Czasem człowiek powie coś głupiego. Cóż, bywa. No na przykład powoła się na San Escobar, jak to przydarzyło się kiedyś Witoldowi Waszczykowskiemu. Było trochę niezręcznie, ale i śmiesznie, bo Waszczykowski, przyznając się do błędu i przepraszając, później potrafił sam z siebie żartować. Albo gdy Beata Szydło lokalizowała datę wejścia Polski do Unii Europejskiej w latach osiemdziesiątych, tyle że ona skruchy nie okazała, a poczucie humoru jest chyba jej piętą achillesową. Natomiast głupawy uśmieszek pokrywający brak wiedzy i przygotowania – o, to i owszem, znajdzie się na poczekaniu niczym puder czy szminka wyciągnięte naprędce z torebki. Jeszcze dalej posunął się w niewiedzy Dariusz Joński, który pytany o wybuch Powstania Warszawskiego wskazał na datę 1988. Nie wiem w jakiej bańce edukacyjnej wychował się polski inteligent z nowego rozdania i poseł na Sejm, niemniej sądzę, że nie może czuć się samotny na niwie niewiedzy, bo wraz z nim można wskazać rzeszę podobnych mu matołów - a co boli, to to, że większość z nich może się pochwalić uczelnianymi dyplomami. Natomiast gdyby ktoś sądził, iż była to pojedyncza wpadka polityka, to uzupełniając wiadomości o nim dodam, że dla stanu wojennego znalazł w kalendarium najnowszej historii Polski miejsce w roku 1989. Czyli w jego wyobraźni stan wojenny nastąpił w rok po patriotycznym zrywie stolicy, a to miało miejsce w czterdzieści cztery lata po zakończeniu drugiej wojny światowej… Stop, dość, bo wspominając mądrości Jońskiego można stać się do niego podobnym. Albo jeszcze gorszym, jak Przemysław Witek, słynny z powiedzonka: ,,Cóż szkodzi obiecać?”, którym zaprezentował się nie tylko jako polityczny kłamca, ale i cymbał, który sądzi, iż świat jest aż tak zdemoralizowany, że bez konsekwencji można dzielić się z nim każdą ciemną stroną swojego charakteru…. Zaraz, zaraz, ale przecież Witek nie poniósł żadnych konsekwencji, więc prawdą jednak jest, że świat aż tak bardzo się zdemoralizował. Cóż, smutne, ale trudno - nie naprawię go.
Jednak nie tylko politykom zdarzają się wpadki. Oto niedawno Jan Rokita omawiając w Kanale Zero sprawę wizyty rosyjskich bezzałogowców wspomniał o Białorusi i jej roli w ostrzeżeniu Polaków. Na marginesie tej informacji zatrzymał się nad wizytą Johna Cole’a, wysłannika Donalda Trumpa do Łukaszenki, która odbyła się właśnie w czasie ,,nocy dronów”. A że Jan Maria chciał błysnąć wiedzą ukrytą w jego głowie i zaległą tam od niemal czterdziestu lat – a tak sądzę, bo zaznaczył, że osoby starsze mogą jeszcze tę sprawę pamiętać – więc przypomniał, że ów Cole bronił Olivera Northa w sprawie Iran-Contra. I tu się nie pomylił, jednak dalej było już kompromitująco. Zdaniem ,,politycznego analityka” North i oficerowie amerykańskich służb nielegalnie sprzedawali broń Iranowi, by za zdobyte fundusze zwalczać partyzantkę antykomunistyczną w Nikaragui (!!!) Sęk w tym, że było jak raz odwrotnie – pieniądze przeznaczano na finasowanie Contras – prawicowej partyzantki zwalczającej rewolucyjny rząd Sandinistowskiego Frontu Wyzwolenia Narodowego. Kto nie wierzy niech obejrzy na Kanale Zero odcinek politycznych analiz premiera z Krakowa sprzed tygodnia, zatytułowany: ,,Wizerunkowa katastrofa Polski” - od 21 minuty. Co dziwne jednak, Rokita opisując ten sam przypadek w artkule zamieszczonym w tygodniku Sieci, a zatytułowanym ,,Białoruskie niejasności”, tym razem błędu nie popełnia. Podejrzewam, że to mogła to być zasługa wcale nie starej, a młodej korektorki, o jasnych włosach i takimż umyśle, skrywającym odpowiednie zasoby wiedzy. A że brak jej brody? No to co? Przecież czasem to tylko mylący rekwizyt.
Rokita przerobiony na Lwa Tołstoja, czym zaskarbia sobie dodatkowe punkty u snobistycznych idiotów za stylizację, która niby przekłada się na nietuzinkową inteligencję i wiedzę, popełnił właśnie wizerunkowe seppuku. Oto na oczach widowni jednym błędem udokumentował, że nie tylko nie pamięta faktów, ale w ogóle nie potrafi ich zlokalizować w politycznej układance tamtych lat i na dodatek nie rozumie ducha epoki za prezydentury Ronalda Reagana. A przecież zaznaczył, że my, starzy, pamiętamy tamte lata. No więc może Rokita wcale nie jest stary, a długą białą brodę nosi podwieszoną na gumce i tak naprawdę czuje się wciąż nieopierzonym małolatem… To znaczy opierzonym, ale tylko w tę brodę właśnie.
No dobrze, ale czy oznacza to, że wiarygodność politycznych analiz Jana Marii Rokity przestała w tym momencie istnieć? No nie, to tylko oznacza, że wiarygodność ta ma charakter selektywny i tak powinniśmy ją postrzegać. Ale tylko w przypadku, jeśli sami jesteśmy w stanie jego wiarygodność oceniać i kontrolować. Tylko czy wtedy do odkrywania świata potrzebny jest nam autorytet Jana Marii? Chyba nie, prawda?
Te wszystkie błędy i wpadki ludzie nauczyli się darować, mimo że popełniane przez polityków sugerują niekiedy ich niekompetencję. Tę odczuwaną później przez ogół obywateli jako skutek amatorskich rządów, zaś w przypadku publicystów kreują fałszywe obrazy otaczającego świata w głowach ich odbiorców, co skutkuje podejmowaniem błędnych decyzji, na przykład w czasie wyborów. Pocieszać, choć tak po polsku, czyli głupio, może wyłącznie to, że nie tylko nam zdarzają się takie ,,autorytety” i nie tylko teraz. Ludzie przypadkowi bywali od zawsze, zarówno na pozycjach kierowniczych jak i opiniotwórczych.
Jest jednak pewien rodzaj wpadek, a czasem przemyślanych działań skrywających się pod płaszczykiem nieporozumienia lub niezrozumienia oraz rzekomego wyrwania z kontekstu, które definitywnie powinny zakończyć publiczne występy osób ich się dopuszczających. A mam na myśli takie, które noszą znamię zdrady narodowych interesów. I żeby nie szukać daleko, warto przywołać działalność profesora Krzysztofa Ruchniewicza, a i premierowską aktywność Donalda Tuska, której jakimś dziwnym zupełnie i niezrozumiałym trafem beneficjentami są wyłącznie Niemcy.
Ale pierwszym przypadkiem sprzyjania interesom sąsiadów, jaki zapamiętałem, była rozmowa sprzed ośmiu lat trefnisia polskiej publicystyki Wojciecha Cejrowskiego prowadzona z dziennikarzem niemieckiej ARD, w trakcie której oświadczył on – znaczy Polak, nie Niemiec, nie dajmy się zmylić - że ,,natychmiast oddałby Szczecin Niemcom, bo Szczecin nie jest polskim miastem”. Co ciekawe, wypowiedź niezwykle zadowolonego z siebie aroganta - a było to widać po jego minie - padła w kontekście wiekopomnej myśli, a mianowicie obowiązku zwrotu rzeczy skradzionych. No a ponieważ Cejrowski domagał się oddania przez sąsiadów polskich dóbr kultury zagrabionych w czasie wojny, w ramach rewanżu wspaniałomyślnie zaoferował Niemcom miasto Szczecin – to, jak należy rozumieć, skradzione przez Polaków. Sugestia kradzieży stała się tak przytłaczająca, że nie zmieniła jej poczyniona później przez publicystę uwaga o wojennej kontrybucji, w ramach której miasto znalazło się w naszych granicach.
- No dobra, Wojtek - można by zapytać mundrola - a dlaczego tylko Szczecin? Czy na nim kończy się lista tak zwanych Ziem Odzyskanych? Oddaj wszystko na południowym zachodzie, zachodzie i północy, by wypełnić moralny nakaz zwrotu rzeczy skradzionych. Okrój Polskę z połowy jej terytoriów, a uspokoisz chrześcijańskie sumienie, bo to twoje, katolskie, widać nie obejmuje tragicznych reperkusji zaproponowanych przez ciebie pomysłów.
Kiedy przed laty usłyszałem tę wypowiedź, pomyślałem, że bosego przemądrzałego gamonia wymiecie wreszcie z polskich mediów już na dobre, a tu nie. Produkował się dalej. Podjął go Michał Rachoń w TVP, a później Paweł Lisicki, z którym bierze udział w internetowych rozmowach oraz na ostatniej stronie Do Rzeczy zamieszcza felietony w swoim starym dobrym stylu: że ludzie an block , z wyjątkiem jego i Trumpa, to głupki, że złodzieje i że wszyscy won, a na co dzień całuje amerykańskiego Donalda w dupę. Czy z wkładką mięsną, czyli językową, tego nie wiem, bo unikam podpatrywania szczegółów sytuacji krepujących.
Cejrowski jak czasem coś napisze, to nie wiadomo czy z niego jajcarz, czy zwykły idiota. Mnie wychodzi na to drugie i to mimo pewności siebie, którą objawia przy poruszaniu jakiegokolwiek tematu. Pisał więc kiedyś, że młodzi to głupki, bo wybierają na studiach dziedziny wiedzy, które nie zapewniają im w przyszłości wysokich zarobków. Naprawdę tak powiedział. Czyli co, jeśli w danym czasie intratnych jest pięć zawodów, wtedy nieuki i ,,uki”, uzdolnieni w danym kierunku czy nie, z natury pracowici i lenie - wszyscy jak jeden mąż, bez wyjątku, powinni studiować medycynę, prawo, informatykę i coś tam, coś tam, co zapewni dobre pobory/kasę/szmalec (w zależności od reprezentowanej kultury słowa niepotrzebne skreślić). No a tym samym dostatnie życie. Dobrze, a co z zainteresowaniami, co z marzeniami, co z uzdolnieniami lokowanymi w zawodach niskopłatnych? Albo czy osoba zajmująca się czymś, co zapewnia jej dobre pieniądze, będzie szczęśliwa robiąc coś innego, do czego nie ma powołania i co ją naprawdę nie interesuje? No i najważniejsze: Czy nasz bosy mundrol chciałby się leczyć w przypadku swojego poważnego schorzenia u osoby, której marzeniem było studiowanie, zgodnie z uzdolnieniami, inżynierii sanitarnej zamiast medycyny? Raczej wątpię. I dziękuję Bogu, że nie zetknął naszego Cypriana Kamila z jakimś Cejrowskim, bo ten już by mu wytłumaczył, żeby nie zajmował się jakąś durną, mało płatną poezją, bo umrze w nędzy.
Ale Cejrowski zdradzający polskie interesy i popisujący się jakimś karykaturalnym merkantylizmem nie wyczerpał jeszcze powodów do poznęcania się nad nim. W swoim felietonie zamieszczonym w ,,Do Rzeczy” przed dwoma tygodniami stwierdził, że przeciwnicy Trumpa może i chcieliby go krytykować, ale trudno im, bo podatki i ceny maleją, więc niby za co?
Skoro tak pan Cejrowski twierdzi, to warto zacytować raport z The Century Foundation, bezpartyjnego think tanku, opublikowny w lipcu tego roku. A tam stwierdza się, iż 61% Amerykanów uważa, że Trump pogorszył koszty utrzymania, 83% jest zaniepokojonych cenami artykułów spożywczych, a 79% cłami podnoszącymi ceny artykułów codziennego użytku. W tym samym miesiącu ceny mielonej wołowiny, bananów, kurczaka i energii elektrycznej odnotowane zostały na rekordowym poziomie.
I ja nie muszę o tym czytać, bo przynajmniej dwa razy w tygodniu robię zakupy i widzę niekiedy różnice w cenach tych samych produktów w przedziałach tydzień do tygodnia. Natomiast kupując benzynę odnotowuję, że jej cena, na punkcie której Amerykanie mają bzika i poniekąd słusznie, nie zmalała od czasów Bidena mimo szumnych przyrzeczeń obecnego prezydenta. I choć sam go popierałem i nadal popieram, głównie za zahamowanie ,,rewolucji” lewackiego łajdactwa, odchodzenie od idiotyzmów zielonych przemian, powrót do tradycyjnych źródeł produkcji energii i reindustrializację państwa, to w trakcie płacenia rachunków moja karta debetowa i książeczka czekowa dość skutecznie chłodzą mój entuzjazm.
A tak przy okazji to nie wiem, gdzie robi zakupy Wojciech Cejrowski. Może przywozi z wypadów do Polski wekowaną w słoikach żywność w ilości na cały kwartał niczym rdzenni mieszkańcy Warszawy i innych dużych miast. Lub mieszkając w Arizonie, zaspokaja swój głód zbieractwem, w tym skorpionów i grzechotników, które to ostanie są - jak zapewniał mnie kiedyś mój pracownik z południa - niezwykle smaczne. Hm, no nie wiem, rzecz gustu, ale na wszelki wypadek zapytajmy Cejrowskiego, może tym razem powie prawdę.
Opisałem tu wpadki i drobne przekłamania niezamierzone, powodowane głupotą lub niewiedzą – na ogół nieszkodliwe oraz kłamstwa wynikające z ignorancji wyższego rzędu lub nawet popełniane świadomie, związane z uprawianą propagandą, czego jako bywalcy Internetu możemy sami doświadczyć już na poziomie mediów społecznościowych. Jedne z nich kompromitują wyłącznie popełniających przypadkowe gafy i nieścisłości i nie mają przełożenia na życie społeczne lub polityczne państwa. Inne, czynione przez użytecznych idiotów lub dokonywane z premedytacją i niekiedy odpłatnie, w sposób zamierzony szkodzą krajowi i obywatelom, czego ci ostatni czasem nie są w stanie nawet ocenić. Mówią wtedy, że to głupol i machają ręką na znak, że szkoda komentować. A to czasem wcale nie głupol, tylko sprytny łobuz. I nie warto deliberować czy taki, czy siaki, łamać sobie tym łeb i tracić czas, a po prostu odebrać mu prawo publicznego głosu. W ramach dobrze rozumianego interesu nas wszystkich.


Komentarze
Pokaż komentarze (31)