fot. Piotr Łysakowski
fot. Piotr Łysakowski
Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki
1143
BLOG

Hołownia jak Godson

Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki Rozmaitości Obserwuj notkę 10

 Granica jest więc cienka. I dla każdego katolika przebiega trochę w innym miejscu, ale nie mniej trzeba sobie zdawać sprawę gdzie ona jest. Gdzie trzeba sobie powiedzieć dość. Hołownia zrobił to, gdy Newsweek zaczął rozdmuchiwać sprawę kapłańskiego celibatu. Uznał, że tu właśnie jest granica jego sumienia. To tak jak John Godson. I za to należy mu się uznanie.

 
Dziś znów wracam do sprawy nieco już przestarzałej. Sprawy Szymona Hołowni, który przestał pracować dla Newsweeka. Jego odejście z tego tygodnika okraszone zostało mocną polemiką z jego redaktorem naczelnym, Tomaszem Lisem. Lis napisał, że Hołownia jest przedstawicielem nurtu ssącego dwie piersi: tę liberalną i tę kościelną. Hołownia zdaje się odpisał coś o rekordzistach w ssaniu piersi. Ich polemiki można znaleźć tutaj: (http://tomaszlis.natemat.pl/25361,bez-szpagatu; http://natemat.pl/25383,drogi-tomku).
 
Przypadek Hołowni uważam za ważny. Za przypadek podobny do przypadku posła Johna Godsona. Dlaczego? Bo oczywiście najprościej było by środowiskom katolickim wejść w kanał, który szykuje im Tomasz Lis. W kanał Terlikowskiego i Naszego Dziennika. Wtedy co prawda zachowujemy twardy grunt pryncypiów (przynajmniej Terlikowski, bo Nasz Dziennik ma już chyba pryncypia ulokowane w nieco bardziej przyziemnym obszarze), ale nie bardzo jest tu miejsce dla misji. Dla przekonywania do swoich wartości. Dla przeciągania na stronę wiary.
 
Oczywiście w tej chęci przekonywania do swoich racji trzeba się pilnować. Trzeba uważać, aby celem nie stała się sama metoda przekonywania, kosztem tego, do czego mamy przekonywać. W polemice z Hołownią chyba trochę na taki grunt schodzi ksiądz Wojciech Lemański, którego tekst można przeczytać tutaj: (http://wojciechlemanski.natemat.pl/25653,list-do-redaktora-holowni).
 
Granica jest więc cienka. I dla każdego katolika przebiega trochę w innym miejscu, ale nie mniej trzeba sobie zdawać sprawę gdzie ona jest. Gdzie trzeba sobie powiedzieć dość. Hołownia zrobił to, gdy Newsweek zaczął rozdmuchiwać sprawę kapłańskiego celibatu. Uznał, że tu właśnie jest granica jego sumienia. To tak jak John Godson. I za to należy mu się uznanie.
 
PS: Dowód na to, że Jarosław Kaczyński nie ugasi już pożaru jaki wybuchł między Pis a Kościołem nieco się opóźnia, ale spokojnie – będzie niebawem…
 
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl
 
 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Rozmaitości