Blog
Leonarda B.
Leonarda Bukowska
Leonarda Bukowska Trochę piszę, trochę tlumaczę, trochę gram na pianinie, dużo pracuję.
87 obserwujących 586 notek 1106494 odsłony
Leonarda Bukowska, 28 listopada 2018 r.

O sensie i bezsensie komisji sejmowych

1619 68 0 A A A

       Tak się złożyło, że ostatnie kilka dni musiałam posiedzieć nieco unieruchomiona w domu i kurować kontuzję kolana (biegłam na przystanek i wywaliłam się o jakiś gumowy chodnik rozłożony na placu – no i walnęłam „na płask” jak długa – wyglądało groźnie ale skończyło się „tylko” na poobijaniu) – gdyby nie to, raczej nie oglądałabym przedstawienia pod tytułem „komisja sejmowa”. Pisałam o tym już gdzieś wcześniej ale powtórzę – komisje sejmowe to dobry instrument w pewnych okolicznościach ale pod warunkiem, że stosuje się je rozumnie i nie przedawkowuje. Tak się stało z komisjami ds. Amber Gold i warszawskich prywatyzacji a codziennych, przydługich transmisji z zeznań każdego urzędnika mieli na koniec dosyć nawet najbardziej zagorzali zwolennicy PiSu, choć każdy się zgadzał, że badanie spraw było potrzebne. 

       Wczoraj znów wszystko wypadło wg mnie źle – choć problem ten sam: Wyjaśnienie przekrętów VATowskich konieczne, sprawa ważna, itp. I tak do składania zeznań w charakterze świadka wezwano byłego v-ce ministra finansów, niejakiego Dariusza Daniluka. Nic do owego v-ce ministra nie mam, ani mi on brat ani swat, nie wiem nic o nim bliżej a jeśli chodzi o tendencję, to generalnie ancien regime’u nie darzę sympatią. I z takim nastawieniem przystąpiłam do oglądania przedstawienia. Po jakimś czasie stwierdziłam, że ów Daniluk jest typem chłodnego i rzeczowego urzędnika i technokraty-fachowca a do MF został ściągnięty z NBP m.in.w celu przeprowadzenia projektów informatyzacji i miał pod sobą departamenty związane z tą materią. Nie robił wrażenia, że zieje jakąś szczególną nienawiścią do Komisji czy do nowej władzy (nie wykluczam, że tak jest, piszę wyłącznie o wrażeniu), że zachowuje się w sposób złośliwy i że chce utrudniać przesłuchanie czy robi sobie cyrk. Oczywiście podkreślam po raz kolejny, że być może jest on najperfidniejszym człowiekiem i wręcz pomysłodawcą tych wszystkich toksycznych zdarzeń w MF – tego nie wiem, z przebiegu przesłuchania jednak raczej to nie wynikało. Mało tego – prorokuję, że jeżeli Szanowna Komisja będzie postępować dalej w ten sposób, to w ogóle może niewiele z tego wszystkiego wyniknąć. 

       Otóż rozumiem doskonale, że przekręt był ogromny i że trzeba jak najszybciej wyłonić odpowiedzialnych i ukarać ich – też życzę tego sobie i nam wszystkim. Po czorta jednak potrzebne jest do tego zupełnie bezsensowne, prawie całodzienne grillowanie owego Daniluka, który za podatki i za VAT w ogóle w MF nie odpowiadał? Trudno powiedzieć. Rozumiem, że Szanowna Komisja pragnie wykazać, że ogólny bałagan, państwo źle działało, nikt nic nie wiedział – itp. No ale, Szanowna Komisjo, jeżeli chce się coś takiego wykazać, to po pierwsze należy się do tego lepiej przygotować i działać rozumniej a nie prezentować przez cały ranek, południe i jeszcze kawał popołudnia jakieś wygibasy i akrobacje, które po prostu wychodzą nieudolnie.  

       I tak np.zupełnie nie rozumiem, dlaczego kilku członków Komisji postanowiło się po prostu powyżywać na owym Daniluku – tak dopiec mu – no bo taki doświadczony finansista, karierę robił (czy tam dalej robi) a nie jest „nasz” – no to trzeba na wszelki wypadek dopieprzyć. Nie rozumiem, bo wg mnie jeżeli ktoś nie jest bytem szczególnie nienawistnym, złośliwym, niszczącym obecne władze, itp. a jest fachowcem od czegoś tam i odpowiadał za konkretne sprawy, to po prostu w ogóle nie należy podchodzić do niego z intencją „załatwić go” i „złapać go”, tylko należy rzeczowo i konkretnie wypytać o sprawy, które mogą być przydatne do pracy Komisji – i tyle. Osobiście w ogóle nie wydaje mi się, żeby ów Daniluk faktycznie odpowiadał za VATowskie przekręty – o nich decydowano najprawdopodobniej w zupełnie innym miejscu i na zupełnie innym szczeblu niż szczebel podsekretarza stanu odpowiedzialnego za sprawy bardziej konkretne, techniczne i informatyczne. Nie sądzę też, żeby ktoś w zaufaniu informował go o szczegółach sprawy - ale tutaj oczywiście mogę się mylić. Poza tym zwykła znajomość ludzi mówi w tym wypadku, że mamy do czynienia z kimś, kto jest bardzo biegły i doświadczony w sprawach fachowych i administracyjnych i taki typ człowieka na pewno ma w papierach wszystko w porządku a i poza papierami na pewno nie spotyka się tete-a-tete z mafiozami czy ubekami i daje się nagrać podczas składania obietnic gładkiego wyprowadzenia kilku miliardów poza system. Oczywiście mogę się mylić ale szanse na takie „odkrycie” są wg mnie bardzo znikome.   

       W związku z powyższym odpowiednio kuriozalny był przebieg przesłuchania. Szanowna Komisja zadawała często dość absurdalne pytania w rodzaju czy przesłuchiwany słyszał coś tam, co jego koledzy albo jego pracownicy opowiadali o luce w VAT albo czy spotykał się z ową Hayderową i czy wie, co ona tam w ogóle robiła, kto bywał w jej pokoju, itp. (osoba, która wg zeznań Prof.Chojny-Duch wpływała nieformalnie na decyzje w MF). No Proszę Państwa – przy najlepszych chęciach ale po pierwsze przesłuchiwany był gość, który był państwowym urzędnikiem na wysokim szczeblu, który w dodatku w swoim życiu najwyraźniej nie postawił na karierę polityczną a raczej na fachową w bardzo specyficznej i hermetycznej dziedzinie. A czy widział ktoś kiedyś doświadczonego urzędnika, który będzie się wcinał w cudze sprawy, zahaczał o cudze kompetencje, pouczał kolegów, co mają robić i w ogóle tropić ich, czy u nich wszystko jest w porządku? Czy wiedzieć to, czego wiedzieć nie powinien? Bo ja przyznam, że takich urzędników nie widziałam i pewnie ich nie zobaczę – bez względu na to, kto rządzi. Tak więc wypytywanie kogoś takiego, czy słyszał co mówią koledzy albo czy słyszał, co „się mówi” gdzieś na korytarzach jest po prostu czynnością bez sensu – bo taki ktoś zawsze sprawnie odwoła się do oficjalnych spotkań, notatek służbowych, itp. a przede wszystkim do zakresu swoich kompetencji. Równie niemądre jest dopytywanie, czy urzędnik wysokiego szczebla wiedział np., co się działo w pokoju u owej Hayderowej, o czym tam mówili i kto tam przesiadywał, bo nie będzie tego wiedział i wcale wiedzieć nie musi. Zresztą każdy rozumny urzędnik, gdy widzi, że sprawa jest dziwna, stara się raczej trzymać od niej i od związanych z nią osób z daleka, przynajmniej formalnie. I nawet, gdyby z ową Hayderową spotkał się czternaście razy na korytarzu a trzy razy byłby z nią prywatnie na kawie, to i tak zupełnie nic z tego nie wyniknie. Nie mówiąc o tym, że same założenia takich pytań trąciły żenadą – jeżeli ktoś zakłada, że osoba odpowiedzialna za wdrożenie systemów informatycznych i za milionowe projekty ma czas, żeby wysłuchiwać jakiś plotek po korytarzach czy interesować się, kto gdzie przesiaduje, to znaczy, że nie bardzo ma pojęcie, jak funkcjonują urzędy i instytucje.  

Opublikowano: 28.11.2018 10:40. Ostatnia aktualizacja: 28.11.2018 11:39.
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Obserwuję z dużym niepokojem i opisuję Polskę posmoleńską. Poza tym zdarza mi się czasami opisywać inne sprawy.

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Wg mnie raczej nie ma specjalnej nadziei na zmianę kierunku - podejmowane decyzje świadczą...
  • @lmr6  Uważać to sobie Pan może a my tymczasem podziwiamy zdezelowane tramwaje fachowca...
  • @Marek z Warszawy  Za niecały rok wywiozą go na taczkach - napisałam to już gdzieś w dniu...

Tematy w dziale Polityka