Wydawałoby się, że o koncertach formacji Strachy Na Lachy napisano już wszystko. Że nie ma sensu pisać o kolejnych występach w kolejnych miastach, bo to sprawy powtarzalne. Że muzyka ta sama, że wykonanie podobne. Nic bardziej błędnego.
Wartość Strachów Na Lachy ma wiele warstw, ale jedną z nich jest nieprzewidywalność, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Poznański koncert w miniony weekend, mimo odwiecznego lęku Grabaża, że „grają u siebie”, a więc stres jest większy, okazał się (kolejnym) sukcesem jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich zespołów muzycznych.
Dwugodzinny koncert z dwoma bisami, po trzy piosenki każdy, nie należy do częstych. Oczywiście Strachy ostatnio trochę rozpieściły swoją publikę dłuższymi niż zwykle koncertami, ale to było związane z przygotowaniami do nagrywania DVD w grudniu 2011r. Teraz wiemy, że formacja nagrywa nową płytę, jest więc nowy pretekst, by grać dłużej niż zwykle.
Nowa płyta to okazja do tego, by na koncercie zaserwować nowe kawałki. Było ich 4: Mokotów, Heute Abend, Rumieniec i Bloody Poland… Piosenki Awangarda Jazz i Podziemie już za taką nową nie uznaję, skoro zasiliła miłą Dekadę, zbiór największych Strachowych hitów wydanych w ubiegłym roku. Aaa, kawałków było pięć, bo ku zaskoczeniu wielu Grabaż sprytnie połączył komentarz do któregoś z okrzyków ze strony publiczności z zapowiedzią jeszcze jednej nowości: Jesteście gorsi niż wasi starzy (mam nadzieję, że niczego nie pomyliłem).
Nowe piosenki dowodzą tego, że wspaniała passa zespołu nadal trwa. Nowa płyta Strachów zapowiada się niezwykle ciekawie. Będzie i wesoło, i poważnie. Będzie o życiu, o Polsce i o nas Polakach. Będzie różnorodnie: lekkich kawałków z podtekstem do poważniejsze opowieści o naszym kraju.
Jeśli ktoś myślał, że zaangażowana twórczość Grabaża zakończyła się na Żyję W Kraju, gdzie wytykał nasze największe narodowe bolączki i przyzwyczajenia, wie już teraz, że pomylił się okrutnie. Myślę, że nowy song Bloody Poland, który zaśpiewał w Poznaniu, a którego treść ujawnił na swoim profilu na Facebooku kontynuuje tę jego niezwykłą zdolność do oceniania polskiej rzeczywistości w kilku zgrabnych słowach:
Specyficzny to kraj - ja pierniczę -
Gdzie najlepiej sprzedają się znicze
Otóż tutaj znicze idą jak woda
W zniczach przegląda się nasza uroda
Od Śląska się ciągnie przez Poznań do Gdańska
Zakamuflowana opcja germańska
Więc może lepiej jest upić chwilą
Chwile żyją tylko wtedy gdy piją
Gdzie najlepiej sprzedają się znicze
Otóż tutaj znicze idą jak woda
W zniczach przegląda się nasza uroda
Od Śląska się ciągnie przez Poznań do Gdańska
Zakamuflowana opcja germańska
Więc może lepiej jest upić chwilą
Chwile żyją tylko wtedy gdy piją
Z wpisów na Facebooku zainteresowani też wiedzą, że w ostatnim czasie Grabaż ocenia nastroje koncertowe po tym, jak wypadło wspólne śpiewanie kilku Strachowych piosenek. W Poznaniu musiało wypaść znakomicie, skoro pozwolił na to wielokrotnie. Śpiewane było po dwóch stronach sceny dosłownie wszystko, ale najgłośniej Żyję W Kraju (z nieśmiertelnym: co ty mówisz, co? Gdzie ty mieszkasz, gdzie?), Raissa (z dodatkową zachętą: głośniej! Poznań mocniej!) i oczywiście Piła Tango, którą już od dłuższego czasu publika śpiewa z lekkim wsparciem wokalnym ze sceny.
Widać było w zachowaniu Grabaża, że tryska wielką energią i znakomitym humorem – tak jak i cały zespół – które udzieliły się całej publice. W związku z tym, że tym razem, z racji swoich pomaratońskich przygód nie skakałem, ale mogłem przypatrzyć się swoim koncertowym sąsiadom. Strachowa energia udzieliła się dosłownie wszystkim. Tak jak na początku tył klubu Eskulap stał i może tylko lekko podrygiwał, tak już po trzeciej piosence skakali duzi i mali, chudzi i grubasy, przyśpiewując zespołowi na całego. O dziwo, tym razem akustyka dopisała.
Grabażowi musiało to wszystko się podobać, skoro i jemu zdarzyło się podrygiwać na scenie. Co jakiś czas krzyczał: Poznań, w górę ręce! Maniek wygrywał z wielką swadą swoje melodie i zabawnie zaczepiał publiczność. Kozaka chyba zaskoczyło gromkie, z sympatią wyśpiewane Andrzej Kozak, Mandaryn / znana postać medialna/ tyci przy nim jest kosmos, gaśnie gwiazda polarna, bo zrobił śmieszną minę. Pan Areczek akompaniował nie tylko na klawiszach i akordeonie. Pod koniec jednej z nowych piosenek, gdy wydawało się, że Grabaż ją kończy, właśnie Areczek wstał z wielką tablicą i napisem: Jeszcze nie teraz, by w odpowiednim momencie przewrócić na drugą stronę i ujawnić wielki napis: APLAUZ. Tę samą tablicę z napisem: Jeszcze nie teraz Grabaż wyciągnął przy bisie, gdy publiczność krzyczała: Wracaj! Wracaj! Ekspresji Lo nie trzeba specjalnie rekomendować – był wszędzie. A na koniec centralnie na pierwsze rzędy wylał butelkę wody. Kuzyn, który ze ogromną siłą walił w bębny, a kilka piosenek przedłużył swoją ekwilibrystyką perkusyjną, po koncercie, co ciekawe, wyglądał tak, jakby śpiewał pod sceną, a nie trzymał rytmikę całego koncertu. Zero zmęczenia.
Radosne uniesienia udzieliły się sektorowi świetlno-akustycznemu dbającego o głośność na sali, która potrafi płatać psikusa (Eskulap już dawno zatracił swe akustyczne walory – jeżeli kiedykolwiek je miał) i o oświetlenie. Świetlik, mimo że słucha Strachów niemal co tydzień, potrafił radośnie się kolebać na swoim stołku.
Strachy Na Lachy, jak pisałem wcześniej, to jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich zespołów. Znanych i lubianych. Od paru lat przyjaciele formacji mają pełne prawo czuć się usatysfakcjonowani: Dodekafonia, występy Strachów w Jarocinie, Auto-Bio-Grabaż, Dekada, długie trasy koncertowe, stały kontakt z zespołem dzięki wpisom Grabaża i Kozaka na Facebooku, nagranie DVD z udziałem publiczności i teraz oczekiwanie na nią przy jednoczesnym oczekiwaniu na nową płytę studyjną powoduje, że o Strachach co chwila ktoś pisze, mówi lub komentuje…
Strachy nie pozwalają – i bardzo dobrze! – o sobie zapomnieć, tak jak Strachom nie dają zapomnieć o sobie fani. Znakomity kontakt członków zespołu z publicznością na koncertach i tradycyjne już spotkania po – to nie wystudiowane pozy i gesty, a naturalna cecha normalnych ludzi. Grono przyjaciół SNL stanowią ludzie wszystkich przekrojów wiekowych: od bardzo młodych po … hmmm … dojrzałych. Widać, że ci ludzie przychodzą na koncert Grabaża et consortes nie na zasadzie „coś tam grają, idziemy”, ale przychodzi publiczność świadoma swego wyboru: znają treści piosenek, żywo reagują na wypowiedzi członków zespołu. Widać, że czerpią czystą radość z tego, że są tu, na koncercie.
Nie dziwi więc głośny zachwyt Grabaża wypowiedziany na sam koniec pod adresem zebranych pod sceną, tak jak miły wpis na FB: Poznań, oj jak pięknie :)))) Dziękujemy !!!!


Komentarze
Pokaż komentarze