Polskie MSWiA przyznało w poniedziałek w rozmowie z PAP, że jest gotowe rozważyć takie rozwiązanie, jeśli przejścia po ukraińskiej stronie staną się zbyt niebezpieczne. Resort podkreślił jednocześnie, że żadna decyzja jeszcze nie zapadła.
Pomysł ma dwie zalety: pozwoliłby utrzymać ruch na granicy nawet wtedy, gdy rosyjskie uderzenia zniszczą infrastrukturę po drugiej stronie, a przy tym chroniłby pograniczników przed atakami. Ukraińskie media pisały pod koniec września, że kijowskie ministerstwo infrastruktury prowadzi w tej sprawie rozmowy z Warszawą.
Niebezpieczeństwo jest realne. 28 września rosyjski dron najprawdopodobniej uderzył w pobliżu przejścia Jahodyn–Dorohusk po ukraińskiej stronie. Około dwa tygodnie wcześniej inny atak w okolicy Dorohuska dotknął stację paliw i węzeł kolejowy.
Jako członek strefy Schengen Polska musiałaby powiadomić o każdej takiej zmianie Komisję Europejską. MSWiA zaznaczyło też, że prawo unijne nie pozwala funkcjonariuszom z kraju spoza UE samodzielnie przeprowadzać kontroli na terytorium państwa Schengen. Dotyczy to zarówno sprawdzania dokumentów, jak i kontroli towarów pod kątem unijnych norm.
Propozycja budzi sprzeciw polskiej prawicy. Eurodeputowana Ewa Zajączkowska-Hernik oceniła, że interesy Polski i Ukrainy w niektórych kwestiach „bardzo się rozchodzą”, a zaufanie do ukraińskich służb powinno być wyjątkowo ograniczone.
78
BLOG
Rosyjskie ataki mogą wkrótce wymusić zmiany na przejściach granicznych. Warszawa dopuszcza przeniesienie odprawy na polską stronę, ale tylko pod wspólnym nadzorem z Ukraińcami.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)