Ponad miesiąc temu Polskie Radio cały dzień towarzyszyło rządowej delegacji w Szwecji, gdzie w połogowym pośpiechu podpisywano z producentem skandynawskich łódek list intencyjny na coś, co jeszcze nie zeszło z desek kreślarskich konstruktorów. Niezależni wojskowi specjaliści morscy i komisja obrony naszego parlamentu kwestionowała także wtedy zasadność takiego zakupu biorąc pod uwagę dynamikę nowych wyzwań współczesnych konfliktów. Zgodnie z polskim zwyczajem wątpliwości przykryto płytą cmentarną, a chyba przypadkowe ich nagłaśnianie w rządowym radio otulono wielokrotnością głosów na TAK. Stąd Polacy mogli posiąść wiedzę, że okręt podwodny szwedzki dla nas jest takiej generacji, że nie ma go jeszcze nawet rodzima królewska marynarka. Dziennikarska dociekliwość sprowadzała się do kilkugodzinnej audycji na żywo z wywiadami w jednym tonie i jakby przez interlokutorów czytane z kartki. Pominięto szczegół, że Sejm wyasygnował gotówkę na uboższą wersję tej podwodnej rewelacji. Siedziałem kilka lat na bazie wojennej Marynarki na Oksywiu i podziwiałem codziennie u bram wyciągnięty okręcik podwodny z Norwegi typu Koben z lat 50ych dany nam w prezencie. Opuszczenie Układu Warszawskiego za sprawą naszego pokojowego prezydenta/noblisty zaowocowało złomem w Wojsku Polskim tym razem z zachodniego kierunku. Nie umniejszając teraz zachwytów nad szwedzką myślą wojennej techniki kilkanaście dni temu pojawiła się w publicznej przestrzeni wiadomość o rewelacyjnej konstrukcji polskiej dronów podwodnych. Nie chciałbym się mylić, ale chyba powstałem na gdańskiej politechnice.
Jeśli mamy wojny dronowe w powietrzu i to jest ten kierunek rozwoju militarystyki na kolejne lata, to oczywiste, że w wodzie również. Konflikt rosyjsko/ukraiński dokładnie to pokazał przesuwając również fundusze na tańsze od samolotów bojowych bezzałogowe. No ale ulepić okręt wojenny to projektowanie przez lata. Więc niech koszty już poniesione ktoś chętny zwróci. Jakoś tak się składa, że zawsze najpierw jakiś kosztowny wynalazek do poprawek albo finalnie do kosza oferuje się Polakom. Tu aktualnie rządzący nigdy nie mają rąk związanych kontrolą, a utrata władzy nie wiąże się z jakąkolwiek odpowiedzialnością. Z taką sytuacją mamy do czynienia właśnie przy i tej transakcji. Jeśli Kosiniak, którego Tusk wystawia do każdej chwiejnej transakcji ujawnił swój spryt mediatora, oczekując w zamian od Szwedów zakup min morskich to właśnie zaczął trząść się jak galareta. Konkretną kasę zarobią firmy niemieckie od których kupią też kraje nadbałtyckie.
Militarnie Unia Europejska nic nie ma poza tanimi mundurami. Przemysł zbrojeniowy polski leży od czasów wczesnego Piłsudskiego, a modelowym ekspertem od nieudanych zakupów nieojczyźnianych jest marszałek Rola/Zymierski. Zdegradowany i osądzony za łapówki od francuzów zaoferował siebie służbom Stalina, co w perspektywie znakomicie się mu opłaciło. Kosiniak/Kamysz mający takie związki z armią jak meczet z synagogą właśnie ponownie wystawił nas na pośmiewisko, ale pieniądze na SAFE wszystkie w terminie wydamy.
Kiedy za rok o tej porze premier Tusk ucieknie na zwolnienie lekarskie reszta załogi tego papierowego państwa coraz cichszym głosem będzie się bronić przed nieuchronną karą.
Lider Koalicji od dawna gniecie w kierunku unii z Ukrainą wmawiając wspólnie z Zelenskym, że toczymy walkę z terrorystką Rosją. Kijów przegiął definitywnie swoimi ubowcami i nie będzie już zgody na dalsze goszczenie tak zwanych uchodźców. Po obecnie rządzących widząc tylko powyższy blamaż ze Szwedami można się spodziewać, że za chwilę w Parlamencie przegłosują wsparcie Ukrainy w całości zakupami z SAFE, bo używane już nie przyjmują. Oferta serwisowania i remontów wojskowego sprzętu Kijowa jest równie bezgranicznie głupia, jak twierdzenie, że wojna nad Dnieprem to też nasza wojna. W istocie nic nas z tym sporem nie łączy poza potrzebą zamknięcia wschodnich granic.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)