Na razie tylko w mediach ... A jednak ...
Od pewnego momentu zaobserwować można bezwzględną wymianę ciosów pomiędzy „Rzeczpospolitą" (RZ), a „Dziennikiem" (DZ). Są formułowane zarzuty różnego kalibru - zważywszy jednak na fakt, że gwałtowna polemika jest dokonywana pomiędzy osobami budującymi niegdyś wspólne konserwatywne środowisko ideowe, jakakolwiek różnica powinna być nieistotna. A jednak ...
Do niedawna niepodzielny rząd dusz trzymała „Gazeta Wyborcza" (GW) i jej środowisko. Nie tylko wpływali na opinię publiczną i budowali postawy i opinie większości Polaków poprzez publicystykę, ale też budowali realne formacje polityczne. ROAD, Unia Demokratyczna, Unia Wolności, czy obecna Partia Demokratyczna to dzieci działalności socjalliberalnego środowiska ideowego GW. Powodzenie i dominacja były możliwe dzięki niezwykle agresywnej (w znaczeniu ekspansywnej) osobowości Adama Michnika i jego najbliższego otoczenia.
konserwatyści, czy w ogóle prawica nie miały żadnego poważnego oręża, by ograniczyć choćby trochę tę wszechobecność ideową. RZ - choć posiadająca lekki konserwatywny rys - kołysana zmianami personalnymi i ciągłymi zapowiedziami wielkich zmian własnościowych, nigdy nie przypuściła znaczącego ataku na pozycji GW.
GW niewiele mogło zaszkodzić, gdyż jako najlepszy dziennik informacyjny (i to trzeba przyznać szczerze) była czytana dosłownie przez wszystkich. Ciągła niedorosłość prawicy (kłótnie, zmiany formacyjne i nikłość intelektualna) pomagały rozrastać się nie tylko laickiej lewicy solidarnościowej, ale i środowisku postkomunistycznemu, nie wiedzieć dlaczego faworyzowanemu przez Michnika.
GW nie zaszkodziło powstanie niezależnej od niej Platformy Obywatelskiej (choć i na tę formację GW chciała początkowo wpływać), ani nawet powstanie PiS, wobec którego dziś GW dzielnie trzyma intelektualny sztandar sprzeciwu. Pozycji GW zaszkodziła nieco „afera Rywina", ale poważnego zachwiania swej pozycji doznała po powstaniu konkurencyjnego dziennika - pod nazwą „Dziennika" (DZ) właśnie. pierwszym dowodem było obniżenie ceny z 2,00 zł do 1,5 - czyli do poziomu cenowej DZ, potem rozpoczęły się ataki redakcyjne.
Konserwatywny DZ stał się poważnym wyzwaniem intelektualnym dla GW - po praz pierwszy konserwatyści, a może szerzej: nielewicowo i nieliberalnie myślący po raz pierwszy mogli odnaleźć w gazecie swoje poglądy. DZ, przez swój międzynarodowy charakter, zaczął zamieszczać artykuły konserwatywnych - choć nie tylko - publicystów i polityków. Okazało się, że podobne poglądy mają konserwatyści krajowi, ale i poważni filozofowie niemieccy, francuscy, czy hiszpańscy.
Wydawało się, że ideowy monopol GW zostanie całkowicie złamany przez wejście do RZ ludzi o poglądach konsekwentnie prawicowych. Jednak nie, bo rozpoczęły się ... ostre „nawalanki" pomiędzy RZ a DZ. Możnaby to wszystko zinterpretować, jako walkę pomiędzy konkurencyjnymi tytułami. Jednak kłótnie po dwóch stronach barykady wywołali ludzie z tej samej konserwatywnej rodziny. Różnice pomiędzy Pawłem Lisickim, Cezarym Michalskim, czy Robertem Krasowskim może polegają na różnicy temperamentu: jeden jest może większym religijnym integrystą niż inny; publicystyka jednego ma może charakter bardziej intelektualny niż drugiego - każdy z nich jednak zaliczany jest (był?) do szerokiego nurtu konserwatyzmu.
Oczywiście, może mi się nie podobać agresywny ostatnio ton wypowiedzi redaktora Michalskiego, jednak uznaję (jeszcze), że spór zaczyna szkodzić obu stronom. Przez takie publiczne okładanie się kłonicami żadna z redakcji nie spowoduje przejścia grona czytelników z jednej strony na drugą, a może dokonać zniechęcenia i ... powrót do czytelnictwa GW przez wielu z tych, którzy z radością ją rzucili na rzezc DZ i RZ właśnie.
Co do mnie: ja czytam i GW, i RZ, i DZ i mam własne - krytyczne - zdanie o tych kłótniach.
Konserwatyści ze wszystkich redakcji! Byśmy nie stracili niepowtarzalnej okazji do spokojnego i rzeczowego tłumaczenia opinii publicznej naszych pięknych racji!
Inne tematy w dziale Polityka