16 obserwujących
151 notek
111k odsłon
1478 odsłon

Refleksje z okazji Dnia Kota

Wykop Skomentuj54


Dzisiaj Dzień Kota, naszego niekwestionowanego pana i władcy. Jest to także dzień moich urodzin, chociaż wolę o tym nie myśleć (starość nie radość, he he).

Nawiązując niejako do poprzedniej notki chciałabym oświadczyć, że zarówno doświadczenie, jak i logika oraz empatia skłaniają mnie do przyjęcia stanowczego poglądu, iż kot domowy, choćby w najlepszym, najfajniejszym domostwie wychowany, powinien wychodzić na dwór. Rozumiemy potrzebę biegania u psa, tarmoszenia się z innymi psami, węszenia, tropienia i badania, dlaczego więc chcemy zamykać kota w ciasnym pudełku, bez możliwości poczucia murawy pod opuszkami palców, wiatru na wąsach oraz nieba nad futrzastym łebkiem? Możecie mi zarzucić, że uwznioślam swobodę, że zwierzęta czują inaczej niż ludzie, że na dworze jest zimno, głodno i straszno. Upieram się jednak, iż każde zwierzę, może poza tak nieskomplikowanymi jak bezkręgowce, czułoby się psychicznie lepiej, gdyby od czasu mogło wyjść na zewnątrz, zamiast snuć się z kąta w kąt przez całe życie.

Jak już kiedyś pisałam, moi rodzice przez lata przygarniali masowo koty (i parę psów). Zazwyczaj były to stworzenia przyzwyczajone do opuszczania domu, więc zamykanie ich i tak nie miałoby sensu. Oczywiście niosło to ze sobą konsekwencje: „Nasze zwierzaki bardzo dużo przeszły, raniły się i cierpiały – taka była cena wolności, gdyż każdy kot wychodził na dwór.” Kiedy przygarnęliśmy pod koniec 2010 Tofika, kociątko należące do mamy mojego partnera, przez parę miesięcy siedział grzecznie w domu. Jednak mniej więcej pod koniec maja lub na początku czerwca 2011, widząc, że inne koty wyruszają na nocne przechadzki, w pewnym momencie postanowił pójść ich śladem. Patrzyłam, jak wychodzi na werandę i znika, i przez cały czas jego nieobecności zastanawiałam się, czy wróci. Wrócił, a jakże, i od tamtej pory wychodził już regularnie. Również i on zapłacił za to swoją cenę: wracał chory, pogryziony, ranny, raz nawet po tygodniu, kiedy już postawiliśmy na nim krechę. Tak czy siak, moi rodzice nigdy chyba nie rozważali zamykania kotów w domu (poza krótkim okresem tu po przeprowadzce, kiedy chcieli, żeby zwierzaki przyzwyczaiły się do nowego miejsca).

Naturalnie nie każdy właściciel kota mieszka w domu położonym blisko terenów zielonych. Obecnie mieszkam w bloku, okalają go inne bloki, place zabaw oraz ulice. Wypuszczenie kota samopas w takiej okolicy wiązałoby się ze znacznie większym ryzykiem niż w przypadku pupili moich rodziców. Dlatego nie winię mieszkańców bloków, że trzymają mruczki w zamknięciu. Postrzegam to jako swoiste, lecz konieczne barbarzyństwo. Ludzie wciąż pozostają skrajnie nieodpowiedzialni i pozwalają kotom rozmnażać się bez pamiętania, co oznacza, że przychówek trzeba rozlokować także po blokowiskach, inaczej trafiłby do schroniska. Zapewnienie każdemu zwierzęciu optymalnych warunków długo jeszcze nie będzie możliwe.

Mój partner uważa, że kot może się znakomicie czuć w czterech ścianach domu, a za przykład podaje swojego śp. persa, który nie wykazywał żadnych oznak frustracji. Pamiętam, iż jedną z naszych pierwszych poważniejszych kłótni wywołała właśnie omawiana w tej notce kwestia. Od tamtej pory czasami go sonduję i z żalem stwierdzam, że nie zmienił zdania, co najwyżej mógłby się zgodzić na wyprowadzanie kota w szelkach. :) Mam jednak nadzieję, że jak już wygramy w Toto Lotka i kupimy sobie wspaniały domek z bala na skraju lasu, zgodzi się łaskawie, żeby koty mogły opuszczać go bez nadzoru.

Co na temat wypuszczania kotów mówią inni?

Koty mają duże zdolności adaptacyjne (dzięki temu zresztą rozprzestrzeniły się niemal na całym świecie), potrafią się więc doskonale przystosować do życia w domu. Rzecz jasna, niektórym z nich przychodzi to łatwiej, innym trudniej. Tak, przyznaję, że czasami przyzwyczajenie się kota do zamkniętej przestrzeni może być nawet całkowicie niemożliwe – dotyczy to na przykład kotów, które urodziły się na dworze i spędziły tam wiele długich lat swojego życia. Uważam jednak, że większość naszych futrzanych pupili jest wstanie zaakceptować takie „ograniczenie wolności osobistej”. Dotyczy to zwłaszcza tych, które urodziły się w mieszkaniu.

Czy zatem kot musi wychodzić na dwór czy nie? Moje zdanie jest takie: Kot nie musi wychodzić na dwór! Powiem więcej, w domu jest bezpieczniejszy!

Zgadzam się, że kot może się przystosować do życia na zamkniętej (i wyjątkowo małej z punktu widzenia potrzeb rewirowych) przestrzeni. Człowiek też mógłby przeżyć wszystkie swoje dni bez wychodzenia na zewnątrz, co jednak nie pozostałoby bez wpływu na jego psychikę. O czym wspomina inny artykuł:

Statystyki pokazują, że koty, które całe swoje życie spędzają wyłącznie w domu, żyją zdecydowanie dłużej. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: są narażone na zdecydowanie mniejszą liczbę zagrożeń. Nie przejedzie ich samochód, nikt ich nie ukradnie, nie zjedzą zatrutego szczura. Praktycznie ograniczone jest też ryzyko zachorowania przez nie na kocią białaczkę i wściekliznę. Teoretycznie więc mamy tu same plusy.

Wykop Skomentuj54
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości