
Prezydent Karol Nawrocki tym razem zamiast zawetować podesłaną mu ustawę skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego.
Donald Tusk skomentował to od razu:

Popatrzmy zatem, co takiego spowodowało reakcję Prezydenta.
Ustawa z dnia 31 lipca 2026 r. o zmianie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta wprowadza do polskiego systemu prawnego definicję tzw. praktyk pseudomedycznych.
Zgodnie z art. 67 zj (wprowadzonym art. 1 ww. ustawy):
Przez praktykę pseudomedyczną rozumie się:
udzielanie świadczeń zdrowotnych stwarzających ryzyko uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia, albo śmierci człowieka przez osobę niewykonującą zawodu medycznego,
oferowanie lub stosowanie metody diagnostycznej lub leczniczej niebędącej świadczeniem zdrowotnym, w przypadku której wprowadza się w błąd, że posiada właściwości świadczenia zdrowotnego w zakresie diagnostyki lub leczenia małoletnich, chorób onkologicznych, ciężkich nieuleczalnych chorób lub zaburzeń psychicznych,
wykonywanie działalności leczniczej bez uzyskania wpisu do rejestru, o którym mowa w art. 103 ustawy z dnia 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej, z uwzględnieniem art. 104 ust. 2 tej ustawy
– podejmowane w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej.
Tak zdefiniowana „praktyka pseudomedyczna” (pkt 1) wydaje się być określona zbyt szeroko, co pozwala na eliminowanie podmiotów świadczących usługi od lat uznawane nie tylko w Polsce, ale i w całej UE.
To działalność dietetyków. Przecież „ryzyko rozstroju zdrowia” może być konsekwencją zaleconej diety. Co prawda prawo karne rozróżnia dwie postaci rozstroju zdrowia (do 7 dni i powyżej), jednak tuskowy ustawodawca postanowił połączyć je w jedno.
Z kolei w punkcie 2 zakres jest wyraźnie zbyt mały. Oto bowiempraktyka pseudomedyczna polegająca na wprowadzaniu w błąd co do jej właściwości leczniczych możliwa jest tylko wobec małoletnich (czyli do 18 roku życia), poza tym chorób onkologicznych, ciężkich nieuleczalnych chorób lub zaburzeń psychicznych.
A co w przypadku innych schorzeń, czasem nawet nieuleczalnych ale już nie ciężkich? Przecież leczyć „u znachora” nie zawsze chcemy raka, ale też nadciśnienie, hemoroidy itp.
Poza tym w krótkim artykule roi się od pojęć: świadczenie zdrowotne, metoda diagnostyczna, metoda lecznicza, działalność lecznicza. Niestety, tylko jedno z nich jest w ustawie zdefiniowane (świadczenie medyczne art. 3 u. 1 pkt 6). Zatem pozostaje pole dla wykładni, której zakres pojęciowy może być dla przeciętnego adresata normy nieprzewidywalny.
I na koniec dochodzimy do najbardziej moim zdaniem kontrowersyjnego przepisu. Otóż opisane wyżej działania stają się praktykami pseudomedycznymi jedynie wówczas, gdy podejmowane są w celu uzyskania korzyści materialnej lub osobistej.
A co w przypadku tych wszystkich lewackich stowarzyszeń oferujących pomoc w przerywaniu ciąży? Działają albo całkowicie darmowo, albo tylko po kosztach, najczęściej też zachowują anonimowość. Są to praktyki pseudomedyczne czy nie?
Odpowiedź wydaje się oczywista.
I kolejny zapis noweli skierowanej przez PKN do TK. Tym razem jest to nic innego jak tylko próba uniemożliwienia krytyki, w tym prasowej. Otóż zgodnie z art. 67zn zakazana ma być tzw. dezinformacja medyczna.
