Artur Lewczuk Artur Lewczuk
54
BLOG

Szkatułka Harpagona

Artur Lewczuk Artur Lewczuk Kultura Obserwuj notkę 3

Ktokolwiek wędruje ścieżkami ludzkiego losu, ten wie, że największe dramaty człowieka nie rodzą się z braku dóbr, lecz z błędnego rozumienia ich miary. W „Skąpcu” Moliera stajemy twarzą w twarz z Harpagonem – postacią, która rzekomo posiada bogactwo, a w istocie nie posiada samej siebie. Świat tradycji, będący umiłowaniem mądrości i poszukiwaniem ładu, patrzy na tę postać nie z drwiną, lecz z tragicznym współczuciem. Harpagon jest bowiem budowniczym, który zamiast domu wzniósł więzienie dla swojej duszy. Być człowiekiem to przecież być odpowiedzialnym i spójnym w swoim wnętrzu, tymczasem on dokonał bolesnego rozszczepienia własnej jaźni.

W Harpagonie przerażające jest jego wewnętrzne pęknięcie na pół. To człowiek, który pragnie prawdziwej miłości, chciałby być dobrem, ale już nie potrafi przejść na drugi brzeg rzeki życia, gdzie te wartości istnieją. Z jednej strony to paryski mieszczanin – ojciec rodziny, pan domu, człowiek dbający o pozory i społeczne konwenanse. Z drugiej strony kryje się w nim drapieżny, człowiek, który odrzucił kulturę i miłość, by gnać samotnie przez mroźne pustkowia własnej chciwości. Dom molierowskiego bohatera staje się lodowatą, egzystencjalną pustynią. Choć tętni w nim życie jego dzieci, to jest on bezkresną przestrzenią nicości. Antoine de Saint-Exupéry pisał, że „pustynię upiększa to, że gdzieś w sobie kryje studnię”. W świecie Harpagona studnia, w której tkwi orzeźwiające źródło życia, jednak nie istnieje, bowiem ona wyschła. Została zasypana złotym piaskiem obsesji na punkcie manifestowania swojego materialnego bogactwa. On sam – odcięty od świata ludzi czułych, ludzi duszy – kąsa każdego, kto zbliży się bez jego przyzwolenia do jego terytorium, bo esencja jego codzienności to skrywany, ale ciągle obecny lęk. Czyni też tak, bo podświadomie wie, że jeśli ktoś rozbiłby jego skorupę materialnego bogactwa, to zostałaby zdemaskowana tkwiąca w nim nicość. Stałby się wstydliwie nagi w swojej intelektualnej i duchowej pustce. Zmyć tylko te makijaże z konwenansów, z gładko powtarzanych zasłyszanych „mądrości” zrobione, zdjąć surdut – ostatni krzyki mody, oświetlić prawdziwie codzienność życia Harpagona, odebrać mu karetę, a nie byłoby w miejscu, w którym stoi, już nikogo – pozostałby tylko niemiły zapach chciwości, pogardy dla tych, którym „się nie udało”. 

W samym centrum domowej pustyni Harpagona, niczym ponury ołtarz fałszu, tkwi ona – zakopana w ogrodzie szkatułka. Jest ona wszechświatem Harpagona. Jej utrata to dla niego śmierć, a jej odzyskanie w finale sztuki Moliera jest dla Harpagona ważniejsze niż szczęście jego dzieci czy odnalezienie rodziny przez Anzelma. 

W dramacie Moliera ten materialny przedmiot urasta do rangi potężnego symbolu filozoficznego, będącego rewersem wszystkiego, co w ludzkim życiu jasne i otwarte, naturalne. Dla Harpagona szkatułka nie jest zwykłym naczyniem na monety; jest sercem wyjętym z piersi, schowanym w ciemnej ziemi. Zawiera się w tym porażający paradoks: żywy człowiek dobrowolnie składa swoje istnienie w martwym, drewnianym kuferku. Szkatułka staje się dla niego substytutem Boga, Wszystkiego. Ten człowiek pochwałę życia potrafi czerpać tylko z niej. Harpagon to ktoś, kto zawęził bezmiar tajemnic, niezwykłości gwiazd i ziemi do wymiarów małej skrzynki. Cudowność ludzkich duchowych więzi, niebywałość chwili, gdy siedzi się na trawie w niespiesznej rozmowie patrzących na siebie wzajemnie w zachwycie oczu, zastąpił nędzą pragnienia posiadania tego, co wokół niego, posiadania władzy w formie kontroli nad tymi, którzy pojawiają się w jego życiu.

To jak swoją szkatułkę Harpagon „adoruje”, sprawia, że reifikuje on swoje dzieci, a to, co jest prawdziwie rzeczą – personifikuje. Szkatułkę z dziesięcioma tysiącami talarów traktuje jak żywą, kochaną istotę. Kiedy ją traci, rozpacza, jakby utracił na zawsze najbliższą mu osobę: „Moja biedna szkatułko! Odebrano mi ciebie!”. Ten krzyk Harpagona jakże i dzisiaj jest nam znany. Jakże często ludzie łkają z rozpaczy, gdy stracą jakąś rzecz, ba nawet wtedy, gdy zostanie uszkodzona, a jednocześnie jakże są obojętni, nieporuszeni, kiedy tracą tych, którzy byli im całym sobą oddani, przyszli do nich z miłością.

Szkatułka Harpagona zakopana w ogrodzie, a nie schowana w szufladzie domowej komody tworzy głęboki sens psychologiczny i egzystencjalny. Molier nie wybrał tego miejsca przypadkowo – ogród to przestrzeń pomiędzy domem a światem zewnętrznym. I taki jest właśnie człowiek pielęgnujący przede wszystkim swoją szkatułkę z monetami, w której pokłada wszelkie swoje nadzieje i marzenia. On staje się kimś „pomiędzy”. Jego przeznaczenie to egzystencjalna alienacja. To istnienie poza domem, który przestaje być gniazdem duszy. Dom dla niego przemienia się w teatralną garderobę, do której wchodzi, by na chwilę odpocząć od nieustannej, codziennej gry, zmienić kostium, by zaraz potem powrócić na scenę w oczekiwaniu na oklaski z widowni. Ale to też ktoś poza otaczającym go światem rozpościerającym się poza parkanem jego ogrodu. Współczesny Harpagon to człowiek, który nie tylko jest nieobecny w swoim domu, ale też w świecie. Można powiedzieć, że on nieustannie, wraz z upływem życia, oddala się od niego, bo wszystko, co jest wokół jego szkatułki, staje się dla niego czymś podejrzanym, czymś, co czyha „nikczemnie” w zaroślach codzienności. I tym samym szkatułka Harpagona jest genialną molierowską metaforą grobu, do którego człowiek sam siebie składa za życia, metaforą pogrzebania bogactwa galaktyk uczuć tkwiących we wszechświecie duszy. Harpagon w ogrodzie, w którym sadzi się rośliny, które mają rosnąć i wydać owoce, „posadził” szkatułkę. To perwersyjny akt, odwrócenie praw natury. Zamiast pielęgnować więzi z innymi ludźmi, on „pielęgnuje” metaliczne bezpłodne złoto. Ono sprawia, ze Harpagon w ogrodzie tylko trwa, że jego naturalnym kolorem życia staje się czerń nocy. 

W wielu kulturach rzeczy święte lub ofiarne zakopywano w ziemi, by połączyć się z bóstwami podziemnymi. Dla Harpagona szkatułka to idol, przed którym klęka. Codzienne „odwiedzanie” miejsca zakopania skarbu staje się dla niego rodzajem mrocznego rytuału religijnego. Ale ten rytuał wtajemnicza go tylko w zło, które, gdy Harpagon powraca z ogrodu, staje się obliczem jego istnienia. Ogród przemieniony zostaje w jego prywatną świątynią, gdzie Harpagon odprawia modły do jedynego boga, w jakiego wierzy – złotego cielca. Nic więc dziwnego, że człowiek z genem Harpagona nieustannie gloryfikuje swoją prywatność, religijność zamyka w skrzyńcu. 

Historia szkatułki Harpagona wskazuje jeszcze na coś innego, co dla zrozumienia naszego współczesnego świata jest bardzo ważne. Szkatułka to jedyny powód, dla którego dzieci Harpagona jeszcze liczą się ze swoim ojcem (liczą na spadek) i jedyna karta przetargowa Kleanta w jego staraniu o to, by Marianna została jego żoną. Historia szkatułki pozwala zobaczyć jeszcze inną twarz naszego naszego czasu - Kleant dzięki Strzałce przejmuje szkatułkę i dopiero wtedy zdobywa kartę przetargową w swoich staraniach. Cóż, dla wielu jest to dowód na to, że rację ma ten, kto ma szkatułkę. I tej prawdy, niestety, ludzie chwytają się jak prawdy absolutnej, bo przecież w ich przekonaniu trąci myszką myśl, że mogą istnieć jeszcze inne źródła racji niż to, jakim jest szkatułka.

Harpagon pochylający się nad swoja zakopaną w ogrodzie szkatułką nie chce wiedzieć, że życie jest sztuką tracenia i zyskiwania w sferze ducha. Prawdziwym bogactwem, które nie podlega inflacji ani kradzieży, jest pokój serca, umiejętność zachwytu nad drobiazgami i mądre budowanie więzi. Szkatułka Harpagona ostatecznie okazuje się trumną za życia, a jego mieszczański dom – klatką dla człowieka. Molierowski bohater, uwięziony w kręgu własnej obsesji, pozostał żebrakiem siedzącym na worku złota. Nie pojął prostej prawdy, że człowiek żyje naprawdę tylko wtedy, gdy przekracza granice własnego „ja” i potrafi otworzyć dłoń – nie po to, by chwytać i chować pod ziemią, lecz by dawać, kochać i przyjmować świat w całej jego wolnej, wielobarwnej krasie.


"Pisz piórem, kochany Francesco. Słowa pisane mieczem nie są trwałe. Pióro i zeszyt to prawdziwe fundamenty prawdziwego mocarstwa." Bolesław Miciński

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura