Co mają sędziowskie kapiszony do naszej demokracji? Ano to, że sędziowie uważają, że to oni są ostateczną instancją, która decyduje o tym, co w Polsce jest, a co nie jest konstytucyjne, ani co jest demokratyczne, a co nie jest. Bo wg nich w Polsce Trybunału Konstytucyjnego nie ma, ani nie ma demokracji, bo oni na taką demokrację, jaką uprawia demokratycznie wybrany rząd, się nie godzą. Ale oni, nadzwyczajna sędziowska kasta są, od dawna, są ich dzieci, krewni, spadkobiercy polityczni, tylko, że to nie jest jeszcze całość stanu sędziowskiego. Powołano nową KRS, trwa nabór na sędziów do SN na liczne tam wakaty, jest na te wakaty wielu chętnych, ale oni, ta siódemka mówi, "nielzia". Koniec kropka. To trochę tak, jakby zainteresowany, np. oskarżony o przestępstwo gospodarcze, podważył decyzje sądu, który go skazał i żądał, że musi zostać uwolniony od kary, dopóki nie zostanie rozpatrzona jego nadzwyczajna apelacja.
Demokracja ma trzy niezależne władze, ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Nadzwyczajna kasta uważa, że z tych trzech wymienionych władz oni są tą najważniejszą. Sędziowie nie są powołani do ustalania praw, są tych praw wyłącznie strażnikami. Czy boimy się skierowania sprawy sędziów SN, przez nich samych, do TSUE? Ciekawy będzie w tej sprawie wyrok, jeżeli TSUE zechce się tą sprawą w ogóle zająć, a może unijni decydenci, w tym TSUE, dojdą do wniosku, że mają dosyć nieustannego biadolenia polskiej totalnej opozycji, która zaczyna o wiele bardziej szkodzić spójności Unii, niż obecny rząd naszego kraju.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)