Zostaw za sobą piękna ślady...
Szczęście to codzienne odczuwanie własnego wolnego istnienia
157 obserwujących
1806 notek
1399k odsłon
  583   0

Czy M. Morawiecki winien ustąpić ze stanowiska premiera?

Szanowny Michał Karnowski na portalu wpolityce.pl przedstawił krótką analizę problemów związanych z naszym KPO i wskazał m.in. na pięć kroków, które należy podjąć, aby w końcu otrzymać te pieniądze i osiągnąć w tej sprawie porozumienie z Solidarną Polską [1].

Wpierw jednak stara się pokazać, że obecny wewnątrzrządowy klincz w sprawie KPO wynika z upartego w tej sprawie patrzenia wyłącznie wstecz. "Czy należało w to wchodzić? Kto miał rację przed lipcowym szczytem UE w 2020 roku, a kto co zrobił na grudniowym. Kto przestrzegał, kto dostrzegał szanse". I stwierdza, że dziś, u progu roku wyborczego takie patrzenie wstecz nie ma dziś sensu i trzeba iść do przodu. "Ten ping pong pomiędzy koalicjantami, a także prezydentem, te dąsy, ta twitterowa komunikacja, wszystkie te podszczypywanki, są dla wyborców (często płacących w swoich środowiskach dużą cenę za popieranie ZP) niezrozumiałe, odbierane jako brak odpowiedzialności.

Rozumiem, że reforma wymiaru sprawiedliwości to ważny cel dla obozu. Ale spójrzmy prawdzie w oczy: co się udało, to udało. Co zablokowano, to zablokowano. Ten front i tak jest zamrożony. Uważam, że tkwienie w tym grzęzawisku szkodzi także Solidarnej Polsce. Także i ona staje się partią tego jednego tematu, a wielkie sukcesy w walce z przemocą domową, nie płacącymi alimenty, pracy dla więźniów, pomocy ofiarom przestępstw na tym tle nie wybrzmiewają".

Pan M. Karnowski uważa, że jednak z tego klinczu można wyjść i że "wystarczy rozejrzeć się wokół i dostrzec, że obóz rządzący ma możliwości wbudowania w ewentualny kompromis zabezpieczeń które oddalą kluczowe obawy wszystkich uczestników procesu". Proponuje zatem pięć kroków, które mogą doprowadzić do kompromisu w tej sprawie:

1. Wszystkie strony mogą uznać iż pozostają przy swoich zdaniach co do sensowności KPO, ostatecznego kosztu grantów i pożyczek, opłacalności dla Polski. Kompromis polegający na uznaniu politycznej konieczności zamknięcia tego tematu, nie musi znosić prawa do wyrażania krytycznych opinii.

2. Wprowadzenie na forum koalicji bezpieczników, które by oddalały niepokoje iż zgoda na KPO jest zgodą na kolejne takie programy. Koalicjanci mogą się umówić, że wejście w kolejny taki projekt unijny (a w Brukseli się o nich myśli), będzie wymagało przedstawienia precyzyjnych założeń na piśmie i wspólnej zgody partnerów politycznych. Tak działają mądrzy politycy: przede wszystkim wyciągają wniosku na przyszłość.

3. Uzgodnienie przez koalicjantów i prezydenta, że np. po pół roku od uchwalenia ustawy lub jej wejścia w życie zostanie dokonana analiza jej funkcjonowania. Jeżeli okaże się, że faktycznie jest ona źródłem wielkiego chaosu prawnego, że jej skutkiem są próby podważania kompetencji prezydenta, to większość parlamentarna będzie mogła zareagować. Jak już kiedyś napisałem: co ustawą wprowadzono, ustawą można wycofać. Mamy też w tle ważny wyrok TSUE (o zakazie podważania jednego sędziego przez drugiego) oraz wyroki polskiego Trybunału Konstytucyjnego.

4. Uzgodnienie, iż jeżeli tym razem Komisja Europejska znowu oszuka, to koalicja rządząca także dokona sensowności funkcjonowania w polskim systemie prawnym mechanizmów wprowadzonych w ramach szukania kompromisu z Brukselą.

5. Wyciągnięcie wniosków z przeszłości. Partie koalicji rządzącej, przy współpracy z prezydentem, winny wspólnie rozpocząć prace nad możliwymi w tych warunkach, a koniecznymi przecież, dalszymi reformami wymiaru sprawiedliwości, do podjęcia w ewentualnej trzeciej kadencji.

Nie będę wnikał czy te pięć kroków do osiągnięcia kompromisu w Zjednoczonej Prawicy jest trafnych i czy faktycznie ich realizacja przyniesie ów kompromis.

Natomiast nie mogę się zgodzić z pierwotną tezą autora mówiącą, że trzeba zapomnieć o przeszłości i iść do przodu. Tak się po prostu nie da i jeżelibyśmy teraz przeszłość dotyczącą porozumień w sprawie FO (i naszego KPO) odgrodzili "grubą kreską" to uznalibyśmy, że tak naprawdę nikt nie popełnił żadnych błędów i nikt za nie nie poniesie konsekwencji. A przecież tak nie jest.

Trzeba bowiem w końcu jasno powiedzieć: polscy negocjatorzy podczas budżetowych rozmów na szczeblu unijnym w lipcu i grudniu 2020 roku wykazali się całkowitą naiwnością. Zarówno premier M. Morawiecki jak i K. Szymański podpisali wszystko co KE i cała UE im zaproponowała. Naprawdę wszystko. I podatki unijne, i uwspólnotowienie długów oraz nieszczęsną warunkowość otrzymywania funduszy z unijnego Funduszu Odbudowy (FO) na podstawie którego powstał nasz Krajowy Plan Odbudowy (KPO). Nawet nie wiedzieliśmy co tak naprawdę podpisujemy, bo okazało się, że tych warunków ("kamieni milowych") nie jest tylko 3-4 związanych z praworządnością i systemem sądownictwa w Polsce, ale prawie 200 i to bardzo mocno uszczuplających naszą suwerenność [2].

Lubię to! Skomentuj61 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka