38 obserwujących
416 notek
431k odsłon
  740   0

Jak uratować świat (?)


Zafiksowani na inflacji, przyszłorocznych wyborach czy wypadku z udziałem pana Stuhra, zdajemy się zapominać o tragedii, jaką MY SAMI się staliśmy dla matki natury. Tak, my, ludzie, najinteligentniejsze istoty na planecie, zniszczyliśmy już tyle, że nie ma już chyba większych szans na ratunek.

Potrzebowaliśmy zaledwie 50 lat, by doprowadzić do wymarcia 69 proc. populacji dzikich zwierząt na Ziemi. Do tego wymieranie gatunków nie zwalnia. To wniosek z najnowszego raportu WWF „Żyjąca Planeta”. –Zostawiamy przerażające dziedzictwo naszym dzieciom i pokoleniom, które przyjdą po nich – napisał we wstępie Marco Lambertini, dyrektor WWF International.

I co teraz? Czy powinniśmy wzruszyć ramionami i bez wyrzutów sumienia oczekiwać na koniec świata, jaki znaliśmy? Czy może jednak warto próbować odwrócić negatywny trend? Jedynym racjonalnym posunięciem wydaje mi się ogólnoświatowa kontrola nad zasobami nieodnawialnymi, utworzenie ogromnych, rozłożonych czasem na parę krajów rezerwatów oraz ścisłe wydzielanie limitów wycinki drzew, połowów, polowań, etc. Będzie bolało, ale inaczej się nie da. Nasi potomkowie będą żyć w świecie, w którym tak oczywiste dla nas dobra jak mięso, mleko czy inne odzwierzęce produkty będą ściśle reglamentowane. Science fiction? Tylko poczekajcie. Oczywiście nie obędzie się bez protestów, zakłamywania rzeczywistości, wyparcia. Już teraz słyszy się prawicowe wycie o ekologicznym zamachu na kapitalistyczną wolność, która ma uosabiać nadrzędne prawo człowieka do korzystania z wszystkich ziemskich dóbr. Jednak pieniądze, chociaż są jak najbardziej w codziennym życiu ważne, nie powinny mieć boskiej mocy: nie może być tak, że w imię zysków (i to garstki ludzkości) wytrzebi się czy wytruje dziką zwierzynę, zanieczyści do granic możliwości wodę, ziemię i powietrze, zamieni łąki, lasy i bagniska w betonową pustynię.

Co my, szarzy ludzie, możemy w tej kwestii zrobić? Chociażby przyjrzeć się swoim osobistym wyborom konsumenckim: gdzie i jak wytwarzane są nabywane przez nas regularnie dobra, jaki to ma wpływ na środowisko, czy nie transportuje się ich przez całe kontynenty, etc. Zamienić jednorazowe foliowe torebki na materiałowe. Kupować tylko tyle jedzenia, ile naprawdę potrzebujemy. Bojkotować firmy, które nadmiernie eksploatują przyrodę. Możemy też przestać kręcić nosem na działania aktywistów, nie oburzać się, kiedy ktoś wspomni o konieczności zmniejszenia spożycia mięsa, nie wyzywać od terrorystów czy imbecyli tych, którzy prezentują bardziej radykalny „ekologizm”. Dobrym i zdrowym pomysłem jest przestawienie się choćby częściowo z samochodu na rower. A wokół domu (jeśli w takowym mieszkamy) można zamiast wyskubanego trawniczka mieć „dziki”, tętniący życiem małych stworzonek ogród.

No tak, łatwo napisać, jednak przerzucenie się na prawdziwie ekologiczny tryb życia wymaga wiedzy, możliwości i chęci. Widziałam na YouTube filmiki z życia osób, które pozbyły się 90 % majątku i wiodą niemal ascetyczne życie; które piorą ręcznie, przy użyciu nieszkodliwego dla środowiska preparatu; które postawiły na metodę „zero waste” do tego stopnia, że niemal nie zostawiają tzw. węglowego śladu. Jest to jednak postawa skrajna, której sama nie przyjęłam w swoim życiu, więc i zachęcać do niej nie mam prawa. Niech każdy zrobi tyle, ile sam uważa za słuszne. W końcu wszystkim powinno zależeć na tym, by zostawić przyszłym pokoleniom w miarę czystą, zieloną planetę, a nie wyjałowioną skorupę, na której ledwo będą mogli egzystować.


Lubię to! Skomentuj151 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości