieku od 13 do 65 lat.

Ustawa określa również zasady przyznawania godzin asystenckich, kwalifikacje asystentów i sposób ich rekrutacji.

Podczas prac senackiej Komisji Rodziny, Polityki Senioralnej i Społecznej odbyła się wielogodzinna dyskusja. Wysłuchaliśmy głosów organizacji pozarządowych, zgłaszano postulaty mailowo i telefonicznie, odbyło się też wiele indywidualnych rozmów.

Najważniejsze kontrowersje dotyczyły kilku spraw: wieku osób uprawnionych, progu 80 punktów w skali potrzeby wsparcia, sztywno zapisanych stawek godzinowych, możliwości przenoszenia niewykorzystanych godzin oraz kwalifikacji wymaganych od asystentów.

Ważna była również kwestia kosztów obsługi programu przez samorządy i organizacje pozarządowe.

Chciałbym skoncentrować się na trzech poprawkach, które były dla mnie szczególnie istotne.

Po pierwsze – stawki za usługi asystenckie.

Zaproponowaliśmy rozwiązanie, które pozwoli Radzie Ministrów waloryzować stawki w drodze rozporządzenia. Dzięki temu nie będzie konieczności corocznego nowelizowania ustawy tylko po to, by zmienić wysokość wynagrodzenia za godzinę asystencji.

Po drugie – wymagania wobec asystentów.

Uważam, że asystenci powinni zdobywać odpowiednie kwalifikacje, ale trzeba to robić rozsądnie i etapami. Kandydat powinien móc rozpocząć świadczenie usług, zanim ukończy kurs, pod warunkiem że zapisze się na odpowiednie szkolenie.

Dlaczego to takie ważne?

Sam jestem parlamentarzystą od 21 lat. W tym czasie miałem około 30–40 asystentów. Gdyby zastosować wobec nich wszystkie sztywne wymagania kwalifikacyjne zapisane w pierwotnym projekcie, tylko jeden z moich współpracowników spełniałby te kryteria.

Nie twierdzę, że docelowo asystenci nie powinni mieć odpowiednich kwalifikacji. Uważam jednak, że na etapie uruchamiania ustawy wymagania trzeba ukształtować tak, by nie zabrakło osób gotowych świadczyć tę usługę.

To powinien być rynek, na którym najważniejsze są potrzeby osoby z niepełnosprawnością, a nie sytuacja, w której zbyt wysokie wymagania sprawią, że nie będzie komu jej pomagać.

Po trzecie – możliwość kumulowania niewykorzystanych godzin.

Zależało mi na tym, żeby niewykorzystane godziny asystencji można było przenosić i wykorzystywać w ramach całego roku kalendarzowego, a nie tylko z miesiąca na miesiąc.

Życie osób z niepełnosprawnościami nie zawsze przebiega według sztywnego harmonogramu. Dlatego możliwość elastycznego wykorzystania przyznanych godzin ma ogromne znaczenie.

Ustawa ma wejść w życie w 2028 roku. Przed nami jeszcze dużo pracy i z pewnością pojawią się problemy, które trzeba będzie rozwiązać. Nie twierdzimy, że po rozpoczęciu jej obowiązywania nie będą potrzebne kolejne zmiany.

Dzisiaj możemy jednak powiedzieć, że wykonaliśmy ważny krok. To krok milowy i przejście do nowej rzeczywistości – może nieidealnej, ale jednak nowej – dla środowiska osób z niepełnosprawnościami.

AWANTURA W TRYBUNALE KONSTYTUCYJNYM – JAK DOSZLIŚMY DO TEGO PUNKTU?

Co jeszcze wydarzyło się w minionym tygodniu? Doszło do kolejnej odsłony konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego.

Najpierw to, co działo się przed Trybunałem. Koczowali tam członkowie klubów „Gazety Polskiej”.

Pamiętam, że kiedyś uczestniczyłem w spotkaniu klubów „Gazety Polskiej” w Poznaniu, a później w spotkaniu środowiska Rodziny Radia Maryja. Kiedy dotarłem na to drugie spotkanie, miałem wrażenie, że znalazłem się wśród członków Klubu Inteligencji Katolickiej.

Kluby „Gazety Polskiej” były natomiast – przynajmniej dwadzieścia lat temu, kiedy byłem w PiS-ie – grupą ludzi zaczadzonych pisowską ideologią i przekonanych, że świat jest pełen spisków.

