7 obserwujących
742 notki
174k odsłony
252 odsłony

Kwarantanny dzień szósty.

Wykop Skomentuj2

Raport z pierwszej linii walki z covid. To słoniątka siedzącego na klatce piersiowej staram się przyzwyczaić i jakoś z tym żyć, ale dlaczego okłada mnie teraz trąbą po plecach, lędźwiach i nerkach? Rozumiem, że młody to i musi brykać, ale że aż tak? Ogólnie liczby się jednak samopoczucie i odpowiednie podejście do rzeczywistości, która mnie spotkała. Zmian istotnych nie ma od wczoraj. Katar, brak smaku i węchu, no i ten mały ssak z trąbą. Zajęcia domowe, które sobie wymyślam, pozwala nie rozczulać się nad wirusem w sobie. Zresztą nie jestem facetem typowym, gdzie byle przeziębienie stawia otoczenie na baczność. 

Od początku kwarantanny zaklinałem rzeczywistość. Racjonalne podejście mówiło co innego a realność podpowiadało swoje oczekiwania. Chciałem uzyskać dodatni wynik testu, jednocześnie strach podpowiadał, że jestem idiotą. Jednak było w tym czymś jakieś dziwne przeczucie a raczej doświadczenie z obserwacji sytuacji jaka panuję w Polsce. Galopujące zachorowania, umieralność z każdym dniem wyższa i co najbardziej istotne, coraz wieksza zapaść w służbie zdrowia. Lęk przed wirusem w organizmie też miała mocne podstawy by sądzić, że organizm może być na tyle niewydolny, że szpital będzie jedynym rozwiązaniem. No i powikłania, które mogą się zdarzyć nie tylko w czasie chorowania ale przede wszystkim już po wyleczeniu a raczej po samo wyzdrowieniu.

Gdy na początku zaistnienia pandemii w Europie, gdy wirus szalał bez jakiegokolwiek kontroli i opamiętania, gdy widziałem zdjęcia chorych leżących na stadionach, halach lub hangarach, uświadomiłem sobie, że póki w Polsce jeszcze widoku nie ma, lepiej byłoby zmierzyć się z tym syfem. Oczywiście zdawałem sobie też sprawę, że Polska idzie w tym właśnie kierunku, gdy państwo zajmuję się tylko sobą, gdy opiekuje się własnymi problemami, kwestią czasu będzie, że mógłbym wylądować w łóżku na stadionie. 

To, że mógłbym wylądować na stadionie, przeraża. Chorować w takich warunkach jest nie tylko nie ludzkie, ale uwłacza godności i szacunku do jestestwa. Ta pustka, samotność, brak perspektyw do ludzkiego podejścia do rzeczywistości, którą wymusił covid jak i nieudolność państwa, nakazała mi oczekiwać, że chcę mieć covida w sobie. Już sam fakt, że jeździłbym karetką od szpitala do szpitala, miał też wyraz w tym, żeby zrobić sobie prezent w formie testu i czekać na pozytyw.

Jeśli mnie do końca nie przekonał stadion i wycieczki karetką, to zdjęcia samochodów chłodni we Włoszech, Francji czy Hiszpanii, gdzie zwłoki musiały czekać na jakiś godny szacunek, pogrzeb, uświadomiły mnie tym bardziej, że teraz albo nigdy. Nie ma jeszcze wysokiego zachorowania na grypę, nie mam jakiś chorób współistniejących do większego pogorszenia mojego stanu zdrowia, więc zaklinałem rzeczywistość z nabyciem covid. 

Realność oczekiwania się spełniła. Objawy co dalej są ogromne i ta codzienna niepewność, czy mój "chory" plan zda egzamin. Dzisiaj liczy się tylko to, żeby ten pierwszy etap przejść w sposób bez komplikacji i zbytniego uszczerbku na zdrowiu. Na drugim etapie skupie się, gdy covid będzie ujemnym wspomnieniem.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości