Krzysztof Mączkowski Krzysztof Mączkowski
54
BLOG

Katolicka wolność religijna

Krzysztof Mączkowski Krzysztof Mączkowski Polityka Obserwuj notkę 19
Już przywykłem do swojej tęsknoty za powrotem "starej Mszy", czyli możliwości powszechnego odprawiania Mszy Świętej w rycie trydenckim. Dla laików – po łacinie i tyłem do ludzi.

Moja tęsknota do „katolickiej wolności religijnej” zwiększa się każdorazowo, gdy  słychać zewsząd pokpiwania i naigrywania się z przywiązania do katolickiej Tradycji.

Warto tu przypomnieć, że msza trydencka nigdy nie została zniesiona, jak to niekiedy obecnie się fałszywie przedstawia, Sobór Watykański II nie zakazał jej, a jedynie w sytuacjach koniecznych zgadzał się na msze w językach narodowych; i z początku dotyczyło to działalności misyjnej.

Msza trydencka jednak bardzo szybko została odrzucona w zapomnienie, zastąpiona nie tylko językami narodowymi, ale też nowoczesnymi formami. Nowoczesnymi nie zawsze znaczy właściwymi. Wstawiono stoły ołtarzowe; msze zaczęły rekordowo się skracać (wielokrotnie bywałem w Polsce na niedzielnych, a więc z kazaniem, mszach półgodzinnych); Tabernakulum częstokroć lokuje się gdzieś na poboczach ołtarza; wyrzucono część bardzo ważnych modlitw; bardzo zubożała warstwa gestów, tak bardzo ważnych w oddawaniu czci Bogu.

Zmianom liturgii towarzyszyły zmiany świadomościowe, które stworzyły sztuczny podział na liberałów i konserwatystów w Kościele, przy czym wielokrotnie „konserwatyzm” jest obelgą i ten sposób próbuje się uznać pewne osoby i środowiska za „gorsze”.

Zmian jest znacznie więcej i wszystkie one doprowadziły do sytuacji, która bardzo zaniepokoiła obecnego papieża, który najwyraźniej chce powrotu Mszy Wszechczasów. Przypomnijmy, że mowa o papieżu, który uczestniczył w pracach soborowych jako biskup i miał wówczas bardziej liberalne spojrzenie na te sprawy, i który dzisiaj – mówił o tym wielokrotnie – jest zaniepokojony skalą odejść od ortodoksji katolickiej w sprawowaniu Mszy.

Kilka tygodni temu artykuł na ten temat opublikował "Dziennik". Ukazały się w nim wypowiedzi polskich hierarchów kościelnych i księży, które raczej zasmucały. Jakżesz myli się abp Gocłowski twierdzący, że wydanie dokumentu przywracającego "starą Mszę" jest bezzasadne, bo wierni i tak „mogą uczestniczyć w mszach łacińskich”.

Po pierwsze, msze łacińskie nie są mszami starego rytu, a po drugie: w wielu archidiecezjach katolicy rytu trydenckiego (nie lefebryści!) mają utrudnione życie. Bo dlaczegóż zdarzało się, że z Poznania "katolicy trydenccy" musieli jechać ochrzcić swoje dziecko w starym rycie aż do Częstochowy, bo w swoim mieście nie mogli? Dlaczego kilku moim znajomym odmówiono zgody na ślub w starym rycie?

I nie ma tu żadnego znaczenia, że „wierni wolą mszę po polsku” i czy komuś z księży odprawianie nowej mszy bardziej odpowiada. Nie ma też sensu prowadzenie jałowych dyskusji o rzekomej wyższości mszy nowej nad starą. Trzeba sobie jasno powiedzieć: w Kościele jest liczne grono ludzi przywiązanych do mszy trydenckiej i trzeba im tę wolność uczestnictwa zapewnić.

Papieska Bulla zapewne uporządkowuje tę sytuację i jasno określi status środowisk „przywiązanych do Tradycji Łacińskiej”. Jest to bowiem prężnie rozwijający się ruch w Kościele, ludzi młodych, wykształconych i bardzo poważnie podchodzących do misji bycia katolikiem i obowiązków katolickich. Nie jest to zatem „garstka zapaleńców, głównie ludzi starszych”, jak to nieszczęśliwie określa abp Marian Gołębiewski, metropolita wrocławski.

Wielki smutek wywołują słowa ks. Joachima Kobieli, sekretarza abp. Alfonsa Nossola, który przytacza reakcję studentów teologii, z którymi ówże ksiądz obserwował (dlaczego nie uczestniczył?) mszę trydencką: „...nieustannie parskali śmiechem, widząc nagromadzenie gestów wykonywanych przez kapłana”. Smutne jest to, że ksiądz Kobiela najwyraźniej nie znalazł odwagi (?), argumentów (?), by ten obraz wyjaśnić.

Obawiam się więc, by realizacja bulli papieskiej o „powrocie mszy trydenckiej” nie była blokowana przez co bardziej „nowoczesnych księży”, którzy twierdzić będą, że liturgia trydencka to „cofanie się do czegoś, co mało kto już rozumie”.

Zacytuję takim słowa Aidana Nicholsa OP, który pisał w jednej ze swoich książek: „Liturgia jest pierwszym głosem wiary i Kościoła, z którym spotyka się zdecydowana większość wiernych”. Dbajmy więc o to, by ten głos był czysty i wielobarwny.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Polityka