Z lekkim opóźnieniem przeczytałem o pomyśle marszałka Dorna dotyczącym uregulowania statusu dziennikarzy w Sejmie. I pierwsze - gniewne - reakcje samych zainteresowanych.
Sprawa ta stała się przedmiotem licznych dyskusji i polemik - również w Salonie24. I choć ogłoszona kilka dni temu, nadal wzbudza liczne emocje. Spróbujmy jednak spojrzeć na ten temat ze spokojem. Co tak wzburzyło co niektórych komentatorów dziennikarskich?
Problem dotyczy - jak sądzę - tego, by doprowadzić do uregulowania zasad obecności dziennikarzy w Sejmie. By nie łazili dosłownie wszędzie, by nie wpadali do miejsc, nazwijmy je, intymnych, takich jak restauracja lub kawiarnia - bo i to się zdarzało. I nie jest to żaden zamach na demokrację, co już słyszałem, ani próba ograniczenia społecznej kontroli nad działaniami polityków.
Działalność Sejmu jest tak specyficznie zorganizowana, że w trakcie obrad plenarnych jednocześnie organizowane są posiedzenia komisji, zespołów robocznych lub po prostu posłowie odbywają ważne z ich punktu widzenia rozmowy i spotkania - niekiedy podczas obiadu lub popołudniowej kawy. Na sali sejmowej siedzą wówczas ci, których temat interesuje lub ci, którzy zostali wyznaczeni przez frakcje parlamenrane do prezentacji i omawiania określonych tematów.
Oczywiście powstaje wrażenie, że w większości posłowie lekceważą sobie pracę sejmową. Wrażenie jednak całkowicie fałszywe.
Jednak tę specyfikę wykorzystują niektóre media, przedstawiając pustą salę sejmową i jednocześnie posłów przy obiedzie. A tych, których nie widać ani tu, ani tam, łatwo można zakwalifikować do grona tych, którzy "imprezują na mieście" lub "odsypiają nocne balangi".
Nie jest to uczciwe. Łatwo w ten sposób wykreować wrażenie leniwych posłów. Nie przeczę, żę są w tym gronie i tacy, którzy 4-letnią kadencję traktują jako wspaniałe wakacje w stolicy, jednak nie jest to - powtarzam - uczciwe. Ani prawdziwe.
Innym problemem jest to, że dziennikarzy jest wszędzie dużo - wielkie tabuny przewalają się przez Sejm, często utrudniając normalne funkcjonowanie. Oczywiście, winni są temu sami posłowie, którzy na konferencje prasowe wybierają miejsca, w których niekiedy trudno spokojnie przejść. Przypadek popchnięcia Pani Redaktor Kolendy-Zaleskiej jest tego oczywistym dowodem. Nie BOR-owcy Ją popchnęli, a sami ... dziennikarze. Cygan zawinił, a kowala powiesili.
Zresztą - jak dotykamy tego przykładu - dziennikarze muszą mieć świadomość tego, że przemarsz po Sejmie tak ważnych osobistości jak premier lub prezydent jest obwarowane koniecznością obecności służb ochrony, które nie mają się podobać, a skutecznie chronić. Proszę zobaczyć, co się działo wczoraj po wyborze prezydenta Sarkozy'ego we Francji? Jak zdecydowanie działała policja, jak rozpychała nacierający - życzliwy! - tlum. Nikt przy zdrowych zmysłach nie ma o to tam pretensji!
W TVN24, kilka miesięcy temu, jeden z komentatorów amerykańskiej polityki przyznał, że w Kongresie USA są jasno określone miejsca obecności dziennikarzy i ściśle wyznaczone szlaki komunikacyjne przedstawicieli mediów. Ich przekroczenie może grozić zakazem wstępu do Kongresu dla przedstawicieli redakcji, której reprezentant dopuścił się takiego czynu. W Parlamencie Europejskim jest parę pięter, gdzie dziennikarze wejść nie mogą. Co możliwe jest w Brukselii za Oceanem, u nas nie ...
Tym bardziej, że zakaz dotyczyłby, jak myślę, takich miejsc, jak Dom Poselski, restauracja i sejmowa kawiarnia. W końcu jeść należy w spokoju!!!
Oczywiście, brak takich zakazów skutkuje tak sympatycznymi i zabawnymi sytuacjami, jak ta: pewnego razu przechadzając się po Sejmie, zostałem zaczepiony przez uroczą dziennikarkę z TVP1, która pomyliła mnie z jednym z posłów. Tylko dlatego, że osobiście go znam, mogłem do niego zadzwonić i ogłosić, że telewizja oczekuje na niego tu i tu. Co mogłem porozmawiać z ładną i inteligentną kobietą, to moje ... Sądzę jednak, że nawet w sytuacji zakazu wchodzenia do Domu Poselskiego, takie spotkanie byłoby możliwe :) Panią Redaktor ... yyy ... ojej, zapomniałem w tej chwili imienia i nazwiska, serdecznie pozdrawiam.
Inną rzeczą jest określenie pewnych standardów, których powinni przestrzegać dziennikarze, np. w zakresie ubioru i zachowań. Wielokrotnie widziałem najrozmaitsze stroje i fruzury. Będąc pierwszy raz w okolicach nieformalnego saloniku medialnego przy głównych schodach, myślałem, że mam do czynienia z jakąś manifestacją alternatywną. Niestety, wielu dziennikarzy nie grzeszy schludnością - wychodzą najwyraźniej z założenia, że czego nie widać ...
Korzystnie wypadają dziennikarze telewizyjni, np. TVN24 i kobiety. Pani Redaktor, o której tu wspomniałem, też zresztą cudnie wyglądała.
Zachowanie ... Uff. Też różnie z tym bywa. Czy wierzycie Państwo, że są osoby, które potrafią tak siedzieć, że kolana mają wyżej od głowy? Ja takich widywałem. OK, też mi się tak zdarza, ale w domu lub w pubie. Sejm, jak każde miejsce publiczne, wymaga jednak innych norm zachowania. Podejrzewam, że gdy marszałek Dorn poprosi o umiar w stroju i manierach, doczeka się jakieś złośłiwej etykietki.
Nie jestem politykiem i posłem, więc może łatwo mi krytykować zachowanie dziennikarzy. Znam jednak specyfikę tego miejsca i sądzę, żę z zapowiadanego obiadu marszałka Dorna z przedstawicielami mediów może wyjść wielka korzyść. Pod warunkiem, że jedyną relacją w mediach nie będzie obiadowe menu...
Inne tematy w dziale Polityka