Kiedyś słyszałem w przejściu labiryntu, twój głos cichy i zdecydowany, ucichłem w zamyśleniu, tyś pani Odyseja owa w drodze do domu, czy Nefretete tajemna, kamienna, albo jak chciała ona: Neferneferuaton, a znaczy to - - *Nadzwyczajna piękność Atona*, brzemienna ciszą w chaosu trwaniu? Pielęgnujesz prywatność w odważnym spojrzeniu, zrywając gór opornych łańcuchy, wichry uciszając, gdy płaczliwie wieją. Oczy twe akweny, a w nich czytam wiele, cyt, jam człowiek zamknięty, otwarty, gdy trzeba, po ziemi chodzisz pewnie, znasz przestrzeni zachwyty, zanurzasz dłonie w chmurnych i niebieskich- -tam marzenia wzlatują- twoich sferach nieba. Tajemnica snuje się, wędruje linią zapatrzenia, w cele, do których drogi prowadzą, na mapach, co to Coś wypisują. Jak receptę na życie. Starczy diagnoz, tyś i tak objawowa, masz swoją przyczynę, skoroś skutkiem miłości, kto zna ciebie na wskroś, ty sama, baśń się tako plecie, ciągle w drodze, nieznana, czarowna na tej ziemi, na wszako zagadkowym i przedziwnym tym świecie.
Wszystko tu inne jest inne niż w w potocznej rzeczywistości. Tutaj w Domu Pogubionego Stanu mieszkają ludzie zamknięci, a przyszli z naszego świata i byli jednymi z nas. Nie wiadomo co kogo czeka. Ze swoimi życiorysami, planami, marzeniami, rodzina najbliższą, teraz daleką jak najdalej być może, zagubiona pamięcią. Dom Pogubionego Stanu obserwuje ich, trzyma jak rak szczypcami, daje i wysysa, panuje nad swoimi poddanymi, bo nikt inny ich nie chce, robi z nimi co umie i co nie potrafi, bo nikt tego nie sprawdzi, że głupszy od odrzuconych, bo szkół jak oni nie kończył, nawet często podstawowych i magistrem nie był, tyle, że oni zgubili swoją pewność, bo się pogorszyli, przez to, że tacy są jak są i jak im wytłumaczyć, jak dziwadła takie, jak z innego świata.
Kim jest Dom Pogubionego Stanu ? On nie jest tajemniczym głosem. U niego nie wygrasz jak u Wielkiego Brata nagrody za swoje oryginalne wybryki i kokietowanie widzów. No, kim? Dom Pogubionego Stanu, ty szczęśliwie jeszcze mu nie oddany i wy, co to tylko o nim słyszeliście, to tak powiedzmy: nadzieja na przetrwanie w dziwnym świecie zapomnienia, zagubienia w czasie i przestrzeni, starości ale i nieznośności przypadłości wegetatywnych i somatycznych, w każdym czasie życia, bo co to za życie. A to ukochanie pamięci wstecznej, a syneczka, czy córeczki, a może mamusi, czy domku z ogródkiem, i ta znienawidzona przez pilnujących natrętna chęć wyjścia do najbliższych. Jakich najbliższych? Zapomnij! Nie masz także swoich czterech ścian. Tu siedzisz, leż!, stój!, kiwaj się - to można ( sic!) i doceń to śliniący się były człowieku, ale tylko tutaj. I nie proś ciągle o coś, nie jęcz jak sieczkarnia, manekinie bezmyślny. Masz robić co każą, a nic nie rozumiesz. Tylko związujesz jak nawiedzony robot tobołki na upatrzoną, ani się waż! - drogę do domku z dzieciństwa lub pokoiku zamieszkania z żona, czy mężem po ślubie. Jaki kredyt dla młodych małżeństw ? A to co za kolejne pomieszanie. Nikt ciebie nie woła. Omamy to są. Zachciało się. On, taki mały brat, czy siostra, też mała, ale sprytna, tak jak i on, widzą wszystko. Oni mówią do ciebie poprzez służbę swoją. I pilnują, abyś zbyt często nie stukał do zamkniętych w sposób przemyślny drzwi w Domu Pogubionego Stanu. Ci, tacy nabzdryczeni, to opiekunowie twoi, zważ, opiekunowie, to ważni ludzie i oni mówią: nie wolno, nie trzeba, tylko tu, śniadanie, obiad, kolacja, lekarstwa, budzimy się, wstajemy, pampersy zakładają, idziemy spać. Czasami się zdenerwują, bo ludzie maja zszarpane nerwy, jak to ludzie, kłopoty z wami j jeszcze.
...w gazecie napisali w 2006 roku, no patrz pan, dwudziesty pierwszy wiek, a tu: prokuratura rejonowa...prowadzi odpowiednie postępowanie, aby zweryfikować doniesienia o przypadkach naruszania kodeksu pracy oraz szykanowaniu, terroryzowaniu, a także biciu zamieszkujących w domu pogubionego stanu...i który to raz i cichną...domy pogubionego stanu. Ty chodzisz od ściany do ściany, śpisz, albo nie, słuchasz, czujesz, patrzysz i widzisz to, czego oni nie widzą. W świetlicy wszystko się zmienia w czasie zapętlonym. Jedni odchodzą a drudzy przybywają. Wielu śpiewa, tak bez słów, bo zapomnieli o co im chodzi, ale coś im to przypomina, coś. Rafaela ma zmienność nastrojów. To jednym błogosławi, to innym wyrzeka. Mirek, na tamtym świecie - profesor chemii, teraz zbiera okruszki chleba dookoła siebie. Najedzony jest po uszy, bo myli się i zjada także drobiny tynku co odpadł. A gdy tylko usłyszy, ze ktoś powie: ha dwa o - poważnieje i ex catedra objaśnia: woda, i dalej szuka okruchów na podłodze. Jak kot, czy pies. Jadwiga siedzi lub stoi, wedle własnego pomysłu, przestrzegając co dozwolone, zapatrzona we własny bezkres niezainteresowania. Lola zwykle śpi, a przez sen mruczy: córeczka ty moja ukochana. A śmieją się z niej. W Domu Pogubionego Stanu wprowadzą opowiadanie bajek. Obowiązkowe. Nawet konkurs z nagrodami będzie. Jak w przedszkolu.- Zdechł pies - mruknął ktoś rozumiejąc, że uzyskał status zdziecinniałego pryka. Tadeusz umarł podczas snu. Pilnujący mówią, ze to dobry znak. I tak tu jest. I tak tu będzie. A to tylko taka bujda na resorach. Albo nie.
Kim jesteś nikt nie wie, nie posiądzie ciebie, z teoretycznych zapisów ani też z obrazów, ze znaków na ziemi astrologii wszak na niebie, choćby poprzez tortury słowa strzęp ani razu. Po co wszelkie zachody oraz liche pułapki,nic to nie da zostaniesz nieuchwytną zagadką, Pono pojawionaś kiedyś, jako datek do czapki, mgłą inkrustowana, ojciec krzemień, skra matką.I co mówić tu więcej, uwerturę grają, tyś struną w altówce do smyczka napiętą, milczysz choć twą kibić nokturny kochają, zostaniesz ty jak zechcesz w jasyr sonat wziętą. A odpowiesz w swej mowie soczystej dobitnie, gdy już pytać będą, czarowną w ich chuci, ja jestem tu, a tam ciało me kwitnie, i rzekła i znikła, a wie każdy: nie wróci. Zaś w bryzie od morza i od gór zamieci, szalały migotki, połyskały słowa, spojrzano w wir zdarzeń a tam do nich leci, ta wielce wprost jasna jej w poszumie mowa. Nie po to stworzono mnie z iskrą na języku, żeby łatwo mnie było tak banalnie przełknąć, urodziłam się ciężka, mam w sobie trochę z ostrza, i trochę z jedwabiu, trudno mnie zapomnieć, i niełatwo ogarnąć najtęższym umysłem.
– Kim jesteś? – niosło echo. Nikim? – Nikim – potwierdziłem zza kotary dzielącej czasoprzestrzeń. – Sam chciałeś – poinformowało mnie chórem zbiegowisko ciekawskich karłów. To był już inny świat. Łóżko wodne falowało jak wzburzone morze. Przeciągnąłem się, jak przebudzony kocur. Która godzina? Oby jeszcze pospać. Taki sen wart psa, a nie człowieka, psiakrew! Wtuliłem się w chlupoczące wybrzuszenia, oczy zaszły mi mgłą. Nagle coś zatrzeszczało, zakołysało i jak katapulta wyrzuciło mnie w przestrzeń kosmicznych bzdur. – Kim jesteś? – zapytał zbir spluwając pod moje nogi. No właśnie, kim jestem?
Gdzie są oni, którzy byli? I w proch są zmieceni, odrzuceni, w przepaść zapomnienia strąceni, A wielkimi panami byli, władcami i zarządcami, insi zaś role rozmaite grali, Istnieli będąc prokuratorami, gończymi psami, prokuratorami, celnikami, Wiórów z Krzyża Pańskiego strzępami, Judaszami, idolów ochroniarzami, Zaś kolejni na scenę życia się jak węże wczołgiwali i tak do końca trwali. Zarzekając na wszystko, iż nie oni szczuli jednych na drugich a srebrnikami szastali, Warcząc i pieniąc się swymi gończymi psami.
A stali także przed salą widzów pełną ci samotni zwani sumień tragarzami, I szczęsnymi tudzież nieszczęsnymi z racji swej wiedzy wieszczami mianowani, Gdzież są oni, którzy byli, tylko i aż żyli znając moc spokoju cisi, Oni onegdaj jako w swych życiowych celach pozamykani mnisi, Ziemia i proch w niej pozostał pełen oddechów i znaków ostatniego tchnienia, Oni i one złączeni w uścisku miłośnego zespolenia i dzieci ich dzieci dzieci… Uleciały spełnienia, takoż niespełnienia, zachwycenia, znienawidzenia.
Boże! Już jestem sam w blasku przewidzenia, na oczy, żem był, jest i będę nimi wszystkimi. Atoli wszystko przeszło zbyt szybko, cicho, bezpowrotnie, Zostało smutno i samotnie, I to pytanie: Gdzie są oni, którzy byli? I w proch są zmieceni, odrzuceni, w przepaść zapomnienia strąceni. Nie rozumiesz? O sens pytam! Gdzie on?
Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech, i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy. O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie, bądź na dobrej stopie ze wszystkimi. Wypowiadaj swą prawdę jasno i spokojnie; wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoją opowieść. Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha. Porównując się z innymi, możesz stać się próżny lub zgorzkniały, zawsze bowiem znajdziesz gorszych i lepszych od siebie. Niech twoje osiągnięcia, jak i plany, będą dla ciebie źródłem radości. Wykonuj swą pracę z sercem, jakkolwiek byłaby skromna; ją jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu. Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa, niech ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty. Wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie jest pełne heroizmu. Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia ani nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa. Przyjmij spokojnie, co ci lata doradzają, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny. Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy. Masz prawo być tutaj. I czy to jest dla ciebie jasne, czy nie, wszechświat jest bez wątpienia na dobrej drodze. W zgiełku i pomieszaniu życia zachowaj spokój ze swą duszą. Przy całej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat. Bądź uważny. Dąż do szczęścia.*
* Anonimowy tekst z 1692 r., znaleziony w starym kościele św. Pawła w Baltimore.
Jestem
Reżyserem mojego filmu
I aktorem w głównej roli
Statyści i dekoracje
Zmieniają się z upływem dni, miesięcy, lat
Ciekawy jest mój film, chociaż czasem monotonny
Lub bezwzględnie nagle zmieniający swoje przesłanie
Nie wiem do jakiego gatunku zaliczą go krytycy
Nie przeczytam o tym , nie usłyszę, nie wiem
I bohater tego filmu zwykły jest
Lub nieuchwytnie nieprzeciętny
Wystraszony czy może heroiczny
Dobry, zły, obojętny
Gdy w sytuacji znajduje się niezwykłej
Bo scenariusz wciąż pisany
Zakończenie ma ukryte w przyszłości
I motto jego wciąż się zmienia
Tylko tytuł znam od początku
– Jestem
Niewidzialne Trwanie Jestem. Przecież szukam sposobu by opisać silę posiadania, tworzącą realne poznania i zachwytu chwile, jak wytłumaczyć, że to czego nie widzisz jest czy chcesz czy nie, zawsze z tobą. Niewidzialne Trwanie w roli głównej Jezusie Chrystusie, Panie mój i Boże mój, w wiosennym pola oddechu na horyzontu linii jak wykres bicia serca nierównej, stanem rozmiłowania, tak realnym, prawdziwym wartym życia sensu, wszystkiego i więcej niż tyle. Co ze mnie wychodzi w najmocniejszym ducha stanie. Jak rój najsłodszych iskierek przy drodze na ziemi, a i w niebie wędrowania, wysyłam moich emocji wielkie rozgorączkowanie, daję tobie i wszystkim bo nie celem jest branie w sferze zakochania a kto daje przecież bierze nawet ciche myśli.image
Zatrzymujesz w słów zarysie obrazy napotkane najpiękniejsze w widoku, a nie czujesz tego co nie utkwi we wzroku, jako deszczu opadu krople ciało pieszczące, kochające, stukające do serca namiętnie krok po kroku. Tu dusza artystyczna, namiętna lecz cicha w słów potoku, wypatruje solidnego uczucia wyznania, maluje dusz kochania portrety ludzi napotkanych, a czy kto tobie powiedział że ja ze sfer odmiennych, w misji do nich wysłany stąd sam sobie nieznany. Me wolne wole należą do świata innego i w jego urodzie latam więc dookoła, jestem tu to przybiegam z nieba w świcie strony, tam Niewidzialne Trwanie, bo to ma oś świata, i w niej jestem zrodzony. Jako skarbem nieodkrytym i niezgłębionym malarz nadworny bytowania scen w losie człeka, tak czuły i wyborny nadzieją początku bez końca, zdaje się być także silny, bo wielu ciebie czeka jak słońca, potrzebuje, wyczekuje, a Tyś Znakiem wszystkiego dookoła, jeden tylko, ja znam go, zarysu Twego dotykam, swą namiętnością w marzeniach wielce zawstydzony. Jak rzec to co prawdą ale w swym bezgłosie mówi niech się wszystko toczy w przewidzianym losie. I tak jest i będzie ach ten czas umyka poprzez pól przełaje wiele stanów, kwiatów, drzew, ludzi, przemija, uczucie zostaje, Niewidzialne Trwanie, jak wytłumaczyć, że to czego nie widzisz, jest czy chcesz czy nie z tobą w roli głównej, w wiosennym pola oddechu na horyzontu linii,jak wykres dzwonów wiary mocnej, głośnej i równej.
Jak rzec to co prawdą ale w swym bezgłosie mówi niech się wszystko toczy w przewidzianym losie. I tak jest i będzie ach ten czas umyka poprzez pól przełaje wiele stanów,
LG
Testament Ducha Wypełniło się życie moje, w zamyśleniu jak sakwa nabrzmiała dniami i nocami, od narodzenia mego, gdym przyjął i ujrzał, co dał Bóg, cisza mnie obejmuje w swej całości i ciemność zmartwiała, pędzą w gasnącym obrazów szlaku minionych i słów powiedzianych, ostrości świetlistej roje, trzy kroki rytuału ujmą z mego ducha, w bezczasu strefie wszelkie ziemiste nastroje, i oto ja zapłakany jestem wszystkim co już nie moje, całkowicie, ostatecznie, na wieki wieków, w pył oddany. Co zostawiam za sobą nie wiem, zachwyty i żale bezgłośnie wybrzmiały, jak noworodek, ja nagi, bezsilny, w zdumieniu ostały. Życie się me wypełniło, co dałem, a co wyniosłem, w wietrznym wieczności szumie, wszystko inne i nowe, drogi me proste i kręte były, nie wrócę do nich na wiosnę, azali tej tu nie ma, tylko snują się pyłki majowe, a je i tak wspomnienia w kroplach dżdżu wyśniły. Czy urodziły? Wypełniłem com wypełnić miał, a może to tylko nadziei zwoje, przyjąłem i wziąłem, co Bóg dał, zaś gdzie moje ja? skarb jakże wielki, utulam skoro jestem, wszystko co mam, co dobre, choćby cienia gestem. O pamięć o mnie się upraszam, choć nie wiem nawet sam ja przeszły, łzami odejścia smutek zraszam, by ziarna moich marzeń wzeszły. Poezja z antologii * Pieśń Strzelista natchnienia i zamyślenia*, Lech Galicki



Komentarze
Pokaż komentarze