Czy elity, rządy i lobbyści chcą obrzydzić kobietom macierzyństwo? Czy za niskim wskaźnikiem urodzin stoi masowa propaganda? Czy antynatalizm jest jednym z przejawów współczesnego hedonizmu, egoizmu i duchowej pustki? Niektórzy mają na ten temat swoje zdanie:
Jak dla mnie tego typu twierdzenia są NIECO na wyrost. Głównym „winowajcą” niżu demograficznego jest zmieniająca się mentalność MILIARDÓW jednostek, które zamiast babrać się w pieluchach, wolą się „samorealizować”, szukać spełnienia i sensu życia, czy wreszcie dobrze się bawić. Takie powszechne antydziecięce nastawienie zdarzało się już w historii i CHYBA zawsze kończyło się najazdem bardziej prymitywnego, a zarazem dzieciolubnego plemienia. Tyle, że tym razem antydzietność ogarnie cały świat (aczkolwiek pewne ludy dotrą do tego z opóźnieniem), tak więc nie będzie komu napadać na „samolubnych” Europejczyków i Amerykanów.
Czy to oznacza, że jesteśmy skazani na wymarcie? Skądże znowu! Za 200-300 lat mentalna wajcha może odbić w drugą stronę i zapewne znów zapragniemy tworzyć duże rodziny. A jeśli dodamy do tego postęp techniczny (sztuczne zapłodnienie, sztuczne macice), to kto wie, jaka jest przyszłość naszego gatunku? Ważne, że jakaś na pewno będzie. :)


Komentarze
Pokaż komentarze (18)