27 obserwujących
301 notek
295k odsłon
  1026   0

Jak wychować młodzież? I czy w ogóle warto się za to zabierać?


Dwa i pół miesiąca temu napisałam notkę o bezsensie lekcji religii w szkołach publicznych, w której szczegółowo wyłuszczyłam swoje zdanie. I oto teraz na rp.pl pojawił się króciutki artykulik o podobnej tematyce. Chodzi w nim o spór pomiędzy zwolennikami obecnego stanu rzeczy a ministrem Czarnkiem, który uważa, że... Proszę zresztą przeczytać:

- Jest tak, że od kilkunastu lat jest etyka, religia lub nic. Część uczniów, mniejszość, wybiera to nic. Tymczasem jest wielu ekspertów, którzy twierdzą, że system wartości, w oparciu o który funkcjonuje polskie społeczeństwo, to są rzeczy, z którymi do dzieci powinniśmy docierać. Sytuacja, w której nie uczęszcza się na nic, nie jest pożądana z punktu widzenia edukacja i wychowania młodzieży - dodał [minister Czarnek].

No tak, już widzę, jak każda szkoła zatrudnia etyka, żeby zapewnić młodzieży wybór. Oczywiście jeśli zostanie wydane odpowiednie rozporządzenie, placówki nie będą miały wyboru. Chociaż... w tym państewku wszystko jest możliwe, także rozłożenie rąk przez zarządcę szkoły i przymuszenie uczniów do uczęszczania na katechezę, gdyż zajęcia z etyki nie będą mogły się z jakichś przyczyn odbyć.

Bardziej mnie jednak interesuje kwestia, którą poruszył minister Czarnek niejako przy okazji tego dylematu. Otóż uważa on, że szkoła jest także od wychowywania powierzonej jej dziatwy. Czytając między słowami: że ktoś poza rodzicami ma prawo wpajać dziecku określony światopogląd. Ba! Minister Czarnek wyraził opinię, że polskie społeczeństwo jest połączone określonymi wartościami. Jakie to jednak miałyby być wartości? Czy polskie społeczeństwo wyznaje gremialnie jakąś konkretną wartość, która nie podlega dyskusji? Przecież nawet prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci jest przez wiele osób kwestionowane.

Jestem głęboko zniesmaczona wszelkimi próbami wspólnotowego wychowywania młodzieży. Uczucie to (uczucie, rozumiecie? ;)) jest zapewne rezultatem ugruntowanego we mnie przekonania, iż nauczyciele, wychowawcy, dyrektorzy szkół, księża oraz politycy nie są z reguły ludźmi bardziej moralnymi czy mądrzejszymi od przeciętnego rodzica. Próby narzucenia dzieciakom tzw. poglądów lewicowych budzą w niektórych skrajnie negatywne uczucia, lecz tak samo może być z próbami kształtowania uczniów w duchu wartości chrześcijańskich, konserwatywnych czy patriotycznych.

Dochodzi do tego naturalna, błogosławiona skłonność młodych do odrzucania zastanych zasad i rzekomo nieskazitelnych autorytetów. Młodzi może i nie są specjalnie mądrzy, ale i głupi też nie; doskonale zdają sobie sprawę, że przeciętny dorosły jest człowiekiem właśnie... przeciętnym. Pod każdym względem. Dlaczego więc mieliby z otwartymi gębami słuchać kazań nauczycieli, w tym właśnie etyków i katechetów? Nawet jeśli identyfikują się z polską kulturą tudzież właściwą naszej kulturze religią, to niekoniecznie traktują jej „wytyczne” jako obowiązujące w życiu prywatnym. Nasz kraj jest pełen pseudokatolików, a nasza młodzież bardzo szybko się laicyzuje. Oczywiście pan Czarnek mógł mieć na myśli 7-10-latków, czyli ludzików w wieku podatnym na propagandę. Jednak i oni prędzej czy później zaczną się buntować i szukać własnej drogi. I ta droga niekoniecznie musi się podobać większości społeczeństwa.

Po raz setny wyrażam zatem pogląd, iż szkoła powinna wyłącznie przekazywać wiedzę, a nie kształtować określony typ człowieka. Nie dość bowiem, że takie kształtowanie jest stratą czasu i energii, to jeszcze jest dość żałosne, zważywszy na to, jak marnymi wzorcami są zwykli belfrzy, w tym etycy i katecheci. Śmiem twierdzić, iż wśród nich znajduje się bardzo niewielu ludzi charyzmatycznych i zdolnych wpoić młodzieży określone dogmaty. Większość to wyrobnicy, których lekcje są/będą traktowane jako przerywnik w „normalnej” nauce.


Lubię to! Skomentuj188 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo