Ogólnie więc, minione Igrzyska uważam za katastrofę. Ale katastrofę nawet nie sportową. Za katastrofę przede wszystkim dziennikarstwa sportowego. To jest nasza największa katastrofa.
Nie pisałem o Londyńskiej Olimpiadzie. Bo i o czym tu pisać? Londyn 2012 to nie jest nasz sukces. Nie poświęcałem więc tej sprawie miejsca na blogu. Generalnie – same porażki. To nasz najgorszy olimpijski start od roku 1956!
Jeśli coś mnie w kontekście Londyńskich Igrzysk uderzyło, to występy naszych sportowych sprawozdawców. Przez ostatnie dwa tygodnie trzeba było niestety słuchać ich żałosnych popisów. Rozumiem – zadanie mieli trudne, ale to jak próbowali dać sobie z tym radę, to istna czarna rozpacz. Zagrzewali więc do boju i wzywali do nadziei w sytuacji, która dla każdego, trzeźwego kibica była beznadziejna (na przykład w siatkarskim meczu Polska – Rosja). Tłumaczyli, że przecież nic się nie stało i zbieramy doświadczenia w sytuacji, gdy mieliśmy do czynienia z oczywistą katastrofą. Wreszcie zaś – gdy dostawali przed mikrofon świadomych tej katastrofy sportowców, którzy co oczywiste nie mieli ochoty na dłuższe rozmowy - męczyli ich niemiłosiernie.
Ogólnie więc minione Igrzyska uważam za katastrofę. Ale katastrofę nawet nie sportową. Za katastrofę przede wszystkim dziennikarstwa sportowego. To jest nasza największa katastrofa.
Na koniec, dla porządku wymienię tylko, że złote medale dla Polski zdobyli: kulomiot Tomasz Majewski i ciężarowiec Adrian Zieliński. Serdecznie gratuluje!!!
Tu polityka zaczyna swój dzień www.300polityka.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (23)