20 obserwujących
984 notki
360k odsłon
1277 odsłon

Czym będzie Nowa Solidarność?

Grafika - K.Mączkowski
Grafika - K.Mączkowski
Wykop Skomentuj80

Idei Nowej Solidarności przyglądam się uważnie od dnia, kiedy po raz pierwszy pojawiła się w przestrzeni politycznej za sprawą Rafała Trzaskowskiego, kandydującego wówczas w wyborach prezydenckich. Nie ukrywam, że trąciła moją wrażliwą na hasło „Solidarności” strunę, stąd też poniższy tekst nie jest żadną analizą politologiczną, ale osobistą refleksją przeplataną równie osobistymi emocjami.

Czy idea Nowej Solidarności ma szansę zaistnieć w masowej świadomości Polaków? W jakiej formie – tylko idei, czy ruchu społecznego, o którym marzy Rafał Trzaskowski? Czy zahamuje wojnę polsko-polską, czy uruchomi nowe jej fronty? A przede wszystkim, czy będzie nową – i to jaką – jakością na polskiej, kompletnie obecnie zdewastowanej, scenie politycznej? Czy na odwołanie – moim zdaniem ewidentne – do idei i etyki „Solidarności” we współczesnej Polsce jest jeszcze miejsce?

Nowa Solidarność (NS) ma duże szanse na to, by być nową, trwałą jakością, ale też istnieje ryzyko, że podzieli los Komitetu Obrony Demokracji, który stał się co prawda ważnym głosem w polityce, ale nie osiągnął oczekiwanego poziomu masowości i dziś funkcjonuje jako jeden z wielu, wcale nie największych elementów polskiej polityki.

Idea Nowej Solidarności pojawiła się podczas kampanii prezydenckiej nie tylko jako kontrpropozycja do polityki PiS, ale także jako propozycja nowej polityki w ogóle…

Analogia do „Solidarności” jest oczywista. To pokazuje jak żywy jest sentyment do idei „S” i jej pracy nad samoorganizacją społeczeństwa i odzyskiwania wolności rozbudzonych po Sierpniu’80. Pokazuje też przywiązanie do „Solidarności” jako szansy na zmianę polityki, podobnej na wzór 1980 r. To też pokazuje jak duże jest społeczne rozczarowanie działaniami obecnego kierownictwa NSZZ „Solidarność”, które upatruje swoich szans przy jednej partii (jest to niezrozumiałe zarówno w kontekście idei tworzenia Związku z 1980 r. niezależnego od partii politycznych, jak i w kontekście małych szans rozwoju Związku, ograniczającego się coraz bardziej do grona zwolenników jednej partii).

Idea NS nawiązuje do całego wolnościowego, samorządnego i wspólnotowego dziedzictwa „S”: ideałów Sierpnia’80, idei Samorządnej Rzeczpospolitej ogłoszonej podczas I Zjazdu Delegatów NSZZ „S” w 1981 r. i tradycji ruchu komitetów obywatelskich „S”, które w latach 1989 i 1990 wygrały wybory parlamentarne i samorządowe.

Nowa Solidarność, tak jak ja ją rozumiem, to z jednej strony duma z tego co udało się zrealizować, jak i to pokorne przyznanie się do tego, co nie wyszło i co zostało zlekceważone. Jeśli słyszę dziś Rafała Trzaskowskiego, który mówi, że NS oznacza obronę słabszych, odrzuconych i wzgardzonych, to w NS widzę solidarność nie tylko przez duże „S”, ale i tę pisaną z małej litery. Obiecujące. Ale i niepewne.

Niepewne, bo nie znamy ostatecznej formacji ideowej tego ruchu, tego czym ostatecznie będzie i jaki model polityki ostatecznie zaproponuje. To, że będzie budowana z inicjatywy PO jest i zagrożeniem, i szansą.

Zagrożeniem, bo NS odwołuje się do idei ruchu społecznego, a więc partia polityczna (w dodatku odwołująca się cały czas jeszcze do nurtu neoliberalnego) patronująca przedsięwzięciu może być obciążeniem. Szansą z kolei, bo partia daje duże możliwości wspomagania organizacyjnego, a bliskość NS i PO może doprowadzić w konsekwencji do „zapłodnienia” tej drugą ideami bardziej społecznymi, bardziej „ludzkimi”.

Analogię Nowej Solidarności do „Solidarności” co niektórzy rysują w odniesieniu do podobieństwa 10-milionowego elektoratu Rafała Trzaskowskiego w II turze wyborów do 10 milionów „S” w 1981 r. Jednak to zbieżność fałszywa. W 1981 r. „S” była jedyną jawną i legalną organizacją opozycji, która pod parasolem Związku prowadziła swą działalność. Dzisiaj pełnoprawnym elementem demokracji są partie polityczne, i to takie, które zazdrośnie bronią swoich interesów – stąd na przykład wynikają kłopoty „zjednoczeniowe” opozycji. Po drugie, ruchy społeczne nie mają dużej popularności i mimo powszechnego narzekania na partie nie są żadną dla nich trwałą alternatywą.

Drugim złudzeniem jest to, że 10 milionów wyborców Rafała Trzaskowskiego to ludzie o jednolitym profilu politycznym i ideowym. Nic bardziej błędnego. Na Trzaskowskiego głosowali jego zwolennicy, ale też cała rzesza ludzi o poglądach lewicowych, liberałowie, umiarkowani konserwatyści, zwolennicy PSL, a nawet – o zgrozo! – ludzie o orientacji narodowej uznający Andrzeja Dudę za zdrajcę „sprawy narodowej”. Dla nich wybory były raczej incydentem niż trwałą orientacją na Trzaskowskiego, glosowaniem bardziej przeciwko Dudzie niż za Trzaskowskim. Z tego jednego chleba nie będzie.

„Rdzenny” elektorat Trzaskowskiego jest mniejszy i raczej bliższy liczny głosujących na niego w I turze, co nie zmienia faktu, że jego osobista popularność wychodzi poza tradycyjny elektorat PO.

Wykop Skomentuj80
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka