Gdyby porównać ojców założycieli Europy – Adenauera, de Gasperiego, Schumana, Monneta – z dzisiejszymi celebrytami polityki w rodzaju Ursuli von der Leyen, Macrona czy Donalda Tuska, dzieli ich przepaść.
Deprecjacja liderów idzie w parze z banalizacją i trywializacją polityki. Coraz więcej badaczy dostrzega powszechne głupienie i infantylizację społeczeństw – a elit jeszcze szybciej.Politycy nie są tu wyjątkiem. Są produktem tych samych procesów. Sakralizuję się banał i trywialność z mediów masowych. Premiowani są ci, którzy opowiadają trywializmy w napuszonym sosie.
Polska polityka aż kipi takimi ludźmi. Pełno ich też na uniwersytetach.Uniwersytety stały się forpocztą globalnego triumfu tej triady. Stąd uznawanie modnych bzdur za naukę, powstawanie kierunków niemających z nią nic wspólnego i dyskryminacja tych, którzy odmawiają im uznania. Znakiem czasu była sytuacja, gdy redaktor naczelny „Science” zaczął się kajać, że za dużo publikowano białych naukowców. Skoro ktoś taki ulega presji, jest naprawdę źle.Współczesna nauka nie powinna znać koloru skóry, płci ani orientacji. Jeśli zaczną decydować kryteria pozanaukowe, zniknie wolność, konkurencja i jakość.
Wystarczy etykietką – i już można obniżać standardy w imię „zadośćuczynienia”.Do tego dochodzi spadek średniego poziomu inteligencji. Efekt Flynna się skończył – mamy syndrom głupiego i głupszego. Spreparowana głupota demoralizuje kolejne pokolenia. Wolność słowa, nauki i kultury niknie w oczach. Świetnie mają się miernoty pod parasolem antydyskryminacji.
Trudno być optymistą, gdy za edukację w Polsce odpowiada Barbara Nowacka – ulubienicą Donalda Tuska, uosobienie złej szkoły. Zła edukacja niszczy naukę, a zła nauka degraduje edukację. Prawie każda uczelnia nazywa się uniwersytetem, ale istoty uniwersytetu – badań, systematyzowania wiedzy, kształcenia elit – coraz mniej.Polskie uczelnię w rankingach lądują w piątej setce. Zajmują się „emancypacją”, a nie badaniami. Liczba ideologicznych listów otwartych, apeli i „ekspertyz” dalece przekracza liczbę wartościowych publikacji.
Nie ma takiego głupstwa, którego nie sygnowaliby utytułowani formalnie polscy naukowcy.Uniwersytet od lat coraz bardziej zajmuje się „emancypacją” od marksistowskiej do genderowej, zwalczaniem rasizmu, ksenofobii, homofobii, transfobii i wszelkich form dyskryminacji – a coraz mniej nauką. „Modne bzdury” są premiowane i chronione. Przypomina to przymusową obecność marksizmu w PRL.
Wielu naukowców ma świadomość upadku. W liście z 2019 r. pisali o publikacjach, których nikt nie czyta, braku patentów, fatalnych rankingach. Prof. Karol Modzelewski ostrzegał przed grantomanią demoralizującą młodych uczonych.Nędza dzisiejszego uniwersytetu jest drastyczną w porównaniu z II RP – szkołą lwowsko-warszawską, Weiglem, Funkiem, Hirszfeldem, RWD, „Łosiami”, złamaniem Enigmy, Czochralskim. Bez odbudowy uniwersytetu i wolności badań Polska przegra cywilizacyjny wyścig. A triada głupienie-infantylizacja-demoralizacja stanie się ideałem demokracji. Wszyscy będą równi w głupocie.I właśnie w tej atmosferze rządzi nam Donald Tusk z ekipą.
Facet, który obiecywał „100 konkretów”, a dostarczył 100 wymówek i jeszcze więcej mediowych pokazówek. Jego rząd to mistrzostwo świata w infantylizacji: zamiast rozwiązywać problemy – konferencję prasowe, hasła i moralizowanie.
Edukacja?
Oddana Nowackiej, bo przecież kto lepiej rozumie szkołę niż ktoś, kto systematycznie obniża jej poziom w imię „postępu”. Gospodarka? Demoralizacja podatników, którzy mają płacić za kolejne „zielone” i „sprawiedliwe” eksperymenty. Bezpieczeństwo? Głupienie w czystej postaci – moralne kazania zamiast twardych decyzji.
Tusk i spółka doskonale wpisują się w tę triadę: głupieją na oczach narodu, infantylizują debatę do poziomu preschool, a demoralizują instytucje, żeby nikt już nie wymagał od polityków czegoś więcej niż ładnego uśmiechu i ładnego hasła.
Brawo. Polska wreszcie dogania europejską awangardę mediokracji.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)