Sięganie po książki z czasów, nazwijmy to, dzieciństwa ma wiele zalet. Przypominają się „dawne czasy”, przypominamy sobie co się czytało. Ale też – poza wszystkim – poznaje się na nowo język, którym niegdyś się posługiwano.
Poznawanie dawnego języka w dzisiejszych czasach może być nie lada szokiem. Nie ma w nim głupkowatych nowoczesności, niestosownych skrótów i udziwnień, a miłość nie jest pornograficzna. Współczesność upraszcza język jak tylko się da – kolokwializmy zaczynają dominować tak dalece, że wielokrotnie zapominamy jak pięknie może brzmieć język literacki.
Takich zadziwień doświadczyłem, gdy sięgnąłem po Jeźdźca bez głowy Thomasa Mayne Reida. Zadziwił mnie język, od którego – nawet w literaturze – odzwyczaiłem się. Książka opowiada o historii miłości pięknej (ach, przecież nie mogły to być panny być brzydkie) Luizy Poindexter do łowcy mustangów, Maurice’a Geralda, na przeszkodzie której stoi wredny kuzyn Kasjusz Calhoun. Wokół tej miłości toczy się cała fabuła tej zaskakująco cienkiej książki.
- Mister Stamp, mister Stamp! – zawołała, klaszcząc w dłonie, gdy myśliwy znalazł się w obrębie domu. – Niech pan zejdzie z konia i proszę tu do mnie, na taras! Jakiż stąd piękny widok.
- Nie znam piękniejszego widoku nad widok pani – odrzekł z uśmiechem myśliwy i po chwili, oddawszy swego konia Plutonowi, był już na tarasie.
Luiza chwyciła do za serdecznie za rękę i patrząc mu prosto w oczy, zapytała z pośpiechem:
- I cóż? Wie pan o wszystkim? Jak on się miewa? Czy ciężko ranny?
- Pani mówi o mister Calhounie?
- Ach, nie, nie, o tym wiem wszystko. Chodzi mi o mister Geralda. Wszak on dwa razy ocalił mi życie.
…
W chwili gdy Henryk, ubrany w szerokoskrzydły kapelusz i płaszcz, był gotów do drogi , zbliżył się do niego Kasjusz Calhoun i rzucił mu z wymówką:
- Głupi, puściłeś go tak wspaniałomyślnie!
- Dobrze, że powstrzymałem się w porę – odparł Henryk – bo byłbym go niesłusznie zabił. I tak, przez ciebie, znieważyłem przyzwoitego człowieka.
- Przyzwoitego? Ha! Ha! Ha! Zwariowałeś do reszty! I dokądże jedziesz?
- Do Maurice’a przeprosić go.
- Żartujesz chyba!
- Mówię zupełnie poważnie.
- W takim razie naprawdę jesteś wariatem!
- Zwracam ci, Kasjuszu, uwagę, że zaczynasz mi ubliżać. Ale czas zrobi swoje i ty cofniesz swe słowa.
…
Po niej znów przemawiał Calhoun. Wprawdzie nie dodał do poprzednich zeznań nic nowego, ale doborem słów i tragicznym patosem podsycał dzikie instynkty w tłumie, który coraz natarczywiej domagał się sądu Lyncha.
Podobnych przykładów ładnego słownictwa i miłych dla ucha sformułowań w tej książeczce jest oczywiście więcej. I zaintrygowany jakością tłumaczenia zerknąłem na stronę techniczną, by zobaczyć kto jest autorem takiego ładnego tłumaczenia.
Jakież było moje zdziwienie i rozczarowanie, gdy pod tytułem oryginału nie doczytałem nazwiska tłumacza, a małym drukiem wypisane słowa: Copyright by Wydawnictwo Zielona Sowa sp. z o.o., Kraków 2003. Wersja skrócona” (podkreślenie moje – KM).
Teraz wszystko stało się jasne – od początku nie zgadzała mi się grubość tego wydania z tym, co pamiętam z dawnych lat. Poczułem się nieswój – nawet nie oszukany, nieswój. Z gorzką refleksją przyjąłem, że wielu wydawców – by zachęcić do przeczytania książki – zamieszcza na okładce najróżniejsze rekomendacje i zajawki, ale już niekoniecznie chce się podzielić informacją, że to wersja skrócona. A po co , może uda się nabrać delikwenta? Czytelnik, który zorientuje się w domu, że kupił „wersję skróconą” nie przyzna się przecież, że dał się nabrać, a już na pewno nic nie zyska taką argumentacją w księgarni.
Ze smutkiem skonstatowałem też, że te wszystkie „wersje skrócone” to swoistego rodzaju odpowiedź na zanikający zwyczaj czytania. Czy lepiej wydać „wersję skróconą” i zachęcić do pobieżnego zapoznania się z jej treścią, niż postarać się zachęcić do przeczytania całej książki?
Wydawnictwo Zielona Sowa niemile mnie zaskoczyło. Mam nadzieję, że te złe wrażenia zostaną szybko zatarte po Lalce lub po Zbrodni i karze, którą otrzymałem w prezencie. Wydane przez Zieloną Sowę. Może będę miał okazję, by jednak ich pochwalić…


Komentarze
Pokaż komentarze