kosmaty54 kosmaty54
150
BLOG

Do Pana Piotra Paciorka, redaktora naczelnego serwisu Salon24

kosmaty54 kosmaty54 Rozmaitości Obserwuj notkę 16

      Zacznę może, proszę Pana, od roku 2011, a więc od początku, kiedy to po raz pierwszy zarejestrowałem się w Salonie. A w zasadzie zrobiła to za mnie córka, stawiając ojca niejako przed faktem dokonanym, by zachęcić mnie do powrotu w stronę normalnego życia, choćby w wersji wirtualnej, czyli z poprawką na moje ówczesne możliwości. Bo po fatalnych przejściach zdrowotnych skazany zostałem głównie na pobyt w domu, zwłaszcza w pierwszym rocznym okresie rekonwalescencji, no i inwalidzką rentę. Nieważne. Prawda jest taka, że ponieważ miałem wcześniej wyjątkowo podłe doświadczenia w relacjach z rodakami na internetowych forach, więc obawiałem się powtórki z chamskiej rozrywki, która potrafi wciągnąć na tyle, że i mnie uczyniła równoprawnym partnerem szerzącego się tam prostactwa. Tak więc mimo że z obawami dałem się jednak skusić, bo osobę od lat piszącą ciągnie do kontaktu z czytelnikiem, nawet w Internecie, niczym wilka do lasu, no i tak to się zaczęło.

      A miało to miejsce w okresie kierowania Salonem prze jego twórcę Igora Janke i był to dobry czas, choć równość w traktowaniu piszących pan Igor stosował tak, jak ją rozumiał. No a że z polotem nie był za bardzo na ty, zaś z biznesowym oportunizmem i owszem, było jak było. Czyli jeśli na przykład niejaka RRK lub bloger… Zaraz, chyba mineta, dokładnie nie pamiętam – w każdym razie jestem blisko, no więc gdy obrażali mnie, nie spotykali się z reakcją ze strony cerberów Salonu, gdy natomiast ja skomentowałem ich wyczyny wypadałem z gry na trzy miesiące. A że człowiek to taki zwierz, który pogodzi się nawet z ciężkim prawem oraz karzącą ręką tyrana, za to nigdy nie zaakceptuje niezrozumiałego bezhołowia, więc nauczyłem się z tym żyć, widząc w okresie Igora Janke złoty czas Salonu – w relacji do, rzecz jasna.

     Nic jednak nie trwa wiecznie i schedę po odejściu szefa przejęła jego żona, Bogna. Przy czym pani Bogna miała trzy główne wady, których nie aprobuje się na kierowniczych stanowiskach: złośliwość, pamiętliwość oraz coś takiego - trudno to określić, co na przykład nakazywało jej najpierw pisać, choć mogła tego ludziom oszczędzić, aby dopiero później… No tak, również później tego, co napisała poprzednio, nie próbowała przemyśleć. I te trzy wady, znaczy złośliwość, pamiętliwość i coś, co szukając berdzoej neutralnego określenia nazwwałbym rozgardiaszem intelektualnym dały mi się we znaki, tym bardziej że ponownie mnie zawieszono – do dziś nie wiem za co. Natomiast pani Bogna została rzucona przez pisowską władzę, która rzekomo dbała o fachowość kadr, na odcinek dialogu społecznego w pałacu prezydenckim, co przy jej możliwościach źle wróżyło dialogowi. Później zaś przerzucono ją na zasłużoną ambasadorską placówkę w Brazylii, czego nie chciałbym komentować, bo zaraz zostanie to usunięte.

