Niedawno przesłuchałam długie opowiadanie Edmunda Niziurskiego pt. „Jutro klasówka” (zajęło to niecałe cztery godziny, ale... rozbite na wieeeleee dni). Młódką będąc uwielbiałam tego pisarza, a niektóre jego powieści i pomniejsze historyjki zaliczyłam parokrotnie. Przypomnienie sobie tego kawałka sprawiło mi ogromną przyjemność, aczkolwiek dużo tutaj pomógł niezły głos lektora (chyba Jacek Kiss, ale głowy nie dam, nie był to oryginalny audiobook).
Rzecz się dzieje w Niekłaju, czyli miejscowości często w twórczości Niziurskiego występującej. Uczęszczający do szóstej klasy protagonista musi wraz z przyjacielem znaleźć sposób na wywinięcie się od klasówki z matematyki, którą chce uraczyć ich surowy pan Kwas. Oczywiście wynikają z tego same kłopoty, gdyż chłopcy mają pecha i wplątują w swoje sprawy wiele postronnych osób. Całość kończy się w miarę dobrze, aczkolwiek autor zostawia nas z nutką niedopowiedzenia.
Książki Niziurskiego są w zasadzie przeznaczone dla płci męskiej, gdyż to ona przeżywa w nich najrozmaitsze przygody, doznaje wzlotów i upadków, błaźni się, etc. Dziewczęta są zaledwie dodatkiem do kogla-mogla jaki pichci ten koryfeusz słowa. Ale za to jak pichci! Galeria osobliwych typów oraz ich pociesznych słabostek, obsesji tudzież problemów stanowi świadectwo niesamowitej wręcz kreatywności. Bohaterzy (i antybohaterzy) wpadają w coraz większe tarapaty, a wydobycie się z nich bywa nieraz okupione arcyzabawnym wysiłkiem i... nowymi perypetiami. Bez cienia wątpliwości pan Edmund był tuzem powieści młodzieżowej. Zaczynał w „ciemnych” latach pięćdziesiątych, a skończył z pisaniem na początku XXIszego wieku. Tworzył także dla dorosłych, jednak to chyba dzieciarnia najwięcej skorzystała na jego talencie.
Moim ulubionym dziełem były „Osobliwe przypadki Cymeona Maksymalnego”, które wypożyczałam ze szkolnej biblioteki chyba z kilkanaście razy. Jakiś czas temu odświeżyłam sobie tę lekturę, aczkolwiek nie doszłam do końca (lenistwo – odzwyczaiłam się od czytania, wolę słuchać). Powinnam jednak przypomnieć sobie inne pozycje Niziurskiego, a także zapoznać się z tymi, których nigdy nie miałam okazji przeczytać. Albowiem widzę – choćby w Wiki – że sporo mnie ominęło, zwłaszcza jeśli chodzi o krótkie formy czy o ostatnie teksty. Co prawda nie jest to już taka sama uciecha jak dawniej, kiedy człowiek był niedojrzały, niewybredny i szalał za książkami, niemniej i dzisiaj można się zachwycić tą swoistą, pełną językowych perełek prozą.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)