Ciekawe, jak bardzo zmieniają się czasy i obyczaje. Ja, będąc (chyba) rówieśniczką autorki poniższego tekstu, miałam faktycznie inne problemy z tożsamością niż dzisiejsza młodzież:
Doprawdy, nie wiem, jak ja bym zareagowała, gdyby moje własne dziecko stwierdziło, że nie identyfikuje się z płcią przypisaną jej na podstawie oględzin genitaliów. Już teraz nasza córka twierdzi z łobuzerskim uśmiechem, że interesują ją „fury” i samochody (podobnie jak chłopców, co sama przyznaje). Co by było, gdyby pewnego razu, za te kilkanaście lat, uznała, że jednak urodziła się w „złym” ciele? To potężny test na rodzicielską miłość, tolerancję i empatię. Ale tak jak autorka artykułu, nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak prawdziwie kochający rodzice mogliby taki test zawalić.
Dlaczego jednak dzisiejsi młodzi ludzie znacznie częściej niż dawniej traktują płciowość jako element swojej tożsamości? Skąd ten wzrost niebinarności w społeczeństwie, skąd się biorą ci wszyscy chętni na tranzycję płci? Czy nie jest to w sporej mierze kwestia jakiejś dziwacznej, hmm, mody? A może dopiero dzisiaj transy i inne „cudaki” mają odwagę wyjść z „szafy” i zaprezentować społeczeństwu swoją odmienność? Tak czy siak, nie jest to sprawa, którą należy bagatelizować, mając nadzieję, że młody człowiek szybko się „opamięta” i wróci na łono tzw. normalności. Nie wierzę w moc działania żadnej „terapii”, czy to dla gejów, czy transów. Jednocześnie jednak zgadzam się z J. K. Rowling, że mężczyźni, którzy nie przeszli jeszcze operacji zmiany płci, nie powinni być koszarowani z kobietami (np. w więzieniu) wyłącznie na podstawie swoich „uczuć”. Czyli nie po drodze mi ani z tradycyjnym spojrzeniem prawicy, ani z mocno „postępowym” spojrzeniem lewicy.



Komentarze
Pokaż komentarze (151)