Taśmy rozgrzały dyskusje. Rozgrzały głowy fanatyków totalnej władzy. Taśmy taśmami, ale PiS był przygotowany na takie jak i inne taśmowe problemy.
PiS od początku swojej kariery, po wygranych ostatnich wyborach, miał tylko jedno zadanie dotyczące strikte społeczeństwa. Może nie całego, ale tego który wyniósł go do samodzielnej władzy. Musiał utrzymać elektorat swój nie ten twardy, co bardziej napływowy. Kaczyński zadawał sobie z tego sprawę od samego początku czy to podczas formowania rządu Szydło czy Morawieckiego. Ustawił rząd Szydło do niszczenia wszystkich demokratycznych instytucji. Bezwzględnie niszczone były nie tylko instytucje co bardziej ludzie, którzy śmieli podnieść głos oburzenia. Szydło szybko się zużyła, była wszak zderzakiem, wykonała brudną robotę i dostała "awans" na vice premiera od niczego. Ustanawiając Morawieckiego premierem, Kaczyński zdawał sobie sprawę, że to co zniszczył teraz trzeba wytłumaczyć jakoś "intelektualnie" światu. Polakom nie musiał, dlaczego? O tym za chwilę.
Morawiecki jako bankster był idealnym kandydatem. Nie miał zaplecza, był w PiSie nieznany, w jakiś sposób bogaty, znał język i ambicje raczej prezydenckie niż przejęcie władzy lub schedy po Kaczyńskim. Morawiecki ubrał i ubiera wszystko w piękne, mądre słowa. Taki ułożony prymusik. Na salonach europejskich potrafił kluczyć, zwodzić, oszukiwać Unię, żeby zyskać na czasie. W ogólnym zarysie- Szydło miała spolonizować co się da, bank na przykład, Trybunał Konstytucji napełnić swoimi ludźmi, sądy i prokuraturę zrobić posłuszne władzy. Morawiecki miał to wszystko ugładzić, przyczesać w nową fryzurę a'la Kaczyński.
Kaczyński zdawał sobie sprawę, że łatwo nie będzie. Jedynym rozwiązaniem było rzucić narodowi coś z plusem. Najważniejsze były pieniądze. Te realne, bez zbędnych formalności, przy dobrej koniukturze w postaci dzieci, można było wyciągnąć miesięcznie kilka tysięcy. Wiedział, że oferta będzie skierowana do najmniej zaradnych, którzy zarabiają najniższą krajową. To był, zdaniem pisowców największy, realny plus. Inne plusy były i są mniej realne, ciężkie w ich otrzymaniu. Ale oferty były i było oczekiwanie. No właśnie, oczekiwanie, że po to się coś daję, żeby później coś otrzymać. Otrzymać nic wielkiego, nic co by trzeba było użyć siły czy się zmęczyć. Taka mała rzecz dla władzy, istotna jak dusza potrzebna diabłu. Człowiek nie ma z niej pożytku, chociaż jest istotą życia. Beneficjenci mieli być posłuszni. Nie patrzeć na ręce władzy, ignorować skandale i afery. Zamknąć oczy na hipokryzję i chamstwo wypływające ze struktur partyjno- rządowej. Posłuszeństwo miało pokazać się w formie poparcia w wyborach. I pierwsze zwycięstwo posłuszeństwa nastąpiło w wyborach samorządowych. Tam gdzie 500+ był wypłacany w największych ilościach, PiS zdecydowanie wygrał. Inteligencja plus rodziny z jednym lub góra dwoma dziećmi, pokazały Kaczyńskiemu środkowy palec. I sondaże było mocne i stabilne.
Prezes PiSu skalkulował, że budżet to tylko tabelki w exellu, i mało to go interesowało. Pieniądz miał być, nie ważne jakim kosztem. Bo oprócz plusów, trzeba było ratować, gasić pożary bieżące. Inne grupy społeczne żądały podwyżek i Kaczyński dawał, wiedząc, że w odpowiednim czasie zgłosi się po poparcie, jak diabeł po duszę. Strategia taka była dlugowzroczna i prespektywiczna. Afery i skandale, hipokryzja rozsadzała Polskę, a Kaczyński płacił. Jego strategią było, krok po kroczku, delikatnie obłaskawić i ... płacić. Plusy się mnożyły. I co ważne, intuicyjny sposób, za pośrednictwem pewnych służb, wyprzedzał pewne fakty. Uprzedzał nie tylko polityków co przede wszystkim dziennikarzy śledczych. Zawsze przed jakąś aferą, skandalem, posłuszny lud dostawał ochłap. Tak też jest z emeryturami dla matek wychowujących plus cztery dzieci.
