Drodzy wyznawcy i wielbiciele PiS-u!
Nie mam dla was dobrych wiadomości. Wszyscy czekamy na ostateczne rozstanie Mateusza Morawieckiego z Jarosławem Kaczyńskim już w najbliższy czwartek. Pozwólcie więc, że, czekając na ten interesujący moment, podzielę się z wami trzema refleksjami.
Refleksja pierwsza.
Trudno się dziwić, że prezes ma dziś w PiS-ie awantury i walkę o schedę po sobie. Jeśli przez 25 lat zarządzał tą partią, wzniecając różne konflikty między poszczególnymi grupami jej członków, to trudno nie uznać za naturalne, że gdy prezes słabnie, nauczeni nieustannej walki między sobą jego poddani walczą teraz na śmierć i życie.
Refleksja druga.
Jeśli Mateusz Morawiecki opuści PiS, to prezes zaraz ogłosi, że przez ponad osiem lat był tak naprawdę zakamuflowanym „agentem «demokratów»”. To oczywiście obraża ludzką inteligencję, ale większość z was, wielbiciele i wyznawcy PiS-u, odłoży rozum na bok i po prostu uwierzy prezesowi – jak za każdym razem, kiedy was uwodzi.
Refleksja trzecia.
Moim zdaniem partia Mateusza Morawieckiego ma takie sobie szanse na sukces. Jeśli popatrzymy na historię tych, którzy z PiS-u odchodzili, to prędzej czy później znajdowali się oni w szerokim obozie tak zwanych „demokratów”. Ludwik Dorn, Paweł Zalewski, Paweł Kowal, Joanna Kluzik-Rostkowska, Paweł Poncyljusz czy ja – to tylko niektóre przykłady. Jest ich oczywiście więcej.
Tak więc Mateusz Morawiecki, który nie był „agentem «demokratów»”, będzie musiał w ich stronę popłynąć. A czy zostanie przez nich przyjęty? Nad tym stawiam ogromny znak zapytania.


Komentarze
Pokaż komentarze (36)