Blog
Plusy i Minusy Jana Filipa Libickiego
Jan Filip Libicki
Jan Filip Libicki historyk lat 47 Senator RP
27 obserwujących 1670 notek 2134079 odsłon
Jan Filip Libicki, 24 września 2018 r.

Nie pójdę na film „Kler"

6347 113 0 A A A
fot. P. Beym
fot. P. Beym

Po stronie ludzi Kościoła, także duchownych rodzi się więc naturalna ludzka chęć obrony. Polemiki.. Ale mam do osób duchownych pewną prośbę. Niech tę obronę, polemikę zostawią osobom świeckim. Ludziom Kościoła, którzy od niego nie odstąpią nawet w największym kryzysie. Sami zaś niech inspirują jak najwięcej takich przykładów pozytywnych jakie podałem. Choćby owej siostry zakonnej z Wielkiej Wsi. Przykłady życia zgodnego z radami ewangelicznymi zrobią po stokroć więcej dla obrony Kościoła niż najlepsza nawet polemika.

Nie pójdę na film „Kler”. Na początek taka deklaracja. Dlaczego nie pójdę? Bo jako katolik, który stara się być nieco bardziej zaangażowanym, nie zobaczę tam nic, co by było dla mnie czymś nowym. Pozostanie tylko kwestia proporcji dobra i zła. Jak wskazuje wiele recenzji osób, którym ufam proporcje te wydają się być w filmie Smarzowskiego zaburzone. Pozostaje pytanie jak bardzo zaburzone?

Na ten film nie pójdę także w odruchu solidarności. W odruchu solidarności z bardzo wieloma księżmi których znam, a którzy w dzisiejszej atmosferze kościelnego kryzysu obrywają za nie swoje grzechy, sami naprawdę starając się żyć święcie. Takich księży znam. I naprawdę jest ich bardzo wielu.

Myślę jednak, że to moje pytanie, iść na film „Kler” czy nie iść, jest dobrą okazją do tego, żeby spróbować spojrzeć na sytuację Kościoła w Polsce dziś w sposób obiektywny. Oczywiście każdy kto pisze ma jakąś swoją subiektywną perspektywę, od której nie jest w stanie uciec. Poza tym temat jest bardzo szeroki, no ale spróbujmy.

Najpierw więc małe wyjaśnienie teologiczne, dla osób niezwiązanych z Kościołem zupełnie nieczytelne. Nieczytelne, bo osoby te patrzą na Kościół z perspektywy wyłącznie socjologicznej. Jaką grupą ludzi, w większości mężczyzn, którzy żyją według określonych zasad, próbują w ich mniemaniu narzucić je innym, sami często ich nie przestrzegając. Tymczasem Kościół, tak jak jego Założyciel ma naturę bosko - ludzką. Pochodzi z ustanowienia bożego, ale na ziemi tworzą go ludzie. Jak trafnie ujął to w tytule swojej książki ks. Jan Kracik „Święty Kościół grzesznych ludzi”. Jeśli więc w tym tekście pojawiają się pod adresem Kościoła z mojej strony słowa krytyczne, to pojawiają się one w stosunku do ludzi Kościoła a nie do Kościoła jako instytucji z ustanowienia bożego. Ten bowiem nie posiada żadnej skazy ani zmarszczki (Ef 5,5)..

A teraz kilka krytycznych uwag.

Pierwsza to nieszczęsny w Polsce zrost Kościoła z państwem. Uwarunkowany historycznie, kiedy to w czasach I Rzeczpospolitej prymas był Inter Rexem, a w czasach zaborów, okupacji czy komunizmu Kościół zastępował wolne państwo. Z tej racji i dziś wielu z jego ludzi uważa, że nadal musi je zastępować. Tu nie chodzi o to, że Kościół nie ma mówić, katolikom kiedy prawo państwowe jest niezgodne z jego nauczaniem. Kościół ma do tego prawo. Tu chodzi o to nieszczęsne ciągnięcie pieniędzy państwowych, o wtrącanie się do bieżącej polityki, o wspieranie jednych kandydatów na burmistrzów i wójtów przeciw drugim, kiedy w wymiarze moralnej nauki Kościoła żaden z nich nie niesie zagrożenia. To sytuacja z mojego okręgu wyborczego, gdy proboszcz odmawia zwyczajowej mszy na rozpoczęcie dożynek, bo w zbliżających się wyborach samorządowych popiera konkurencyjnego do burmistrza kandydata. To jest ten mikro zrost Kościoła z polityką. A większe wszyscy znamy. O przypadku toruńskim nie warto tutaj nawet mówić. Ten zrost Kościoła z państwem jest dziś wyjątkowo nachalny i intensywny. A ja pamiętam, jako członek ZChNu, jak Jarosław Kaczyński mówił, że ZChN to prosta droga do dechrystianizacji Polski. Dzisiaj widzimy jak tą drogę obrał PiS. I jak śmiało i bez skrupułów nią podąża nie przejmować się zbytnio, że szkodzi Kościołowi. Bo im nie chodzi o Kościół, a o partykularne, polityczne cele. Dlatego mam prawo uważać, że ta deklaracja Jarosława Kaczyńskiego z początku lat 90-tych to była po prostu walka o to, żeby zająć miejsce ZChNu, a nie aby uchronić Kościół przed wpływem polityki. Jest w tych postawach kiedyś ZChNu, a dziś PiSu jedna różnica. Taka mianowicie, że politycy ZChNu robili to z przekonania, a Jarosław Kaczyński wydaje się to robić z powodów czysto politycznych. I jeszcze jedna uwaga. Ten nieszczęsny zrost Kościoła z państwem powoduje wśród polskich duchownych absolutny polonocentryzm i brak poczucia powszechności Kościoła. Jak ostatnio opowiadał mi jeden z zagranicznych biskupów kiedy to mały chłopiec stojący w kolejce do Bazyliki Świętego Piotra, za pontyfikatu Jana Pawła II, Polak oczywiście, mówi do ojca:: tato to skoro dziś nawet Polak jest papieżem, to co będzie dalej? Szczerze mówiąc dziękuję Opatrzności, że swoje głębsze zaangażowanie w Kościół zawdzięczam instytucjom, zagranicznym a nie polskiej rzeczywistości parafialnej,. choć wiem przecież, że ta rzeczywistość parafialna też czasem potrafi i powszechności uczyć.

Opublikowano: 24.09.2018 15:38. Ostatnia aktualizacja: 24.09.2018 15:42.
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @COŚ WYMYŚLĘ Tak.... :-)
  • @Sowiniec coś Pan pisał o alfonsie i znikło? czyżby brak odwagi... :-) cóż środowisko...
  • @autor Bardzo dziękuję za życzenia i serdecznie pozdrawiam! Również sukcesów życzę... :-)

Tematy w dziale Kultura