32 obserwujących
346 notek
348k odsłon
  3742   3

Nowy rok nie przyniesie poprawy sytuacji w Kościele - wierni odpływają na dobre


Wkraczamy w nowy, świeży, zupełnie nieznany rok, którego nie sposób – pomimo świadectw jasnowidzów – z miejsca jednoznacznie ocenić, nie ma jak dowiedzieć się, co nam przyniesie. To wielka niewiadoma, zagadka, tajemnica; dostajemy swoją porcję przyszłości i musimy nią jakoś rozporządzić. Wchodzimy jednak w ten rok nie nadzy i lekcy jak piórko, nieobarczeni błędami, winami i zaniedbaniami, lecz przeciwnie – niesiemy na przysłowiowym grzbiecie potężny bagaż procesów, które nie tylko nie ulegną zahamowaniu, ale wręcz są coraz bardziej przyspieszane.

Jednym z tych procesów jest nieubłagana laicyzacja młodych. Wbrew histerii niektórych, nie ma ona wiele wspólnego z hołdowaniem ideom nihilizmu, komunizmu czy nawet antyklerykalizmu. To naturalny efekt utraty przez Kościół (każdy Kościół!) wyłączności na indywidualne zbawienie. Kulturowa rola chrześcijaństwa, jego niekwestionowany wpływ na mentalność, rozwój i sukces naszej cywilizacji, jest tak naprawdę rzeczą drugorzędną. Bez dotarcia do każdej jednostki z osobna religia po prostu... umiera.

Prymas Polski: badania pokazujące spadek praktyk religijnych młodzieży są dewastujące.

W młodym pokoleniu następuje bardzo mocne przewartościowanie — stwierdził abp Wojciech Polak w rozmowie z Polską Agencją Prasową. Prymas Polski wyraził zaniepokojenie sondażem CBOS pokazującym spadek praktyk religijnych wśród młodych.

[...] w najmłodszej grupie badanych spadek praktyk religijnych sięga 30 proc. To są liczby wręcz dewastujące. Pokazują, że w młodym pokoleniu następuje bardzo mocne przewartościowanie. To domaga się poznania przyczyn tego procesu i znalezienia adekwatnej odpowiedzi duszpasterskiej i sposobu, jak głosić tym ludziom kerygmat [...]

Czy to skandale pedofilskie dokonały „spustoszenia” w duszach wiernych? A może nagłaśniane przypadki nadużyć finansowych, korupcja, nepotyzm, tuszowanie błędów? Albo rozpolitykowanie księży? Albo „wyskoki” papieża Franciszka? Moim zdaniem (jestem laikiem, który nieudolnie próbuje ocenić sytuację) żaden z powyższych czynników nie wpłynął na – zwłaszcza młodych – ludzi tak mocno, jak sama nasza kultura, w której narracja chrześcijańska, wskazująca na jedną, jedynie słuszną drogę, którą powinien kroczyć każdy człowiek, stała się jedną z wielu równie dobrych opcji. Z jednej strony Kościół powoli, lecz nieubłaganie przestaje się liczyć jako „duchowy hegemon”, który ma dla nas przepis na dobre i mądre życie; z drugiej strony atakuje nas mnogość silnych, prężnych światopoglądów, które za pośrednictwem Internetu łowią coraz więcej zwolenników. Widzimy, czytamy, słuchamy i... czujemy się zagubieni. Bo każdy guru krzyczy, że tylko on zapewni nam udane życie doczesne, a kto wie, może i życie wieczne. Komu ufać? Kogo traktować jak autorytet? Kto ma rację, a kto jest fałszywym prorokiem?

W tej sytuacji Kościół, jeszcze niedawno taplający się w błogim poczuciu, iż ma za sobą pokolenie Jana Pawła II, dostaje drgawek z niepokoju i popada w syndrom oblężonej twierdzy. Krytykowany, odrzucany, wyśmiewany, a nawet lżony, nie umie wypracować racjonalnego sposobu na godne przetrwanie. Zapewne hierarchom tej instytucji (a może i szeregowym kapłanom) wydaje się, że obecny w przestrzeni medialnej antykatolicki szał to tylko chwilowa zawierucha, którą trzeba przetrzymać, żyjąc tak, jak do tej pory i nie wdając się w utarczki z oponentami. Tymczasem jednak coraz mniej ludzi uczestniczy w mszach świętych, coraz mniej przestrzega w życiu osobistym zaleceń Katechizmu, coraz mniej przejmuje się tym, co głoszą duchowni i jak tylko przestaje im coś pasować, w naturalny sposób rezygnują z obecności w „domu bożym”. Swoboda sumienia dostępna niczym tanie pieczywo, niespotykana w skali całego antropocenu wolność. Możesz wybrać. Musisz wybrać. Możesz też płynąć z większością, jeśli taka Twoja wola.

Jeśli napiszecie mi, że to wszystko nieprawda, że widzicie tłumy w kościołach, że wciąż sporo ludzi przystępuje do komunii, to ja wówczas odpowiem z przekąsem, iż widzę wiele dzieci na placach zabaw, co jednak nie zmienia faktu, że rodzi się ich coraz mniej. Tego się już nie da odwrócić, tak jak prawdopodobnie nie ma szans na odwrócenie niekorzystnego trendu demograficznego. To się musi ZADZIAĆ do końca, przeznaczenie postchrześcijańskiej ludzkości musi się wypełnić. Żadne apele, objawienia, dysputy, charyzmatyczni przywódcy w purpurowych szatach nie sprawią, że ktoś, kto zasmakował w niebywałej, skrajnej wręcz wolności sumienia, tak łatwo się „nawróci”. Co zatem czeka Kościół? Zejście do „katakumb”, jak to przepowiadał Benedykt XVI, wówczas jeszcze zwykły kardynał Ratzinger? Niedługo będą nad tym dumać jedynie teologowie, socjologowie, filozofowie, etycy oraz... garstka wierzących. Dla reszty populacji owa megakorporacja stanie się czymś równie obojętnym, co zatopiona Atlantyda.


Lubię to! Skomentuj251 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo