33 obserwujących
354 notki
356k odsłon
  196   0

Wielkanoc XXI-ego wieku, czyli inwazja pseudochrześcijaństwa


Zbliża się najważniejsze – według mnie – święto chrześcijan. O ile Boże Narodzenie jest związane z radością z (symbolicznych) narodzin Dziecięcia, o tyle Wielkanoc to pamiątka po najistotniejszym z „cudów” Zbawiciela: jego zmartwychwstaniu. Bez niego Chrystus byłby tylko człowiekiem. Szlachetnym, mądrym i godnym podziwu, czasami rozmnażającym chleb, ryby i wino, ale jednak nikim więcej niż każdy z nas. Zmartwychwstanie i wniebowstąpienie stanowią świadectwo jego boskości. Jeśli ktoś nie wierzy, że Mesjasz był martwy przez trzy dni, a potem się „obudził”, nie może nazywać się chrześcijaninem. To kamień węgielny tej religii, której znakiem stał się wszak krzyż, na którym człowiek-bóg został umęczony.

Tyle teorii. Jak z praktyką? Czy Polacy naprawdę w to wierzą? A jeśli tak, co to znaczy w ich życiu, jak wpływa na ich wybory? Czy w ogóle zbitka Polak-katolik ma jeszcze sens? Polecam (który to już raz?) świetny artykuł sprzed siedmiu lat o spadku polskiej religijności. Długi, ale warto:

Kościół katolicki wciąż jest w Polsce potęgą, przynajmniej na poziomie deklaracji wiernych. W ciągu minionej dekady dokonała się jednak zasadnicza zmiana jakościowa. Można wręcz mówić o swoistej rewolucji, po raz pierwszy tak dobrze zobrazowanej w badaniu socjologicznym. Otóż jeszcze w 2005 r. 66 proc. Polaków deklarowało, że jako wierzący stosują się do wskazań Kościoła. Dziś twierdzi tak tylko 39 proc.! Z 32 do 52 proc. przybyło tych, którzy mówią, że wierzą na swój własny sposób (stosując czasem zadziwiające mieszanki różnych wierzeń i elementów popkultury). Wiara wyraźnie się prywatyzuje i indywidualizuje. A tempo tych zmian może szokować.

Jeśli ktoś zapyta, po co po raz setny wklejam tekst o galopującej laicyzacji, odpowiem krótko: bo nadarza się znakomita okazja, żeby znowu to zjawisko omówić i nieco się nad nim zadumać. Z pewnością obchody dwóch wielkich chrześcijańskich Świąt, zimowego i wiosennego, będą towarzyszyć naszej kulturze jeszcze bardzo długo, są bowiem ważnymi elementami naszego rocznego porządku. O ile jednak zbiorowo wypadamy jako chrześcijanie znakomicie, o tyle na poziomie indywidualnego przeżywania czy to narodzin, czy męki Pańskiej, jest już znacznie gorzej. A jeśli chodzi o prywatną wiarę w zmartwychwstanie, to zapewne nie lokuje się wyżej niż wiara w talizmany czy horoskopy. Tak przynajmniej wynika z różnych sondaży, badań i opracowań, które powinny być dla Kościoła ostrzeżeniem przed wpadaniem w błogie samozadowolenie z racji widoku tłumów na paru najważniejszych mszach w roku.

Osobiście uważam, iż ciężko spotkać człowieka, który naprawdę wierzy w Boga. A takiego, który wierzy... Bogu? Tak, Bogu. Toż to istna perełka. Cóż dopiero mówić o faktycznej wierze w boskość Chrystusa, bez której nie sposób wyrobić w sobie obrazu jednego z najważniejszych dogmatów, czyli Trójcy Świętej. Nadchodzi era obojętności religijnej, którą maskuje wysoka frekwencja w kościołach chociażby z okazji Wielkanocy. Po opuszczeniu przybytku wierni szybko wracają do swoich „pogańskich” przekonań i zdecydowanie niechrześcijańskich postępków. Mocni w gębie, agresywni w Internecie, gotowi bronić Kościoła za cenę śmieszności, w życiu osobistym olewają jego nauki lub stosują je wybiórczo. Tyle zostało z chrześcijaństwa.

I nie ma co się łudzić, że po odsianiu „plew” zostaną przy Chrystusie najlepsi, najbardziej szczerzy i radykalni wierzący. Oni również się wykruszą, aczkolwiek zajmie to pewnie dużo czasu. Najdłużej przetrwają chyba właśnie piękne obrzędy, stanowiące konieczne dla naszego zdrowia psychicznego przerywniki w szarzyźnie dnia codziennego.

Wesołego Alleluja wam wszystkim, nawet jeśli jesteście pseudochrześcijanami.


Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura