36 obserwujących
371 notek
376k odsłon
  1514   4

Lekcje religii nic nie dają. Rośnie pokolenie „bezbożników”.


Postępująca sekularyzacja społeczeństwa jest faktem, z którym niektórzy nie umieją się pogodzić, lecz który w końcu trzeba będzie przyjąć do świadomości. Moim zdaniem nie jest to rezultatem, lecz odwrotnie – przyczyną zmniejszającej się liczby uczniów na lekcjach religii:

Jeżeli chodzi o szkoły podstawowe, to w roku szkolnym 2019/20 na zajęcia religii nie chodziło niecałe 10 proc. uczniów (1317 z 13924). Rok później odsetek ten wzrósł do 11,33 proc. (1623 z 14313). W tym roku szkolnym aż 1804 z 13 554 uczniów olsztyńskich podstawówek nie chodzi na religię (13,3 proc.).

W szkołach ponadpodstawowych odsetek uczniów, którzy nie chodzą na religię, jest dużo wyższy. Przed dwoma laty wyniósł już ponad 52 proc. (5349 z 10 203 ogółem)! Rok temu było to 57,3 proc. (5805 z 10 127 ogółem). Obecnie aż 6053 z 9622 uczniów szkół ponadpodstawowych nie uczęszcza na lekcje religii (niemal 63 proc.).

Można snuć rozmaite domysły, dlaczego tak się dzieje. To nie jest pierwsze pokolenie, które doświadczyło lekcji religii w szkołach. To są dzieci osób, które z salek przy kościołach przeszły do zwyczajnej sali w swojej budzie, a katecheza stała się dla nich jednym z przedmiotów. Jednym? Nie, parodią przedmiotu. Uczniowie zaczęli traktować tę lekcję jak dłuższy przerywnik między „prawdziwymi” zajęciami. Czy to właśnie wpłynęło na ich negatywne podejście do Kościoła? Czy dlatego ich dzieci masowo rezygnują z katechezy? Wydaje się, że zamiast pozyskać nowych wiernych wyznawców, instytucja mocno ich do siebie zraziła.

Nie jest to jedyna zastanawiająca rzecz. Wciąż większość dzieci w podstawówkach oraz znaczna część starszych uczniów uczęszcza na te zajęcia. Czy jednak mają one wpływ na ich moralny i duchowy rozwój? Czy wpływają na ich osobiste wybory, czy formują ich sumienie i postrzeganie świata? A może już nawet te 37 % licealistów tudzież uczniów techników i zawodówek, którzy nie porzucili lekcji religii, jest już stracone dla Kościoła? Nie łudźmy się, że jest to katolicka elita Polski. To zapewne w lwiej części zlaicyzowana i obojętna wobec religii młodzież, która po zakończeniu nauki urwie kontakt z ledwo zipiącą już megakorporacją, a swoje życie kształtować będzie wedle wskazówek zupełnie już zindywidualizowanego widzimisię. Albowiem jak nigdy dotąd, dobro i zło przechodzą w stan subiektywnej interpretacji rzeczywistości.

Żeby zwać się chrześcijaninem, nie wystarczy regularne chodzenie na nabożeństwo, przyjmowanie sakramentów i wyznawanie oficjalnych zasad wiary. Każdy nasz wybór powinien być podejmowany według nauczania Kościoła, gdyż to on jest ziemskim namiestnikiem Chrystusa. Czy można być chrześcijaninem, jeśli odrzuca się zarówno samą organizację, jak i doktrynę, i decyduje kierować jedynie Ewangelią? Czy chrześcijanin ma obowiązek przejmować się Starym Testamentem, którego „nauki” drastycznie odstają od dzisiejszych norm i zwyczajów? A może już powstał nowy rodzaj chrześcijanina, nie pasujący do żadnego z wyznań, chrześcijanina niepokornego i nieposłusznego, szukającego własnej drogi do Jezusa? Pomijam tutaj kwestię całkowitego odejścia do wiary, skupiam się na tych, którzy nie odrzucają boskości Mesjasza i wciąż wierzą zbawienie świata na krzyżu. Łatwo bowiem zostać agnostykiem, kiedy nie wierzy się w zmartwychwstanie, odkupienie czy wniebowstąpienie. Trudniej pozostać chrześcijaninem, jeśli w wyniku czy to własnych przemyśleń, czy – paradoksalnie – przez nachalną propagandę straciło się niemal całkowicie przekonanie do wartości nauczania Kościoła, a duchownych traktuje się nie jak szafarzy ciała Zbawiciela, lecz zwyczajnych, mocno ułomnych ludzi, którzy nie mają żadnych uprawnień, by pouczać resztę świata, jak postępować, by osiągnąć życie wieczne.

Kim będą dzisiejsi młodzi, na kogo wyrosną, do jakiej wiary i moralności dojdą? Czy będą wytrwale poszukiwać własnej ścieżki czy popłyną z nurtem, na fali coraz potężniejszej laicyzacji? A może jest to najzupełniej obojętne, zważywszy, jakimi etycznymi i intelektualnymi miernotami są ludzie, którzy mienią się być prawdziwymi katolikami? Na te pytania nie ma łatwej, jednoznacznej odpowiedzi. Możemy tylko czytać kolejne sondaże o malejącej liczbie wiernych i nie okłamywać się, że będzie tak, jak dawniej.


Lubię to! Skomentuj270 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo