Jezus zapytany o to, czy należy płacić podatki rzymskiemu okupantowi, odrzekł:
Oddajcie więc cesarzowi to, co należy do cesarza, a Bogu to, co należy do Boga. Mt 22, 21
Dlaczego współczesny Kościół nie chce płacić podatków nawet legalnej, demokratycznie wybranej również przez jego wiernych władzy? Tym bardziej, że w ten sposób przecież wspomagałby swoich wiernych i pośrednio siebie.
To nie szantaż moralny, ani emocjonalny, chociaż oni niczym innym się nie zajmują przez cały dzień. To sprawiedliwość.
Szukając zdjęcia do zilustrowania wpisu trafiłem na Facebooku na takie kazanie ks. Józefa Tabora odnośnie przywolanego wyżej cytatu z NT:
Jezus przypomina nam, że wiara nie zwalnia człowieka z odpowiedzialności za życie doczesne. Jesteśmy częścią społeczeństwa. Mamy swoje prawa, ale również obowiązki. Powinniśmy troszczyć się o dobro wspólne, uczciwie wykonywać swoje zadania i odpowiedzialnie podejmować decyzje. Nie możemy udawać, że rzeczywistość, w której żyjemy, nas nie dotyczy.
Otóż to, chciałoby się powiedzieć. Kościół też jest częścią społeczeństwa i najwyższa pora, żeby wyciągnął z tego wnioski. No chyba, że nie, wówczas również.
Każda instytucja nie państwowa, a taką jest Kościół Katolicki, bo nie jesteśmy państwem religijnym, utrzymuje się sama. Jezus zezwolił swoim uczniom na pobieranie dobrowolnych ofiar, nie narzucanych przez aparat władzy. Nie wysyłał uczniów do urzędów po państwową kasę. Wręcz przeciwnie: wyraźnie oddzielił to, co należy do Boga, od tego, co należy do cesarza. KK ma w Polsce kilkadziesiąt mln wiernych (przynajmniej na papierze... no właśnie). Każda inna instytucja mająca tylu niekiedy fanatycznych członków opływałaby mlekiem i miodem, i nie wyciągała ręce po państwową kasę. Może opływa, albo opływałaby, gdyby była bardziej skupiona na ludziach, a nie na sobie? W czym zatem problem? Czyżby wierni nie chcieli łożyć na swój Kościół? Być może nie spełnia swojej roli tak jak powinien. Być może ci księża są za mało obecni w ich życiu, ukrywają się na plebaniach, po kuriach i zakonach. Zdanie się tylko na dobrowolne ofiary może to zmienić z korzyścią dla Kościoła i wiernych. To pierwsza sprawa.
Druga sprawa: jak takiemu proboszczowi, czy biskupowi głód zajrzy w oczy, to się dwa razy zastanowi zanim ukryje takiego pedofila, albo przeniesie na inną parafię księdza gorszącego innych swoim zachowaniem, bo ludzie nie będą chcieli finansować czegoś takiego. Do seminariów rodzice już tak ochoczo nie będą wysyłać swoich dzieci... bo to dzieci na ogół tam idą, chłopcy tuż po maturze, zieloni jak szczypiorek na wiosnę, nie znający życia i jego realiów, ani sami siebie... żeby zapewnić im wygodne życie w splendorze (poświęcać ma się wierny, a nie ksiądz), ale będą tam szli ci, którzy chcą naprawdę dawać przykład innym. Uczniowie Jezusa i On sam borykali się przez cały czas z fizycznym głodem i pożywiali zbożem łuskanym prosto z pola. Na coś więcej mogli sobie pozwolić jak zaproszono ich na posiłek etc. Skończą się wystawne obiadki i własna służba, bo ksiądz proboszcz to sobie nawet parówek nie ugotuje i kurzy nie zetrze, i królewskie uczty z okazji wizytacji biskupa w parafii. Jak wierni sami będą chcieli to finansować samym nie mając co włożyć do garnka, to proszę bardzo.
Trzecia sprawa: emerytury i podatki. Księża chcą mieć emerytury? Niech płacą na ZUS jak każdy obywatel! Nie ma absolutnie żadnego powodu, żeby było inaczej. Artyści muszą płacić podatki od dochodu, od każdego koncertu, od każdego honorarium, każdego egzemplarza wydanej książki, płyty etc., a przecież to też są datki, ofiary, bo muzyką ani wierszem nikt się nie naje, tak samo jak samym słowem Bożym, ich wartość jest więc czysto ugodowa, nie rynkowa. Skoro księża mają być z tego zwolnieni, to i artyści, tym bardziej, że misja społeczna kultury jest równie ważna. Artyści nie wykonujący innej pracy zawodowej a chcący sobie zapewnić godną emeryturę na starość muszą płacić składki, albo nauczyć się oszczędzać, i nikt się nad nimi nie zamierza litować, gdy na starość nie będą mieli co włożyć do garnka. Powiedzą co najwyżej: jak sobie posłałeś, tak się wyśpisz. Nie widzę zatem powodu, żeby inaczej traktować duchownych.
Dlatego popieram propozycję Lewicy1 likwidacji Funduszu Kościelnego. Jak KK przejdzie na utrzymanie swoich wiernych, wówczas ujawni się prawdziwa siła KK i wiary jego członków. To, paradoksalnie, jedynie pomoże jednym i drugim, choć podobno to to samo.
Zamiast tego proponuję coś innego. Ludzie zbierają poprzez różne fundacje lub wprost na ulicy na kosztowne operacje i leczenie dla siebie, swoich bliskich. Dlaczego państwo świeckie miałoby utrzymywać księży, a nie pomagać takim ludziom? Każdy z nas, również ksiądz, może się znaleźć w podobnej sytuacji. Moja propozycja: zamiast Funduszu Kościelnego - fundusz na rzecz ciężko chorych potrzebujących pieniędzy na kosztowne operacje i leczenie. To hańba dla państwa i społeczeństwa, że oni muszą zbierać na to na przysłowiowej lub dosłownej ulicy, a państwo wydaje miliardy na lotnisko, a nie ma już na operacje dla chorych. Wbrew pozorom wcale nie wymagałoby to drastycznie wielkich środków. Na pewno dużo mniejszych od tych, które państwo wydaje na zaspokajanie wcale nie tak gardłowych, że się tak wyrażę, potrzeb obywateli i swoich. KK na pewno się nie sprzeciwi. Dlaczego zamiast, a nie jedno i drugie? Z powodów opisanych na początku.
I to jest właśnie sprawiedliwość. Chodzi tylko o to, żeby stała się prawem.
...


Komentarze
Pokaż komentarze (6)