Jeśli ktoś myśli, że ciemny lud spuści Kaczyńskiego w niezbyt polityczny tylko za to, że jest bogaty i chcę wybudować 190 metrowy pomnik dla swojego brata i dla siebie to się pomyli. Nie po to ktoś coś dostaje od swojego pana i władcy, by ulec pokusie zdrady. Zdrada może kosztować go bardzo dużo, wręcz za mało. Jego obawy są podsycane przez telewizję pisowską, media papierowe oraz biznesmena Rydzyka. Obawa jest ta duża, że poparcie PiSu jest stabilne z lekkim wahaniem w błędzie statystycznym.
Obecny władca Polski, nic nie ryzykuje. Siedzi wygodnie na tylnym siedzeniu. Można dużo mu zarzucić, ale nie to, że działa w interesie Polski. Zawsze grał na siebie i brata. Zawsze chciałby być czymś w randze człowieka ponad wszystko. Władza była narkotykiem, on uzależniony poświęcił wszystko co mogło mu w tym boskim zaistnieniu przeszkodzić. Sądy czy prokuratura to tylko początek do długiego marszu, który pozwoli rządzić długo i szczęśliwie. Do tego potrzebni są jemu wierni fanatycy, funkcjonariusze do zadań specjalnych, oraz posłuszny lud. Lud w zamyśle kupiony za judaszowe srebrniki.
Słucham taśmy Kaczyńskiego i wszystko staje się dla mnie jasne. Widać, a raczej słuchać do czego mu te wszystkie wojny o sądy były potrzebne. Po co ta cała szopka z spolonizowaniem banków, dlaczego KNF miał swojego nadzorcę z NBP. I przede wszystkim, ustawa przejęcia banków za złotówkę. Wszystkie ruchy niszczenia sprawiedliwości, pozyskania banków było strategią o którym mówi w nagraniach prezes. Posłuszne służby i prokuratura będą w różny sposób bronić i ochraniać inwestycję Kaczyńskiego. Bank odzyskany da pieniądze, żeby suweren widział, że to wszystko jest legalne, a w innych, przejętych bez kontroli lokować wszystko co uda się zarobić bądź dostać. Taśmy to właśnie ukazały, nic innego. Ukazały cały misternym plan. Plan, który miał trwać po wieki wieków. Duże pieniądze. Władza absolutna i duże pieniądze. To był i jest cel człowieka, który za srebrniki chce to wszystko mieć.
Czy taśmy zaszkodzą Kaczyńskiemu? Raczej zrobią ranę ja przy goleniu. Czy zostanie blizna uzaleznione to będzie od siły rażenia taśm. Dwie, trzy lub pięć nie zniszczą ani Kaczyńskiego ani jego biznesowego planu. Większe pieniądze, którymi zagadki ten lub inne skandale i afery, są bez znaczenia. Skala populizmie wzrośnie. Koszt utrzymania stabilizacji będzie tak wysoki, że ci którzy na tym nie zyskają będą okazywać nienawiść do korzystających pełną garścią z plusów władzy. Bo czy sprawiedliwość nastąpi, gdy ktoś dostanie emeryturę nigdy nie pracując, w dodatku w kwocie osoby która pracowała całe życie? Bo czym się różni matka mając trójkę dzieci od tej co ma czworo? Nakręci się spirala nienawiści zwykłych Polaków do siebie. Będą tak zajęci sporami między sobą, że nic innego się nie będzie liczyło. Stabilność elektoratu się zmobilizuje, bojąc się utraty przywilejów.
Taśmy Kaczyńskiego są taśmami prawdy. Prawdy o intencje budowania bogatej przyszłości. Dla prezesa nie istnieje teraźniejszość. Czas obecny jest mu potrzebny do zrealizowania swoich planów. Planów gdzie będzie istniał tylko on i jego dzieło. I to jest cała prawda zapisana w tych taśmach.
Inne tematy w dziale Polityka