      Po okresie zarządzania Salonem przez małżonków przyszedł czas Sławomira Jastrzębowskiego, który w progi zakupionej przez siebie platformy blogowej przybył razem z Panem. I był to początek końca Salonu, czyli czas jego zmierzchu. Jastrzębowski to taki typ, który nawet z najpoważniejszego tematu musi sobie zrobić przysłowiowe jaja, wykrzesując z niego nieistniejące tam iskry humoru. No po prostu nie potrafi inaczej. A że wymyślanie tych nie zawsze świeżych jaj zabiera mu czas, podobnie jak parcie na szkło (osobiście uważam, że powinien szybę od dawnego telewizora mieć na stałe przyklejoną do czoła, nawet we śnie, by nic nie uronić z autopromocji), panu – tak podejrzewam – zlecił absolutne, niekwestionowane i niekontrolowane zarządzanie Salonem, z dodatkiem wiadra całkowitego zaufania.

      I to wtedy właśnie, Panie Paciorek, najpierw mnie Pan bez żadnego powodu zawiesił, a następnie zlikwidował moje konto, wyrzucając na śmietnik trzysta kilkadziesiąt felietonów, które w Salonie zamieściłem, nie przewidując nawet, że coś takiego może mnie spotkać. Za nic. No cóż, nie znałem wcześniej ludzi Pańskiego pokroju, więc dał o sobie znak brak doświadczenia.

      I tu należy się pewna uwaga. Otóż za państwa Janke wszystko było zgodne z zasadami… No powiedzmy, że demokracji, a w każdym razie z ustalonymi pryncypiami współżycia społecznego, w tym konkretnym przypadku koniecznością uzasadnienia każdej wymierzonej kary. Wtedy zawieszony miał prawo dowiedzieć się, za co spotkało go czasowe wykluczenie. Gdy pisałem do redakcji, ktoś odpowiadał mi, że w związku z takim to a takim komentarzem, który cytowano, postanowiono zawiesić mnie na okres na przykład miesiąca lub trzech. No nie byłem zadowolony, na pewno, jednak przynajmniej przekonano mnie, że jestem salonowym bytem posiadającym swoje prawa, a nie tylko bliżej nieokreślone obowiązki. Ten dobry zwyczaj zaczął się psuć już za pani Bogny,  natomiast pan, Panie Paciorek, udowodnił mi, że jestem nikim, zerem, które bezkarnie, w ramach widzimisię, można potraktować z kopa, w tym nawet na ryj, bez podania przyczyny zawiesić, usunąć i zamknąć tym sprawę. Pisałem do redakcji, adresowałem bezpośrednio do Pana i Jastrzębowskiego przynajmniej kilkanaście listów, nigdy nie otrzymując odpowiedzi. Mógłbym Panu powiedzieć, skąd wzięły się w społeczeństwie polskim te ohydne praktyki zamordyzmu i poniżania innych, przejawiające się wśród ludzi choćby z garstką uchwyconej byle jakiej władzy, ale nie sądzę, żeby był Pan z tego zadowolony, bo zaszłość może być niekiedy wstydliwa. 

      Aż nadszedł czas zmroku, czyli kolejna zmiana właściciela, z Jastrzębowskiego na Peńske, dokonana w ramach paktu łysych, jednak ponownie z Panem w roli naczelnego. I to, co od kilku miesięcy wyprawia się pod Pana zarządem w Salonie woła o pomstę – niekoniecznie do nieba, po prostu gdzieś tam. Bo sprowadził Pan platformę blogową do poziomu cenzorskiego chlewu, mylnie nawet początkowo przeze mnie określanego mianem Mysiej 2. Hm, widzi pan, za komuny na Mysiej nie pracował byle kto. To byli ludzie, co trzeba przyznać, bardzo inteligentni, często znający potrzebne w ich pracy języki obce, mający precyzyjnie określone zadania, w tym obowiązki odnośnie ingerencji w teksty czy filmy, a samowolka oparta na osobistych sympatiach czy antypatiach była nie do pomyślenia. Piszę o tym, bo gdy wycinane są komentarze bez żadnego uzasadnionego powodu – notabene nie tylko moje - to mam wrażenie, że być może to personalne animozje o tym decydują. No na przykład, by nie być gołosłownym, zapytam, a Pan może odpowie, co było karygodnego w moim wczorajszym tekście, że wycięto go – na dodatek pod moją notką – dwukrotnie. Oto on:

      ,, Jeśli uważasz, że nowy właściciel TVN pozwoli sobie na zmianę profilu politycznego stacji o 180 stopni oraz cięcia personalne, czyli będzie majstrował nożem przy szyi kury znoszącej mu złote jaja, to jesteś w błędzie.

