43 obserwujących
207 notek
348k odsłon
1376 odsłon

Miało być tak, a jest inaczej…

Wykop Skomentuj54

Niczym Sybir – niczym knuty I cielesnych tortur król! Lecz narodu duch otruty – To dopiero bólów ból!
 Zygmunt Krasiński


Doskonale wiedziałem, co miał na myśli Jarosław Kaczyński, gdy wieczorem 13-go października, w reakcji na pierwsze liczby szacujące dokładny wynik wyborów, wyraził satysfakcję ze zwycięstwa i bez entuzjazmu dodał: „zasługujemy na więcej”. Właśnie to „więcej”, na które J. Kaczyński osobiście zasługiwał wraz z całą Zjednoczoną Prawicą ująłem w prognozie wyników, którą przedstawiłem 25 sierpnia i powtórzyłem w notce tuż przed wyborami. To była prognoza, jak według mnie powinno być, a uznałem to za realistycznie osiągalne przy założeniu, że większość Polaków mimo wszystko troszczy się o Polskę.     

Oto ważny fragment z mojej wcześniejszej notki:        
….Otóż, nie przeprowadziłem żadnych badań, nikomu nie zadawałem pytań, do nikogo nie skierowałem żadnej ankiety, do nikogo nie telefonowałem. Usiadłem w fotelu, pogrążyłem się w myślach i rozważyłem wszystkie dostępne mi przesłanki, informacje, własne obserwacje i doświadczenia, by przewidzieć wyniki wyborów parlamentarnych 13 października 2019. Co się będę cackał, wszak najważniejsza prognoza wyników musi dotyczyć tego właśnie terminu, a nie innych dni, w których można się wymawiać, że chodzi tylko o „trendy”.

Wyszło mi tak:                                A było tak:
PiS         -          55(5)%                            43.59%
KO          -         15(4)%                             27.40%
+SLD      -            7(3)%                            12.56%
+PSL      -            5(2)%                              8.55%
Konfederacja-  4(2)%                                 6.81%
Inne      -            14%
Frekwencja:    68(5)%              
                61.74%
Błędy podane w nawiasach nie są błędami statystycznymi, a są oszacowaną niepewnością wydedukowanych wyników.
Na 50 dni przed wyborami taką przedstawiam prognozę i zalecam wizytę na moim blogu, gdy rzeczywiste wyniki będą już dostępne.
……
Ogłoszone przez PKW wyniki są mocno odmienne od moich prognoz, ale jeśli ktoś dzisiaj nazywa je „przeszacowanymi sondażami”, to mogę się tylko zdziwić, że rzucił okiem na podane liczby, a tekstu nie przeczytał. Z pewnością nie przeczytał przytoczonego wyżej opisu „metodologii”, na której oparłem swoje przewidywania, a zwłaszcza opisu tej najważniejszej czynności, gdy „usiadłem w fotelu i pogrążyłem się w myślach”. Sądziłem, że ten opis powinien wystarczyć, by prognozę uznać za mój wniosek, że tak powinno być, jeśli grono Polaków obarczonych genem autodestrukcji nie jest już tak liczne, jak dawniej było.
    Mogę teraz szerzej opowiedzieć, o czym myślałem siedząc w wygodnym fotelu. Myślałem o Jarosławie Kaczyńskim i o jego wieloletniej walce, by uratować Polskę. W labiryncie politycznych zmagań przed 2005 rokiem nie było do końca jasne, jakie są jego prawdziwe intencje i plany. Polityczna gra, która ma doprowadzić do osiągnięcia skuteczności bywa często bardzo niejasna dla tych, którzy obserwują politykę z daleka, lub uczestniczą w niej na obrzeżach. Zatem pomysł o możliwej współpracy PiS z PO wydawał mi się na tyle karkołomny, że wszelkie dobro, jakie miałby przynieść wydawało się nie tylko nieosiągalne, ale na podstawie wiedzy dyktowanej przeszłością, po prostu niemożliwe. Teraz sądzę, że wygrał wybory w 2005 roku właśnie dlatego, że przeciwnicy władający pełnym monopolem mediów, trochę odpuścili ataki licząc na perspektywę POPiS. Tymczasem Lech Kaczyński wygrał wybory prezydenckie, a Jarosław wybory parlamentarne i zdołał bez PO utworzyć rząd. W tym momencie wszystkie moje wątpliwości ustąpiły, bo czyny stały się jaskrawo widoczne, a wzrastająca agresja przeciwników dowodziła, że to wszystko jest na poważnie.
Potem było wiele wydarzeń, ataków, szyderstw i niewyobrażalnej agresji zwieńczonej zbrodnią smoleńską. Nie ma potrzeby, by przypominać ten bieg wypadków i złowieszczą atmosferę odsłaniającą potencjał nieprawości przeciwników Kaczyńskiego, a w istocie wrogów Polski. Teraz polityk Jarosław Kaczyński jawi się jako gigant i mąż stanu, który to wszystko wytrzymał, bo wszystko co się dało, przemyślał i niewiele mogło go zaskoczyć. Znał siłę przeciwnika, ale rozpoznał też znaki czasu i uwierzył w moc ducha. Od 2015 Polska zaczęła się odradzać i to w tempie trudnym wcześniej do wyobrażenia. Naród wstał z kolan i poczuł powiew prawdziwej wolności.
Cztery lata rządu dobrej zmiany zmieniło Polskę, a plan na przyszłość został starannie wytyczony. Każdy, kto mógł wysłuchać całego cyklu wystąpień Kaczyńskiego na kolejnych konwencjach wyborczych PiS starannie tak rozlokowanych w całej Polsce, by nie uronić żadnego regionu, doskonale mógł dostrzec, że lider jest niepospolity, nadto otoczony przez grono lojalnych współpracowników, często młodych ludzi dojrzewających w najlepszej szkole do ważnych ról politycznych.
Tak więc wszystko to sobie przemyślałem, wiedząc, że wielu Polaków też  podobnie sprawy widzi i odbiera je z satysfakcją. Pojawiła się też inna myśl. Przecież przez całe ostatnie cztery lata widzieliśmy niesamowite wysiłki rządzących, przyjmowaliśmy z satysfakcją ich sukcesy, ale byliśmy też świadkami ciągłych ataków tych, którym nie spodobało się, że Polska się odradza i kończy się czas, w którym mogli bezkarnie czerpać niezasłużone korzyści. To były niesamowite ataki spełniające wcześniej wyartykułowaną groźbę totalnej opozycji – „ulica i zagranica”. Były ataki w parlamencie, na ulicach w licznych marszach, paradach i demonstracjach, było szarganie świętości, prowokacje i bluźnierstwa, zakłócanie uroczystości, wreszcie ciągły potępieńczy jazgot w mediach. Zwolennicy dobrej zmiany w zasadzie nigdy nie dali adekwatnej odpowiedzi na te ataki, żadnego mocnego sygnału wsparcia, czy aprobaty dla rządu. Widziałem taką aprobatę, wyrażoną w kulturalny i spokojny sposób dopiero podczas kampanii wyborczej. Spotkania polityków Zjednoczonej Prawicy ze swoimi wyborcami w terenie musiały dostarczać przyjemności i satysfakcji, a to zwiastowało przełom w wyborach, które także ja uznałem za najważniejsze po 1989 roku. Dlatego ostatnia myśl, po której już wstałem z fotela i przeniosłem się do komputera, wyłoniła wizję tego, co powinno się stać i taką zapisałem w mojej prognozie.
Jarosław Kaczyński zasługiwał na to. Także cała Zjednoczona Prawica na to zasługiwała, a już najbardziej potrzebne to było Polsce. Jednak stało się inaczej, ale moje rozczarowanie nie jest takich rozmiarów, jak to dawniej bywało. Dobra zmiana ma wszelkie moce potrzebne do dalszego przetrwania, choć wielu Polaków nie skorzystało z okazji, by ułatwić rządzącym zadanie. Gdyby w tych wyborach totalna opozycja dostała mocno w łeb, miałoby to zbawienne skutki dla całej Polski. Ludzie gorszego sortu zaczęliby się zmieniać, wszystkie niezbędne reformy byłyby łatwiej wdrażane, pojawiłyby się sprawiedliwe sądy, Polska rozwijałaby się jeszcze płynniej, a wrogowie z zagranicy musieliby spuścić z tonu. Zmarnowano szansę i choć PiS wygrał, dzisiejszy skład parlamentu jest w znacznej mierze tak kompromitujący, że nie da się myśleć pozytywnie o pewnych grupach wyborców.
Nie sądziłem, że odrodzenie narodu potrwa tak długo, mimo że w Polsce zjawiska społeczne i polityczne mają już znaczną przejrzystość. Nie wiem, kim są Polacy mieszczący się w grupie 38% tych, którzy nie uczestniczyli w wyborach, ale 50% spośród tych, którzy poszli do urn, to ludzie, których duch zatruty wciąż jest naszym bólem. Na to na razie nie ma skutecznego lekarstwa, bo jak wytłumaczyć Jandzie, której się wydaje, że ktoś sra na jej głowę. Czy kiedykolwiek dotrze d niej i do jej komedianckich kompanów, że jest odwrotnie, że właśnie oni srają na głowy umysłów poczciwych i nawet polskich rzek nie oszczędzają.              

      

Wykop Skomentuj54
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka