Na Salonie pojawiły się dzisiaj dwa teksty na – jakże już zgrany – temat niżu demograficznego.
Pierwszy, potępiający rzekomą niedojrzałość mężczyzn:
Oraz drugi, na temat głupawego transparentu Młodzieży Wszechpolskiej:
Pod tym drugim nastąpił wytrysk obelg pod adresem kobiet, które zareagowały na ów głupawy transparent. Można było liczyć na „niezawodną mądrość” istotek, które uważają, że:
Niektórzy Salonowicze są chyba niezaznajomieni z faktami: kobieta jest kobietą niezależnie od tego, co lubi czy czego nie lubi, tak jak Polak jest Polakiem niezależnie od jego stosunku do tzw. polskości. Pewnych atrybutów się nie wyprzemy. :) A słowa o „psiecku” czy „kotecku” zamiast dziecka, mające zapewne w domyśle wywołać wyrzuty sumienia, co najwyżej poirytują kobiety, które nie lubią, jak im gówniarzeria (w każdym wieku) mówi, jak trzeba żyć.
Obydwa linkowane teksty, choć wzbudzające (słuszne?) emocje, nie zmienią absolutnie NICZEGO. Przypomina mi się zabawna akcja billboardowa, jaką zafundował mojemu miastu pewien niezbyt mądry, za to najwyraźniej dziany człowiek. Dlaczego niezbyt mądry? Ano, od gadania/pisania dzieci nie przybędzie; od potępieńczego tupania nóżką, histerycznych wrzasków, chamskich oskarżeń i dziecinnych żądań – też nie. Dojrzali ludzie nie są zbytnio zainteresowani spełnianiem oczekiwań innych (poza najbliższą rodziną i może szefem ;)), zwłaszcza w tak intymnej sferze. To, że wszyscy siedzimy w Internecie i nagminnie wymieniamy się opiniami, nie oznacza, że nas one obchodzą. Mamy własne opinie, uczucia, zasady czy wartości i to one są dla nas najważniejsze. Nie ma zatem mowy o masowym odwrocie od „zgubnych” trendów rozrodczych, gdyż najbardziej płomienny tekst wzywający do pospolitego bzykania przepadnie zarówno pod nawałą nowinek z Sieci, jak i zwyczajnych trosk życia, które są udziałem chyba każdego z nas. Czytamy, podniecamy się, komentujemy, a potem wracamy do swoich spraw, wobec których nikną rozgorączkowane głosy publicystów, a widmo zapaści gospodarczej kraju na skutek braku rąk do pracy oddala się pod wpływem myśli o bieżących rachunkach i konieczności przetrwania kolejnego miesiąca. Mylę się?



Komentarze
Pokaż komentarze (13)