Dzisiaj ci ludzie koczowali przed Trybunałem Konstytucyjnym, a przewodził im absolutnie zawodowy zadymiarz, Adam Borowski.

A co działo się w samym Trybunale?

Według relacji doszło do zapasów z udziałem prezesa Trybunału Bogdana Święczkowskiego zwanego Godzillą i ministra - sędziego Macieja Berka. Nie jest jasne, czy doszło do szarpaniny, czy też do fizycznej przepychanki. Obie strony różnią się w swoich relacjach. Kiedy jednak patrzę na Godzillę, jestem w stanie uwierzyć, że bardzo by chciał rozwiązać ten spór na zapaśniczej macie.

Cała sytuacja jest nieestetyczna i nie tak powinny wyglądać spory o instytucje państwowe.

Wróćmy jednak do tego, jak doszło do obecnego kryzysu.

Powiedzmy sobie wprost: to my, ówczesna koalicja rządząca, rozpoczęliśmy w 2015 roku złe grzebanie przy Trybunale Konstytucyjnym.

Przypomnę, że wybraliśmy wtedy dwóch sędziów na zapas. Ówczesny Trybunał Konstytucyjny uznał, że wybór trzech sędziów był prawidłowy, a dwóch dodatkowych – nie.

Wycofaliśmy się z tego błędu.

PiS wykorzystał jednak ten pretekst, żeby przejąć Trybunał Konstytucyjny i zbudować go na własną modłę.

Można to porównać do sytuacji, w której ktoś kradnie portfel, a następnie inny człowiek usprawiedliwia napad z użyciem siekiery, mówiąc: „Przecież przed chwilą ktoś w tym samym tramwaju ukradł portfel”.

To są zupełnie różne rzeczy. Kradzież portfela jest zła, ale nie usprawiedliwia brutalnego ataku na innych ludzi.

Podobnie nasz błąd z 2015 roku nie usprawiedliwiał zniszczenia niezależności Trybunału Konstytucyjnego. PiS właśnie to zrobił.

Dzisiaj ze strony PiS-u pojawiają się zarzuty, że Maciej Berek jest polityczny. Tymczasem nigdy nie należał do żadnej partii politycznej.

Co więcej, zarzuty te padają ze strony ludzi, którzy bez większych oporów poparli wybór do Trybunału Konstytucyjnego Stanisława Piotrowicza i Krystyny Pawłowicz, trafiających do niego bezpośrednio z ławy sejmowej.

Trudno więc uznać takie argumenty za wiarygodne.

Dla klubów „Gazety Polskiej” i ich liderów protestujących przed Trybunałem nie ma to jednak większego znaczenia. Liczy się przede wszystkim polityczna lojalność i ideologia.

Jak to się zakończy?

Moim zdaniem – niezależnie od rozwoju sytuacji – zakończy się to smutno. Czy można znaleźć jakieś wyjście? Tak. W różnych środowiskach, między innymi w PSL-u, pojawiają się propozycje resetu konstytucyjnego i ponownego uregulowania w Konstytucji zasad funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego.

Chciałbym, żeby udało się osiągnąć porozumienie, ale szczerze mówiąc, nie mam wielkiej nadziei.

Ta sytuacja powinna być również przestrogą dla PiS-u.

Kiedy PiS zmieniało zasady funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego i innych instytucji państwowych, wielu ludzi ostrzegało, że tworzy w ten sposób niebezpieczny precedens. Narzędzia ustrojowe wykorzystywane dziś przeciwko jednym mogą w przyszłości zostać wykorzystane przeciwko ich twórcom.

I właśnie z czymś takim mamy dziś do czynienia w sporze wokół Trybunału Konstytucyjnego.

Na zakończenie pierwszego odcinka mojego podcastu „Okiem Libickiego” pozostaje mi więc smutna konstatacja: konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego będzie trwał i nie wiadomo, kiedy się zakończy.

NA ZAKOŃCZENIE

To już wszystko w pierwszym odcinku „Okiem Libickiego”.

Bardzo proszę o subskrybowanie kanału, zostawianie kciuków w górę i polubień, zachęcanie znajomych do oglądania oraz pisanie komentarzy na więcej niż siedem słów!

Będę wdzięczny za każde wsparcie, bo dopiero zaczynamy i zależy mi na tym, żeby ten kanał się rozwijał.

Bardzo dziękuję za uwagę.

Okiem Libickiego – do zobaczenia w kolejną sobotę o godzinie 10:00!

https://youtu.be/jWutH69l6mY?is=qhRHGz9AbMw3Fd84

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka