Czy Sławomir Mentzen rzeczywiście nie chce Żydów, gejów, aborcji, podatków i UE, czyli tego, co było określane jako „piątka Konfederacji”? Przeczytajmy fragment artykułu:
Niestety, ale słowa te padły i o ile można je porównać do poglądów pana Mentzena, to wydaje się, że jednak – wbrew późniejszym zapewnieniom – mówił serio. Weźmy taki nieszczęsny homoseksualizm. Jak można przeczytać w artykule, pan Mentzen uważa, że państwo wspierające homosi przyczynia się do ich „mnożenia”. Z tego powodu jest przeciwny tzw. Tęczowym Piątkom w szkołach. Bo to „zmienia wrażliwość dzieci”. Czy można to już uznać za niechęć do LGBT? Co ci szkodzą homoseksualiści, panie Menzten, hę?
Konfederacja to w mojej ocenie partia cyniczna i żerująca na najniższych instynktach, pragnąca rozwalić jako tako funkcjonujące państwo i zastąpić je całkowitą prywatą. O ile głosowałam na Nową Prawicę w poprzednich latach, to na takiego potworka na pewno nie oddam głosu. Tym bardziej, że zapatrywania pana Mentzena na część społeczeństwa (jak choćby homosie) wydają mi się dość niebezpieczne.
A jeśli pan Mentzen z czysto pragmatycznego powodu odwoływał się do niechęci Polaków do Żydów, gejów i aborcji, to można go chyba, jak mniemam, uznać za człowieka całkowicie bezideowego, zbijającego kapitał polityczny na prymitywnych animozjach społeczeństwa. Bo polskie społeczeństwo w swej masie jest – niestety – nieszczególnie mądre. I być może ten pan o tym wie; zdobywa sympatię głosząc kontrowersyjne hasełka, które w cywilizowanych krajach, gdzie ludzie są nieco rozsądniejsi niż u nas, co najwyżej by go ośmieszyły. Wszystko jedno. Mocno nieciekawe indywiduum.



Komentarze
Pokaż komentarze (141)