Jest ona zdefiniowana następująco:
Przez dezinformację medyczną rozumie się podejmowane, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, przez osobę fizyczną, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną nieposiadającą osobowości prawnej, działania wprowadzające w błąd, polegające na publicznym rozpowszechnianiu lub promowaniu nieprawdziwych informacji o:metodzie diagnostycznej lub leczniczej lub metodzie, w przypadku której deklaruje się lub sugeruje, że ma właściwości świadczenia zdrowotnego, niezgodnej z aktualną wiedzą medyczną, zagrażającej życiu lub zdrowiu, lub szkodliwości metody diagnostycznej lub leczniczej zgodnej z aktualną wiedzą medyczną jako zagrażającej życiu lub zdrowiu.
Co to znaczy „nieprawdziwe informacje” będą określać sami zainteresowani, czyli… lekarze.
Taki zapis, gdyby wszedł w życie kilka lat temu, poważnie ograniczyłby falę krytyki szczepień covidowych.
Ograniczyłby ją również dzisiaj.
Zważyć trzeba też na tryb odwoławczy. W przypadku praktyki pseudomedycznej w grę wchodzą przepisy KPA co oznacza, że ewentualne odwołanie trafi do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego najpewniej w Warszawie. A to już dzisiaj oznacza czas oczekiwania sporo powyżej jednego roku.
W tym czasie działalność nie może być kontynuowana, albowiem zgodnie z art. 67zl u. 1 decyzja ma rygor natychmiastowej wykonalności.
Zanim więc sprawa zostanie prawomocnie rozstrzygnięta może upłynąć nawet 5 lat. Obawiam się, że po takiej przerwie nie da się wrócić do wykonywanego zajęcia…
W drugim przypadku można wystosować sprzeciw rozpatrywany przez ten sam Organ; dopiero wtedy decyzja staje się ostateczna i można kierować skargę do WSA. Czas rozpatrzenia j.w.
Generalnie nic więcej istotnego w niepodpisanej przez PKN ustawie nie ma. Gros bowiem jej treści stanowią ustalenia wysokości grożących kar (nawet do miliona zł) itp.
Tymczasem Tusk przeświadczony, że nikt tego nie sprawdzi, łka nad losem Polaków narażonych na oszustwa ze strony szarlatanów paramedycznych.
G...uzik prawda. Otóż obronę, i to mocniejszą niż kwestionowana ustawa, daje nam art. 286 Kodeksu karnego (oszustwo zagrożone karą do 8 lat pozbawienia wolności), art. 160 i 156 Kodeksu karnego (narażenie na niebezpieczeństwo lub uszczerbek na zdrowiu – nawet do 20 lat pozbawienia wolności w cięższych przypadkach) zaś za wykonywania zawodu bez uprawnień grozi grzywna lub ograniczenie wolności. Oczywiście pod warunkiem, że nikt szkody nie poniesie.
I wcale nie trzeba czekać na wyrok, by dany szarlatan zakończył swój proceder.
Prokurator może bowiem zakazać prowadzenia określonej działalności na podstawie art. 276 Kodeksu postępowania karnego już po przedstawieniu zarzutów konkretnej osobie.
Tytułem środka zapobiegawczego można zawiesić oskarżonego w czynnościach służbowych lub w wykonywaniu zawodu albo nakazać powstrzymanie się od określonej działalności lub od prowadzenia określonego rodzaju pojazdów, lub zakazać ubiegania się o zamówienia publiczne na czas trwania postępowania.
Albo po prostu wnioskować o tymczasowe aresztowanie. Praktyka niestety pokazuje, że jakieś 97% takich wniosków sądy przyklepują.
Po co zatem mnożymy zakazy? I to dotyczące tych samych czynów?
Czyżby Donald Tusk chciał mieć na siłę jakiś argument wyborczy i dlatego celowo została uchwalona kolejna kiepska ustawa?
Osądźcie sami.
https://niepoprawni.pl/blog/humpty-dumpty/lzy-tuska-czyli-lex-szarlatan


Komentarze
Pokaż komentarze (3)