25 obserwujących
270 notek
262k odsłony
  781   2

Pora dorosnąć, kochani!


you don’t have to buy into the transactional game if you don’t want to. You are always free to choose. And not only are you free to choose, but you are obliged to choose who you are going to be, whether you realize it or not. The only question is: do you have the courage to do it? Do you have the courage to be an adult? Do you have the courage to decide for yourself what your values are?

W wolnym tłumaczeniu: Nie musisz się wkupiać w tę transakcyjną grę, jeśli nie chcesz. Jesteś wolny, możesz wybrać. I nie tylko możesz wybrać, jesteś zobligowany, żeby wybrać, kim zostaniesz, czy sobie z tego zdajesz sprawę czy nie. Jedyne pytanie to: czy masz odwagę, żeby to zrobić? Czy masz odwagę, żeby być dorosłym? Czy masz odwagę, żeby samemu decydować, jakie są twoje wartości?


Niektórzy najlepiej czują się w grupie. W dużej grupie. Nie tylko fizycznie. Kiedy ich poglądy zgadzają się z poglądami większości społeczeństwa, zaczynają wierzyć, iż mają rację. Kiedy ich wypowiedzi są oklaskiwane, a wypowiedzi przeciwników wybuczane lub minusowane (vide Salon), wtedy ich przekonanie o własnej słuszności sięga zenitu. Chcą zawsze robić to, co inni, wierzyć w to, co inni, czuć to, co inni. Wierni tradycjom, zasadom i dogmatom, dbają o reputację i cieszą się z bycia szanowanymi obywatelami. Cudza opinia, zwłaszcza powtarzająca się, jest dla nich bardzo istotna. W końcu miliony much nie mogą się mylić, prawda?

Ja – przeciwnie. Fajnie jest być chwalonym, lecz jest to tak naprawdę błahostka. Nie zależy mi na ludzkim szacunku. Nie pragnę być produktywnym i wartościowym członkiem społeczeństwa. Olewam krytykę bazującą na samych emocjach. (Co mnie obchodzą Twoje uczucia, Czytelniku? :)) Najlepiej czuję się w małym gronie, w otoczeniu tych, którzy naprawdę coś w moim życiu znaczą. To dla nich mogę się poświęcić, ich potrzeby są dla mnie istotne, ich opinie biorę (czasami ;)) pod uwagę. Dla obcych ludzi też mogę coś zrobić, jest to jednak zawsze relacja pomiędzy mną a konkretną jednostką. Jak to napisał cytowany przeze mnie wyżej Mark Manson: w życiu istnieją tylko dwa powody, żeby coś zrobić: because it feels good or because it feels right. W wolnym tłumaczeniu: bo czujemy, że to fajne lub czujemy, że to dobre.

I chyba tak naprawdę nie zdecydowałam jeszcze, na sto procent, jakie są te moje „wartości”. Odrzuciłam całkowicie religię, normy społeczne oraz prawo traktuję z szacunkiem, lecz bez czołobitności (i zdarzyło mi się je złamać), idę więc przez życie kierując się tym swoim śmiesznym „czuciem”, które często mnie zawodzi, jest jednak jedynym kompasem, jaki mi pozostał. Ludzie zwący się chrześcijanami nie są dla mnie moralną elitą, często wręcz przeciwnie. Filozofie i ideologie budzą moją podejrzliwość, gdyż chyba każda po zdobyciu zbyt wielu zwolenników zamienia się w totalitarne kurewstwo. Nie obchodzi mnie dziedzictwo naszej „wspaniałej” cywilizacji, więc i za to umierać nie będę. Bazuję już tylko na uczuciach. Instynkcie. Intuicji. Tak, to marny drogowskaz. Ale w pewnym momencie stwierdziłam, że nie gorszy od rzekomo stabilnych światopoglądów moich bliźnich. Poza tym lepiej się skompromitować, robiąc coś, co uważa się za słuszne, niż troszczyć się o opinie innych.

No właśnie, co z tymi innymi? Nie myślę o nich dobrze, zwłaszcza o internautach. Błądzą po omacku, jak ja, tyle że oni wybrali (bezmyślnie) przynależność do jakiejś moralnej sekty i onanizują się bezustannie swoją racją. Naturalnie każdy ma prawo do swojego zdania, bronienie go jest naturalną konsekwencją wejścia w wirtualne interakcje. Ale już podniecanie się wszystkim, co media rzucą na żer, to oznaka jakiegoś specyficznego mentalnego upośledzenia. Oto pojawia się historyjka o chłopcu, który zażyczył sobie, żeby go traktować jak dziewczynkę i dyrektor/ka jego szkoły potraktował/a tę prośbę poważnie. I co? I gównoburza pod każdą notką na ten temat, bo przecież to, jak się do dziecka zwracają nauczyciele, jest sprawą wagi państwowej. Albo news o dyrektorze szkoły zawieszonym za wprowadzenie zakazu umieszczania błyskawicy w awatarze ucznia. Jezu - kurwa - Chryste! Czy normalnych ludzi interesuje, jaki awatar ma kompletnie nieznana mu osoba??? Wasze dzieci czy co?

Co sprawia, że dorośli ludzie kłócą się o takie rzeczy? Brak większych kłopotów? Nuda? Tępota? Chorobliwe skłonności do moralizowania? Ale potem patrzę na pozostałe notki, widzę, że prym wiodą pierdoły o bezsensie noszenia masek, beznadziejności polityków czy upadku cywilizacji – i nachodzi mnie wielkie znużenie. Nie mnie oceniać cudze zabawy. Sama przecież nie piszę niczego wartościowego. A Salon mnie promował głównie w nadziei na orgię wulgarnych komentarzy. Jeśli więc ktoś czuje potrzebę płodzenia kolejnego postu o tym, jak to kiedyś było pięknie i mądrze, a teraz jest do dupy – to co mi do tego?

Niestety, takie podejście sprawia, że coraz bardziej zasklepiam się w swoim „ja”, otaczając się jedynie maleńką grupką ważnych dla mnie osób. I może to są te moje „wartości”? Rodzina i przyjaciele? Plus książki, filmy, przyroda? Może nie warto tutaj nawet zaglądać, skoro 90 % tekstów to zarówno pod względem literackim, jak i merytorycznym chłam? Stara już jestem i zmęczona bylejakością, a pora wreszcie dorosnąć i określić, na co warto przeznaczać wolny czas.


Lubię to! Skomentuj67 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości