Ochrona środowiska nie jest zagadnieniem zmierzającym do poprawy stanu środowiska i standardu życia w nim, a jedynie elementem szantażu grup terrorystycznych i mechanizmem politycznym wskrzeszającym socjalizm, a nawet komunizm...
Do takich wniosków można by dojść czytając niektóre opinie, bliskich mi skądinąd, komentatorów ekonomicznych i konserwatywnych.
Czasami się zastanawiam, czy zwalczanie ekologii nie stało się pewnego rodzaju obsesją.
Łatwo spotkać porównania ekologii z komunizmem, co jest niesprawiedliwe, nieprawdziwe, a dla osób zawodowo zaangażowanych w ochronę środowiska strasznie denerwujące.
Mało tego, komentatorzy ulegają czasami fałszywemu wrażeniu, że małe krzykliwe grupki ekologistów (tak nazywam lewackich ideologów podszywających się pod ekologię) są wyrazicielami całego spektrum opinii w tym obszarze.
Jaka jest różnica między ekologami a ekologistami? Bardzo prosta. Ci pierwsi to zazwyczaj ludzi zaangażowani w faktyczną pracę na rzecz ochrony środowiska — tworzą instytuty naukowe, badawcze, organizacje pozarządowe zajmujące się konkretnymi działaniami na rzecz poprawy stanu środowiska — ochroną przyrody, krajobrazu, gospodarką odpadami, problemami zarządzania środowiskiem, ekologiczną odpowiedzialnością biznesu, czy innymi dziedzinami. Niech przykładem będą tutaj przyrodnicy z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków (teraz bardziej popularni ze względu na ptasią grypę), czy np. specjaliści z Fundacji Recal lub Forum Opakowań Szklanych, zajmujący się zagadnieniami recyklingu.
Ekologiści to przedstawiciele ideologicznych, politycznych grupek, które bazując na popularności ludzkich pragnień czystej wody i zdrowego życia, a jednocześnie na obawach związanych z rozwojem „szkodliwych” przemysłów, prowadzą działalność polityczną. Tutaj najlepszym przykładem są ideolodzy z Zielonych 2004, którzy z ekologią mają tyle wspólnego, co ja z komunizmem, a gros swojej aktywności poświęcają walce z „homofobią”, „faszyzmem” i innymi tego rodzaju wydumanymi problemami.
Trzeba jasno stwierdzić, że sfera ochrony środowiska nie jest przeciwna wolnemu wyborowi i liberalnej gospodarce.
Oczywiście zdarzają się tak bzdurne wypowiedzi, jak ta Judiego Bariego z „Earth First!”, który twierdzi, że jedyną metodą uwolnienia świata od zagrożeń ekologicznych jest obalenie kapitalizmu. Nie można jednak uogólniać! To tak, jakbym słuchając wypowiedzi jednego ekonomisty o konieczności „harmonizacji” podatków polskich z unijnymi, wszystkich ich uznałbym za zwolenników wysokich podatków!
Ekologia to poważna dziś dziedzina ... gospodarki. Obszar wielu sporów i dyskusji.
Pierwszą takim przykładem jest energetyka i jej wpływ na środowisko. Istnieją opinie uznające konieczność dostosowywania obecnej energetyki do norm środowiskowych; są tacy, którzy za czystą uznają energetykę jądrową, jeszcze inni opowiadają się za tzw. energetyką odnawialną (woda, powietrze, słońce).
Są poważne opinie ekologów — a jakże! — którzy kwestionują rozwój tej gałęzi ze względu na wysokie koszty i nieopłacalność, na … szkodliwość środowiskową, na problem zajmowania bezsensownie sporych obszarów na fermy wiatrakowe, konflikty z trasami migracji ptaków itd. Spór jaki się toczy nie jest dowodem zidiotycznienia ekologów, ale toczonej dyskusji, no i efektu działalności pewnych, bardzo aktywnych lobbies. Niedługo będziemy świadkami i uczestnikami debaty nt. rozwoju energetyki atomowej. I zaręczam, że obok argumentów ekologicznych, pojawią się też takie argumenty ekonomiczne, które rozwój tych technik będą kwestionować. W kontekście zasad TPA (dostępu stron trzecich), kosztów pozyskiwania i transportu uranu, zagospodarowania cholernie drogich odpadów radioaktywnych, czy kosztów „wygaszania” elektrowni po jej wyeksploatowaniu.
Inną dziedziną budzącą spór w środowisku ekologów, to problem modelu „ostatecznych metod” utylizacji odpadów.
Jedni mówią o recyklingu, inni o metalizacji, jeszcze inni o spalaniu — a właściwe o metodach termicznej utylizacji (bardzo ciekawych, wymyślnych technologicznie i bezpiecznych instalacjach). Wśród różnych opinii padają też takie, jak przywoływanego kiedyś we "Wprost" przez prof. Winieckiego Valfrida Paulssona, który poddaje pod wątpliwość ekonomię recyklingu i „zalecił spalanie nie sortowanych, standardowych śmieci (z wyłączeniem groźnych odpadów, takich jak farby, baterie, lekarstwa itd.)”.
Tak się składa, że recykling, chociażby ze względu na wymienione przez tegoż naukowca odpady specyficzne, jest potrzebny. I nie ma sensu deprecjonować recyklingu przy opowiadaniu się za spalaniem! Recykling jest też potrzebny do tego, by wyodrębniać ze strumienia odpadów komunalnych te, na których można po prostu … zarobić. Istnieje przecież wolny rynek handlu tworzywami sztucznymi (znakomite półprodukty), czy szkłem. Swoją drogą, ów Paulsson nie wie o tym, że szkła nie da się palić???
Krótko mówiąc, spalanie odpadów można idealnie prowadzić razem z recyklingiem — obie te metody sprawdzają się znakomicie.
Obecnie ochrona środowiska nie jest wyłączną domeną przyrodników i pozarządowych organizacji ekologicznych. Jakkolwiek i przyrodnicy, i NGO’sy mają tutaj wiele do zrobienia, to jednak ekologia nabiera coraz więcej cech zagadnienia gospodarczego. Takie zagadnienia jak handel uprawnieniami do emisji CO2, słynny REACH, gospodarka odpadami, cała sfera zarządzania środowiskiem, zasobami wodnymi, popularne ostatnio zagadnienie ekologicznej odpowiedzialności biznesu, to wszystko problemy, w których na równi z ekologicznymi rozpatruje się aspekty ekonomiczne.
Ochrona środowiska musi dziś uwzględniać aspekty ekonomii liberalnej, ale i odwrotnie — gospodarka wolnorynkowa tylko wtedy będzie się skutecznie rozwijać, gdy uzna pewne prawa i wymogi ochrony środowiska.