Jeśli zastanawialiście się kiedyś, czy częste umieszczanie w filmach i serialach wątków homoseksualnych, transowych, czy też etnicznych jest czymś naturalnym czy też jest to sterowany proces, macie teraz odpowiedź:
Tak, tak, panie i panowie (pardon za nietolerancyjny zwrot), istniała osoba, która pilnowała, żeby dzieła Disney'a tchnęły polityczną poprawnością, różnorodnością, równością i – tak, tak! – tolerancją dla „inności”. Ale niestety, nie opłaciło się to im. Odnosili finansową porażkę za porażką. I trudno się dziwić. Wpychanie na siłę czarnoskórych postaci czy elementów seksualnych może zniesmaczyć nawet najbardziej „inkluzywnego” osobnika. Istnieje coś takiego jak smak, zdrowy rozsądek, przyzwoitość. I to właśnie zostało pogwałcone u Disney'a. Nie dziwię się, że ich filmy i seriale zostały zbojkotowane przez tak wielu ludzi i wcale mi ich nie żal.
Co nie oznacza, że mnie samej musi zawsze przeszkadzać całująca się para gejów czy lesbijek. Wszystko zależy od sytuacji, kontekstu, szerszego obrazu. Czasami tacy bohaterowie współgrają z resztą obsady, a czasami nie. Ważna rzecz: jestem cholernie otwarta na „inność”, ale na litość boską, nie w produkcjach dla dzieci! Tam seksualność powinna być ograniczona do minimum. A co do czerni skóry, to i na nią jest czas i miejsce. Na pewno nie tam, gdzie bohaterowie pochodzą z krajów o standardowo białej skórze.
(PS. Miałam rację, pani Newton jest osobą czarnoskórą. Jak to jednak imię zdradza człowieka. :))




Komentarze
Pokaż komentarze (23)