Blog
Księga Honoru
Momotoro
Momotoro Różnomyślni, ale jednogłośni.
17 obserwujących 441 notek 174293 odsłony
Momotoro, 14 marca 2018 r.

Smoleńsk z perspektywy 8 lat. Rozmowa z Chrisem Cieszewskim - cz. 2

1946 56 2 A A A

Jak był odbiór Pana wyników badań? Jak były on komentowane, przyjmowane? Czy były one traktowane jak coś normalnego, czy coś osobliwego?

Trudno mi powiedzieć, co myślą ludzie, jeśli mi o tym sami nie powiedzą. W tym, co osobiście mi powiedzieli, nie było na ogół istotnych zastrzeżeń z wyjątkiem pozycji brzozy przy porównywaniu zmian przestrzenno-czasowych na działce Bodina. Poza tym było sporo innych pytań, pewnych niejasności, które wyjaśniałem na bieżąco. Na przykład były pytania dotyczące wyznaczania parametrów drewna, takich jak gęstość, wytrzymałość na zginanie, itp. Ich sens dotyczył praktycznego wyznaczania i stosowania, w szczególności w odniesieniu do danych zawartych w literaturze (dane tablicowe).

Na przykład, ciekawą obserwacją jest to, że właściwości mokrej brzozy są równoważne z właściwościami suchej sosny. Mokra brzoza i mokra sosna mają różne właściwości. Mokra brzoza ma większą wytrzymałość niż mokra sosna, ale mniejszą niż sucha brzoza. Sucha brzoza ma również większą wytrzymałość niż sucha sosna. Jednakże mokra brzoza ma podobne parametry do suchej sosny. Mówię tutaj nie o sosnach polskich (Pinus silvestris), a tzw. żółtych sosnach w południowej części USA, tzw. Southern Yellow Pines (Pinus ponderosa, itp.), które mają lepsze właściwości niż polskie sosny. Powód, dlaczego przyjąłem parametry suchej sosny w miejsce mokrej brzozy, był taki, że dla brzozy jest mało publicznie dostępnych wyników badań wytrzymałościowych, bo brzoza nie jest wykorzystywana, np. na słupy. Natomiast dla sosny jest w literaturze niezliczona ilość badań i eksperymentów. To pozwoliło na sformułowanie wielu wniosków, które opisane są w moich artykułach.

Jeden z moich kolegów, który pracuje w leśnictwie, zadzwonił do mnie zaraz po moim referacie z zastrzeżeniem, że to była brzoza, a nie sosna. W momencie, gdy mu wyjaśniłem, że chodzi o stojącą brzozę (mokre drewno) i stojący słup sosnowy (suche drewno) zgodził się ze mną, że było to sensowne użycie danych. To był przykład chyba najbardziej krytycznego zastrzeżenia, jakie słyszałem.

Wśród wielu moich referatów pojawił się też ten słynny przypadek zdjęć satelitarnych złamanej brzozy. Chodziło o to, czy zdjęcia pokazywały, że brzoza była złamana przed 10 kwietnia czy też nie. Sednem prezentacji z 2013 roku na ten temat, która dostępna jest na stronie Konferencji, jest to, że istnieje wiele przesłanek, z których każda osobno pozwala odrzucić stwierdzenie, że brzoza mogła być złamana przez samolot 10 kwietnia.

Najpoważniejszą z nich był brak widocznych soków. Soki takie były widoczne na zdjęciach innych złamanych w tym dniu drzew, co również zostało zamieszczone w mojej prezentacji. Wygłaszając tę prelekcję, nie wiedziałem jeszcze, że 10 kwietnia 2010 r. sezon zbierania soków był w pełni, co było udokumentowane na rosyjskim blogu zbieraczy soków na stronie Smoleńska. Były tam relacje mieszkańców zbierających soki brzozowe w dniu 10 kwietnia.

Drugą przesłanką była mechanika złamania. Przy takiej prędkości skrzydło samolotu musiałoby ściąć drzewo, a tymczasem było ono złamane.

Podsumowując, stwierdziłem w tej prelekcji, że złamanie brzozy przez samolot to jest "red herring", czyli bzdura. Następnie stwierdziłem, że warto popatrzeć na zdjęcia satelitarne, czy wykazują one istotne zmiany po katastrofie. Zdjęcia z 5 i 10 kwietnia pokazywały, że sceneria się praktycznie nie zmieniła. Nie wchodząc w szczegóły, można powiedzieć, jak to się mówi po angielsku - "it's either here or there", czyli wszystko jedno, gdzie brzoza była, w jakim miejscu, bo to, czy ta biała plama, który się nie zmieniła między 5 a 10 kwietnia, była brzozą czy śmieciami (jeśli były to śmieci, to pęd gorących gazów by je zdmuchnął, a nie zrobił tego), nie zmienia sedna wniosku, że albo nie mogło być złamania brzozy przez ten samolot, bo już była złamana wcześniej, albo samolot nie mógł przelecieć wystarczająco nisko nad tą działką, aby mógł złamać tę brzozę.

To czepianie się nieistotnych elementów i naśmiewanie się z nich, jest ilustracją patologii publicznych debat w Polsce. Trochę przypomina to rozmowę z dzieckiem z autyzmem. Rozwija się jakąś myśl lub opowiada sekwencję zdarzeń, a dziecko nagle dostaje ataku i zaczyna czepiać się jednego słówka i robi scenę na temat tego słówka. Wyśmiewa je, wytyka, powtarza to słówko w przód i w tył, przez co nie daje kontynuować opowiadania, czy rozmowy. Tak też nie ma i nie może być dyskusji ani nawet trzymania się wątku myślenia w kulturze pełnej takiego nastawienia.

Dla mnie te przesłanki wskazują, że prawdopodobieństwo złamania brzozy przez skrzydło samolotu jest bliskie zeru. Zdarzają się cuda, czasami podwójne. Tutaj potrzeba byłoby ich kilka na raz, w co nie wierzę.

Opublikowano: 14.03.2018 21:11.
Autor: Momotoro
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Najcześciej mówią mi Wodek. Nie jest to błąd, że nie napisałem "ł". Trudno inaczej zdrobnić imię Wodzisław:). Urodziłem się kilka dni przed zakończeniem stanu wojennego. Z lat 80' nic szczególnego nie pamiętam, a z 90' szkołę podstawową i kawałek technikum. Dojrzewanie i studia to już poprzednia dekada. Po 10 kwietnia 2010 roku zmieniło się bardzo wiele nie tylko do okoła mnie, ale także i we mnie.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Dziękuję:) Proponuję przesłać tą wiadomość bezpośrednio do p. Cieszewskiego. Mail jest...
  • Trzecia i ostatnia część pojawi się jutro:)
  • Wbrew pozorom jest to zwykły człowiek. Dobrze mi się z nim rozmawiało. Mam nadzieję, że...

Tematy w dziale Polityka