      Natomiast zakładając, że masz rację szloch i lamenty będzie można usłyszeć, ale z Republiki i wPolsce24.”

      Jest Pan w stanie uzasadnić konieczność dwukrotnego wycięcia tego komentarza? No a mam prawo pytać, bo pozostały tam adnotacje o usunięciu go przez administrację salonu, czyli przez pana, Panie Paciorek. Adresata więc nie pomyliłem. Nawet algorytm by tego nie zrobił, podobnie jak w innym przypadku, gdzie wypisywałem ceny paliw na stacjach w moim stanie i również komentarz dwukrotnie zlikwidowano. To co, może ktoś z cenzorów mnie nie lubi, a może ceny benzyny wydały się komuś mocno podejrzane? Ewentualnie uznano je za hejterskie, jak mawiają polscy ciemniacy zachłyśnięci wybiórczo poznaną angielszczyzną albo - odwołując się znów do mowy plebsu - fejkowe? Co Pan na to jako naczelny mi odpowie?

      Bo widzi Pan, tutejsze rozmowy zaczynają przypominać dyskusje z czasów stanu wojennego, gdzie rząd mówił do społeczeństwa głosem publikatorów, zaś społeczeństwo milczało, bo miało zamknięte usta. Gdy natomiast chciało je otworzyć z pomocą samizdatów czy prymitywnych radiostacji, to ,,administracja je usuwała”. Aluzję pan zrozumiał, prawda?

      I niech nie stara się Pan mnie przekonać, że jak mi się nie podoba, to mogę zrezygnować z blogu. Bo ja, tak jak każdy inny członek salonowej społeczności, mam formalne przyzwolenie nie od Pana, ale ustroju, demokratycznego zresztą, bycia jej częścią dopóty, dopóki nie naruszam w sposób drastyczny ustalonych dla niej obowiązków. A nie naruszam, gdy pytam Pana o moje prawa – to chyba oczywiste. I gdy znów usunie Pan moją notkę lub moje konto jak przed kilku laty, nie mając ku temu jakichkolwiek powodów, zmienię adresata moich pytań. A dlaczego? Bo mogę. Proszę również nie zapominać, że to nie tylko wy, administratorzy jesteście dla nas, ale i odwrotnie – bez nas nie byłoby z czego wypłacać wam poborów. Zatem apeluję: Szanujmy się nawzajem!

       A na koniec taka historyjka przypominająca do złudzenia rozmowy pod notkami, gdzie jeden mówi, a drugiemu zamyka się usta. Otóż jest takie polskie przysłowie: ,,Gadał dziad do obrazu, a obraz do niego ani razu”. I teraz dopiero rozumiem powód upokorzenia obrazu, którego komentarze skierowane do dziada również musiały być ,,usuwane przez administrację Salonu”.

P.S.

Coś jeszcze Panu zacytuję i myślę, że wie Pan, kto to napisał:

,, Jako człowiek mediów byłem dumny, że w moim kraju mogę (odpowiedzialnie) powiedzieć i napisać co chcę.”

I my również chcielibyśmy być dumni, my również…

Życzę Panu zdrowia, zaś nam, blogerom, wprowadzenia przez Pana zmian w zarządzaniu Salonem. Pozytywnych rzecz jasna.

                                                                                                                                       kosmaty


kosmaty54
O mnie kosmaty54

świat przestał mnie dziwić

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Rozmaitości