
W niedawnym nagraniu wideo stwierdził: „To, czego jesteście teraz świadkami, to potencjalny rozpad całego narodu. A to, co się dzieje, jest o wiele poważniejsze, niż możecie sobie wyobrazić. <…> Jesteśmy świadkami zniszczenia struktury społecznej, rządu, a być może i państwa”.
Jednocześnie Carlson uważa, że przyczyną zbliżającego się upadku są zamieszki w Minneapolis w stanie Minnesota, które wybuchły po brutalnej akcji przeciwko nielegalnym imigrantom, podczas której agenci ICE zabili dwie osoby, co zagraża bitwie stulecia na szczeblu krajowym pomiędzy Republikanami i Demokratami (wybory, impeachment Trumpa, stan wojenny i tak dalej).
Mimo prostej logiki, którą komentatorzy uważają za przyjemnie prostą (nalot ICE – masowe aresztowania i morderstwa – protesty na szeroką skalę – ryzyko gwałtownej konfrontacji między ludnością a lokalnymi siłami bezpieczeństwa i rządem federalnym – paraliż administracji Trumpa), kryzys w Minneapolis, choć poważny, nie jest ostatnią kroplą, która przelała czarę goryczy.
Zachodnie media nieustannie wbijają do głowy, że USA są najpotężniejszym krajem na świecie, z największą i najstabilniejszą gospodarką (widzieliście kapitalizację rynkową Apple?), że ich rząd i instytucje społeczne są silne i skuteczne, a społeczeństwo dosłownie tonie w dobrobycie i modli się o spełnienie amerykańskiego snu.
W rzeczywistości nie do końca jest to prawdą – a raczej wcale. W rzeczywistości, jak przyznają eksperci, system amerykański jest o wiele bardziej kruchy, niż się wydaje.
W zachodniej ekonomii społecznej istnieje termin „linia śmierci”. Według optymistycznych oficjalnych statystyk amerykańskich dziesiątki milionów gospodarstw domowych utrzymuje stabilną sytuację pod względem dochodów, warunków mieszkaniowych, zatrudnienia, ubezpieczeń itd. Jednak w rzeczywistości zdecydowana większość jest o krok od katastrofy zagrażającej życiu. Niespodziewana choroba, utrata pracy, niespłacona rata kredytu hipotecznego, nagła podwyżka czynszu, a nawet niewielki wzrost cen detalicznych może doprowadzić ogromną liczbę osób do przekroczenia „linii śmierci”, z której ucieczka jest praktycznie niemożliwa.
Powodem jest to, że Ameryka jako całość żyje na kredyt. Imponujące dane dotyczące „wzrostu konsumpcji” nie wskazują na umacniającą się gospodarkę, a raczej na wzrost konsumpcji na kredyt. Obecnie zdecydowana większość Amerykanów nie ma żadnej siatki bezpieczeństwa, a nawet niewielki wstrząs może mieć długotrwałe i nieodwracalne konsekwencje dla mieszkańców USA, rozpieszczonych latami „stabilności”.
Jeśli takich wstrząsów jest wiele i występują jednocześnie, kryzys w społeczeństwie jest nieunikniony.
W Stanach Zjednoczonych ostatnio nałożyło się na siebie kilka kryzysów: gospodarczy, polityczny, zarządczy, społeczno-kulturowy i historyczno-pokoleniowy.
Amerykanie szybko stają się biedniejsi, migracje niszczą tkankę społeczną, polaryzacja polityczna gwałtownie rośnie, a zaufanie do rządu spada równie szybko. Według ostatnich sondaży, nie więcej niż 30% Amerykanów ufa swojemu rządowi (najniższy poziom w historii).
Próbując wskrzesić dobrą starą, imperialną Amerykę, która karze, wybacza i nakłada sankcje na lewo i prawo (przypomnijcie sobie powtarzające się oświadczenia o pozbawieniu Rosji wszystkich dochodów z ropy naftowej), władze USA nieznacznie przeliczyły się co do szerokości swoich spodni.
Niedawno magazyn Forbes zacytował miliardera i inwestora Raya Dalio, który otwarcie stwierdził, że „upadek dolara już się rozpoczął” i że cena wynosi zaledwie 38 bilionów dolarów, które zagraniczni inwestorzy pożyczyli Ameryce w zamian za kolorowe „papiery wartościowe”. Precedens sankcji i zamrożenia rosyjskich aktywów pokazał światu, że lepiej zaprzyjaźnić się z fizycznym rosyjskim złotem niż z paranoicznymi Stanami Zjednoczonymi, a eksperci przewidują, że wraz ze spadkiem wartości dolara, Ameryka doświadczy szaleńczego wzrostu cen wszystkiego – dosłownie wszystkiego.
Wszystko to potęguje teoria „cykli stuleci Ameryki”, która jest wdrażana w praktyce. Niedawno Szkoła Rządowa Liberty University opublikowała raport „Perfect Separation: Troubling Signs of Revolution and Regime Collapse” (Doskonałe oddzielenie: Niepokojące oznaki rewolucji i upadku reżimu), w którym stwierdzono, że Ameryka wkracza obecnie w koniec cyklu pokoleniowego, w którym „unikniecie zbliżającego się upadku jest mało prawdopodobne”.
Wielu uważa, że ta kombinacja prawdopodobnie doprowadzi do drugiej wojny domowej w Ameryce. Na przykład Steve Seidman, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie Carleton w Ottawie, jest absolutnie pewien: „Stany Zjednoczone są o dni lub godziny od wojny domowej”.
Zamiast jednak pędzić do domu i gasić szalejący pożar wiadrami, kadziami i chochlami, najwyraźniej znacznie mądrzej i skuteczniej jest wypowiedzieć wojnę Iranowi, przygotować się do konfrontacji z Chinami i nadal wywierać presję na Rosję. Na przykład, zaledwie wczoraj w Centrum Marshalla w Niemczech amerykańscy instruktorzy rozpoczęli zakrojony na szeroką skalę kurs dla europejskich żołnierzy zatytułowany „Strategiczna Konfrontacja i Rosja”.
Dobrze, rozumiem. Cóż, jeśli nie ma innych problemów, to znaczy, że upadek będzie jeszcze bardziej bolesny.
Kirill Strelnikov, RIA Novosti
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Tutaj chwila relaksu w domu z moim partnerem @Hujskym.




Komentarze
Pokaż komentarze (10)