kosmaty54 kosmaty54
132
BLOG

Wafelek numer dwa, czyli batonik Donalda Tuska

kosmaty54 kosmaty54 Polityka Obserwuj notkę 7
Jeśli wcale niezgłodniali Eskimosi potrafili skonsumować podarowane im mydło, to Prince Polo może się jawić istotnym krokiem naprzód w zakresie ubogacania diety ludów Północy

      Jakże łatwo nawiązać dobre stosunki z przywódcami innych państw. Zwłaszcza gdy te stają się kontynuacją wielowiekowych związków historycznych nacechowanych wzajemną sympatią. Albo bez sympatii, za to w przypadku dobrze rozwiniętych stosunków handlowych. Ewentualnie jednych i drugich, za którymi podążają ożywione kontakty kulturalne. Oczywiście i zepsuć łatwo, ba, na pewno łatwiej niż później naprawić, na przykład udając, że strzela się prezydentowi światowego mocarstwa w plecy.

image

Tu już trzeba mieć nie tyle nawet doświadczenie, co być członkiem pewnej narodowej społeczności, która w skali masowej przećwiczyła ten rodzaj zachowań. Rzecz jasna w formie czynnej a nie biernej – bądźmy precyzyjni.

image


image

Wtedy można  z całą pewnością uznać, że strzelanie komuś w plecy ma się w genach - tuż obok innych naleciałości  otrzymanych w spadku po Goethem czy Wagnerze, nie zapominając przy tym i o wrodzonej schedzie  po wesołej i jakże pomysłowej ferajnie z Wannsee. 

      Zostawmy jednak na boku rozważania o psuciu relacji międzypaństwowych, spowodowanych głupotą lub polityczną dyspozycyjnością i zajmijmy się ich nawiązywaniem, poczynając od serdecznych przyjaźni osób ze świecznika władzy. 

      Oto okazuje się, że Donald Tusk, który - co wynikało z układu dłoni – potrafił jednym strzałem zablokować relacje swego rządu z dyplomacją kraju, od którego zależy polskie bezpieczeństwo, wie również jak zadziałać w drugą stronę. Innymi słowy mówiąc jest w stanie kogoś oczarować i zjednać, trafiając mu przez żołądek do serca, i to tak chłodnego, jak serce z Reykjaviku. A rzecz miała miejsce na niedawnej konferencji prasowej, zorganizowanej z okazji wizyty w Polsce pani premier Islandii Kristrun Frostadottir, w trakcie której Donald Tusk podarował szefowej wyspiarskiego kraju batonik Prince Polo. Podobno polski produkt jest popularny i lubiany w Islandii, co nie dziwi, bo jeśli na co dzień jada się ryby, te, no… ryby i jeszcze raz ryby, a od czasu do czasu kozy, owce i skrzydlate maskonury, które założyły swoją własną hodowlę na wyspie, to Prince Polo choć światowym przysmakiem nie jest, może być jednak całkiem mile przeżuwany i przełykany, o kolejnych równie fajnych etapach fizjologicznego procesu trawienia nie wspominając. Zresztą jeśli wcale niezgłodniali Eskimosi potrafili skonsumować podarowane im mydło, to Prince Polo może się jawić istotnym krokiem naprzód w zakresie ubogacania diety ludów Północy
 
      Pani Frastadottir była szczerze wzruszona, choć swoją wypowiedzią wprawiła w zakłopotanie polskich gospodarzy. Stwierdziła bowiem, że najbardziej ucieszy się z podarunku jej ojciec, który podobno polskie łakocie uwielbia. Oczywiście choć wiadomo, że dziura w polskim budżecie nie pozwala na rozrzutność i dlatego batonik kupiono tylko jeden, to tym samym zmuszono gościa do dokonania trudnego wyboru i ostatecznego scedowania przysmaku na rzecz szanownego ojczulka. Gdyby na miejscu był chociaż znany z hojności europoseł Lewandowski, który wypraszał w samolocie LOT-u darmowe wafelki, aby przekazać je później ukraińskim dzieciom, niezręczności udałoby się pewnie uniknąć. Wiadomo skądinąd, że Lewandowski, który na sumieniu – o ile takowe posiada - nosi złodziejską prywatyzację, zaś po każdej podróży po kieszeniach kilka Prince Polo lub popularnych Grześków, na prośbę premiera chętnie podzieliłby się łupem i islandzka premier nie musiałaby obejść się smakiem.

      Sprawa batonika może mieć jednak znacznie poważniejsze konsekwencje. No bo skoro Donald Tusk powiedział, że byłby szczęśliwy, gdyby niezrzeszona w Unii Islandia stała się formalnym członkiem europejskiej rodziny, to perspektywa jednego batonika, na który stać Polskę po dwudziestu latach członkostwa w UE, zachęcająca dla innych naiwnych poszukiwaczy brukselskiej niewoli nie jest. Tym bardziej że bądź co bądź jako kraj Wedla, Goplany, Olzy czy Wawelu powinniśmy zaoferować więcej. Czy zatem pani premier Kristrun Frostadottir przez myśl nie przeszła hiobowa wizja, jak już po uzyskaniu przez jej kraj członkostwa UE przyjmuje Donalda Tuska w Reykjaviku i stać ją na obdarowanie go uchem od śledzia ewentualnie suszoną płetwą dorsza, bo w wodach Islandii ryb po zjednoczeniu zabrakło? I jak to ucho od śledzia, razem z workiem ziemniaków, polski premier przekazuje później na rzecz jakiegoś domu opieki społecznej?

      Jedno jest jednak pewne: Donald Tusk potrafi zatkać dziurę w stosunkach międzynarodowych. Zresztą nie tylko dyplomatyczną, bo i w budżecie też: a to nowymi podatkami, a to wydłużeniem wieku emerytalnego czy skradzionymi społeczeństwu funduszami OFE. No i obecnie, zaraz po zamrożeniu relacji z Waszyngtonem, nie zaniedbując z nakazu Berlina dalszych działań w kierunku ich ostatecznego domrożenia, szybko wypełnił dyplomatyczną lukę, zapychając ją batonikiem i budowanymi relacjami z Islandią. A to ważne, ba, nawet bardzo ważne, zwłaszcza dla polskiego bezpieczeństwa. Tuż bowiem przed zapowiadanym do znudzenia wybuchem konfliktu pomiędzy Wschodem a Zachodem, czyli wojny z Rosją, która de facto nie ma sił do jej zakrojonego na szeroką skalę prowadzenia, w ramach powtórki z rozrywki opracujemy Plan ,,Pekin 2”, przerzucając polskie bałtyckie samowary - różne tam takie Mieczniki i Orki - które na Bałtyku byłyby natychmiast zniszczone, do bazy na dalekiej islandzkiej północy. Niech symbole decyzyjnej głupoty i pychy oraz dumy admiralicji morskiego kraju nad rozlewiskiem służą dobrze wraz z naszymi marynarzami zachodnim sojusznikom na obcych wodach.
 
      Jak zawsze zresztą, jak zawsze…

kosmaty54
O mnie kosmaty54

świat przestał mnie dziwić

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka