Jedno jest pewne: USA i NATO mają wyraźną przewagę militarną nad Rosją. Stany Zjednoczone, w szczególności, dysponują zdolnością precyzyjnego niszczenia celów zarówno za pomocą naziemnej artylerii rakietowej, jak i broni dalekiego zasięgu odpalanej z powietrza.
Trzeba szczerze powiedzieć, że brzmi to strasznie i jest ostrzeżeniem, że każdy atak na NATO wywołałby niszczycielską reakcję militarną i kluczowe jest to, że Sojusz w końcu przeszedł od słów do czynów, rozpoczynając fizyczne niszczenie wrogich obiektów na swoim niebie. Z terenów Ukrainy nadleciały drony a siły powietrzne NATO podniosły swoje myśliwce. Stalowe nerwy mieli, bo to pierwsze spotkanie z dronami a my olbrzymie szczęście, że nie wystartował cały złom, którym dysponują siły powietrzne.
Wyobraźcie sobie kilkadziesiąt stalowych ptaków napierdzielających z wszystkiego, co na pokładzie mają siejących śmierć i zniszczenie. Kamień na kamieniu by nie został.
Muszę jeszcze raz podkreślić, że mieliśmy olbrzymie szczęście, zakupując rakiety zepsute, które po odczepieniu się od zrzutnika i swobodnie opadając do przypadkowego celu, zniszczeń nie są w stanie dokonać. Drogi zakup, ale bezpieczny.
No i trzecie szczęście, że F-16 nie miały na pokładzie takiego granatnika, jakim zabawiają się polscy policjanci, bo są desperaci, którzy potrafią doprowadzić operację zniszczenia do końca. Takim granatnikiem nawet bez celowania można by budynek w gruz obrócić, a z trafionego nim drona tylko kulki styropianu by zostały. Tak więc operacja powietrzna zakończyła się sukcesem, brakiem ofiar i powrotem floty do bazy a rządzący poinformowali nas, że:


Już miałem skończyć notkę i taka kombinacja myślowa do łba przylazła: Co się z nami stanie jak rząd naprawi ponad czterysta zepsutych rakiet, a z Ukrainy znowu nadlecą drony?


Komentarze
Pokaż komentarze (13)