27 obserwujących
301 notek
295k odsłon
  212   0

Postscriptum do notki o dyskryminacji: nie bądźmy hipokrytami!


Poprzednia notka zebrała więcej ocen negatywnych niż pozytywnych, co z jednej strony jest w moim przypadku normą, z drugiej wszakże – trochę dziwi. Łudziłam się, iż znaczna część Salonowiczów jednak poprze prawo do wyrażania w przestrzeni publicznej dowolnego poglądu wraz z prawem każdego człowieka do odrzucenia za ów pogląd. A jednak nie. Niespodzianka. Bo to niesprawiedliwe. Bo to groźne. Bo to złe. Bo to, bo tamto, siamto i owamto. Przyznaję, faktycznie jest to kwestia zbyt skomplikowana, ta cała „wolność słowa”, „prawo do odrzucenia”, etc, żeby można ją było zamknąć w paru dosadnych, prościutkich hasełkach. Czy wolno lekarzowi odmówić leczenia homoseksualisty? Czy wolno fryzjerowi odmówić obsłużenia Murzyna? Czy wolno wyrzucić ze sklepu kobietę ubraną jak prostytutka? Czy wolno wreszcie – nawiązując do kwestii zatrudnienia, gdyż to o niej głównie pisałam – odrzucić z powodu osobistych uprzedzeń kandydaturę człowieka chorego na AIDS, samotnej matki, katolika, tradycjonalisty, wegetarianina? Człowiek w pewnym momencie dochodzi do wniosku, że ani absolutna wolność, ani rygorystyczne przepisy zapewniające całkowite bezpieczeństwo NIE są ani dobre, ani możliwe. Możemy jedynie skłaniać się bardziej ku jednemu lub drugiemu, starając się nie popaść w skrajność.

Co mnie drażni w Salonowiczach, to pewna doza hipokryzji i mazgajstwa, jakie przetaczają się co jakiś czas przez nasz (nie)skromny portal, zwłaszcza w tematach związanych z „prześladowaniem” czy to prawaków (chrześcijan, konserwatystów), czy lewaków (homosi, animalsów, etc). Pod notkami o firmach, które raczyły odciąć się od wypowiedzi panny Górniak, rozległo się wycie o braku tolerancji, jakim wykazują się środowiska rzekomo bez przerwy ten przymiot zachwalające. A pod notkami o wyrzuceniu gostka z TVP za „homo-piosenkę” czy fałszywym alarmie pani Staśko w związku z rzekomym seksizmem jakiegoś właściciela restauracji nagle Salonowicze zaczynają dyskryminację pochwalać. Trochę to żenujące. Pomijając już fake news, jakim podobno uraczyła nas pani Staśko, to albo uważamy, że właściciel firmy ma prawo kopnąć w dupę (w przenośni) każdego, kto mu się nie podoba, albo bronimy do upadłego idei ultraakceptacji oraz szacunku dla każdego poglądu i domagamy się kary za zwolnienie z czy nie przyjęcie do pracy z powodu głoszonych poglądów. Inaczej brzydko to wygląda.

Osobiście uważam, że przynajmniej w kwestii zatrudnienia powinna panować względna swoboda, naturalnie w firmach prywatnych (publiczne i tak są skazane na uleganie politycznych trendom, jakiekolwiek by one w danym czasie nie były). Czyli podtrzymuję opinię z poprzedniej notki. Życie jest niesprawiedliwe (buuu huuu!) i często wartościowy człowiek zostanie przez postawioną na wysokim stanowisku miernotę odrzucony z powodu swojej bezkompromisowości i niechęci do płynięcia z prądem. Ale trudno. Nie ma równości doskonałej. Może nawet... żadnej nie ma? Nie podoba mi się wyrzucanie z pracy głąba, który cytuje Biblijne „mądrości” o homoseksualistach (gdzie byśmy byli, gdybyśmy nadal żywili takie uprzedzenia?), jest to rzecz paskudna i poniekąd żałosna. Czy jednak zmusiłabym pracodawcę do przyjęcia takiego człowieka z powrotem? Nie. I tak samo nie zmusiłabym (zakładając, że bym mogła) żadnej firmy do zatrudniania homosi czy ateistów, jakkolwiek bym się nie zżymała na tak podłe i głupie postępowanie. Takie podmioty powinny być po prostu bojkotowane.


Lubię to! Skomentuj30 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo