No, jestem z siebie dumna: posprzątałam w szafie. :) Zrobiłam gruntowny przegląd ubrań i te co na mnie nie pasowały (poza paroma spodniami, które zachowałam na wypadek, gdybym jeszcze schudła) powkładałam do worków śmieciowych i wrzuciłam do kontenera na odzież. Worków zebrało się dokładnie JEDENAŚCIE. Niedługo zrobię także remanent w szafie dziecka, gdyż maleństwo również wyrosło z wielu ubranek (tyle, że z racji wieku, podczas gdy ja po prostu utyłam).
Ponieważ jednak teraz brakuje mi trochę portek na gumce tudzież dłuższych koszulek i swetrów, wybrałam się z mamą do tzw. ciuchlandu, gdzie chciałam zakupić dla siebie parę dodatkowych rzeczy. Niestety, na miejscu okazało się, że upatrzony przeze mnie przybytek został zlikwidowany. I co ja teraz zrobię? Nie kupuję w normalnych sklepach, nie stać mnie na to. Moja skromna pensja pozwala na odziewanie się co najwyżej w lumpeksach. :/
Z okazji tych pożytecznych ruchów polecam Wam ciekawy artykuł o zwyczajach zakupowych Polek. Okazuje się, że ekologia ma dla nich całkiem spore znaczenie.
Jak widać świadomość ludzi (tu: płci pięknej) odnośnie szkodliwości rynku mody na środowisko przekłada się na konkretne decyzje odnośnie nabywania ubrań. Ten pozytywny trend nakłada na firmy produkujące ciuchy konieczność dostosowania swoich praktyk do oczekiwań klientów. Czy temu sprostają? Zobaczymy. W każdym razie pocieszające jest to, że społeczeństwo staje się coraz bardziej proekologiczne i jest nawet gotowe wydać na „zrównoważone” produkty więcej pieniędzy. Poza, być może, najbiedniejszymi, którzy ledwie zipią i po prostu muszą kupować to, co najtańsze. (A do nich i ja się – na razie – zaliczam.)


Komentarze
Pokaż komentarze (55)