Czy odnosicie czasem wrażenie, że różnicie się od otoczenia, innych ludzi – i to nawet bardzo? Czy uważacie siebie za outsiderów, odludków, niepasujących do społeczeństwa dziwaków? Czy odstajecie od reszty populacji, np. poprzez swoje hobby, poglądy, postawę, wreszcie – zachowanie? Czy lękacie się czasami, czy coś jest z wami nie tak, czy raczej szczycicie się konsekwentnym chadzaniem własnymi ścieżkami?
A może takie przekonanie jest tylko złudzeniem, gdyż nie ma ludzi całkowicie niedopasowanych, odmiennych, dziwnych, są jedynie buntownicy bez powodu, którzy uroili sobie, iż coś tam czyni ich wyjątkowymi, podczas gdy tak naprawdę są całkiem przeciętni? Może to całe ubolewanie bądź – przeciwnie – duma z bycia INNYM opiera się na fałszywym samopoznaniu tudzież niezdolności do zaakceptowania własnej pospolitości (lub – o zgrozo! – mierności)?
W dzisiejszych czasach nonkonformizm staniał tak szalenie, że trudno jest się nim chwalić. Kto jest bowiem prawdziwym, olewających autorytety nonkonformistą, skoro największy debil może znaleźć w Internecie spore audytorium? Nie grozi nam już więzienie ani nawet ekskomunika za bluźnierstwo, można obrażać do woli zarówno rząd, jak i cały naród, a za uporczywe chamstwo grozi co najwyżej pozew cywilny. Kto jest zatem autentycznym odmieńcem? Kto może uznać się za prawdziwie wolnego od bycia trybikiem w społecznej machinie?
Normy istnieją. Odstępstwa od norm – też. Czy jednak mocno wytatuowany, cierpiący na rozmaite manie i obsesje wielbiciel satanistycznego rocka jest bardziej „inny” niż przygarbiona staruszka w szarym płaszczu, która co tydzień bez słowa skargi pokonuje tę samą trasę na grób męża? A może każde z nich przynależy po prostu do innej grupy, nawet jeśli częścią grupy się nie czuje? Nie ma chyba cechy, którą posiadałby tylko jeden człowiek na Ziemi (ktoś powie, że była nią boskość Chrystusa, lecz ja w to wątpię). Nie ma ludzi absolutnie niepowtarzalnych. Każdy z nas jest częścią wielkiego ludzkiego (i nie tylko ludzkiego) ekosystemu.
Dlatego tytułowe pytanie dotyczy bardziej osobistych odczuć, wrażeń, przekonań, a nie twardych faktów – niezależnie od tego, czy tzw. odmienność jest dla Was źródłem radości czy cierpienia. Bo to, że każdy chyba chciałby uważać się za nietypowego, nie do tego stopnia jednak, by wywoływać w ludziach niechęć, wydaje mi się banałem. Rzecz w tym, że jesteśmy na ogół śmiertelnie zwyczajni; że jednak nie każdy nas lubi, to i wmawiamy sobie, że po prostu nie pasujemy do tego świata (lub on nie pasuje do nas).



Komentarze
Pokaż komentarze (147)