Blog
Jest super, więc o co mi chodzi?
Łukasz Warzecha
Łukasz Warzecha publicysta
455 obserwujących 693 notki 3875718 odsłon
Łukasz Warzecha, 12 kwietnia 2010 r.

Janusz Kochanowski - in memoriam

Jako rzecznik doprowadził do finału kilka świetnych projektów. Zainicjował nagrodę im. Pawła Włodkowica. Wydał monumentalną, czterotomową „Księgę Jubileuszową RPO”, w której znalazły się fragmenty z największych dzieł prawniczych od starożytności. Organizował znakomite seminaria w Nieborowie, na które przyjeżdżali publicyści, naukowcy, duchowni – także ludzie o odmiennych poglądach.

Jednym z ostatnich projektów Pana Doktora było namówienie środowiska dziennikarskiego na stworzenia Klubu Prasy na wzór krajów anglosaskich. Byłem na tym spotkaniu zaledwie kilka tygodni temu. Janusz Kochanowski uważał, że powinno być nas stać na zorganizowanie takiego przedsięwzięcia ponad podziałami. Obiecywał pomoc w zapraszaniu prominentnych gości.

Pana Doktora męczyła bylejakość polskiego życia publicznego, doraźność, brak cywilizowanych nawyków. Kiedyś opowiadał mi, jak bardzo go irytuje, że w naszym kraju tak trudno doczekać się na mejlowe potwierdzenie uczestnictwa w spotkaniu czy konferencji, co w Wielkiej Brytanii, do której często się odwoływał, jest przecież normą. Nie było w tym absolutnie żadnej złości na Polskę. Janusz Kochanowski był wielkim patriotą i z tego patriotyzmu brała się złość na elity, które nie dorosły do dojrzałego kierowania naszym państwem i w dużej mierze zmarnowały 20 lat niepodległości.

Kiedy jechałem na ulicę Walecznych na Saskiej Kępie, gdzie Pan Doktor mieszkał w pięknym, przedwojennym, modernistycznym domu, wiedziałem, że zawsze będzie to dłuższa rozmowa. Witała mnie poszczekiwaniem Frania, suczka Państwa Kochanowskich, nieduży mieszaniec. Bywało, że Pani Ewa częstowała obiadem, a potem przynosiła do gabinetu Pana Doktora kawę w zaparzarce. Pan Doktor siadał za biurkiem, ja przy okrągłym kawowym stoliku i zaczynaliśmy rozmawiać. Frania czasami kładła się na dywanie i zasypiała.

Ostatniego mejla dostałem od Pana Janusza 4 kwietnia. Wcześniej przepraszałem, że na poprzednią wiadomość odpisałem z opóźnieniem i wyjaśniałem, że byłem chory. „Martwię się stanem Pana zdrowia! Chorowanie proszę zostawić mnie” – odpisał mi Pan Janusz.

Nigdy więcej nie dostanę już od Niego wiadomości i nigdy nie usiądziemy razem w gabinecie w domu na Saskiej Kępie. Strasznie, strasznie żal.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jak się siedzi na barykadzie, to się najwięcej obrywa.
Na moim blogu ja decyduję, których komentujących nie chcę tu widzieć.
Site Meter

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • Pani Janino Polecam Pani mój tekst. Proszę sobie odpowiedzieć na te pytania:...
  • @Autor No, to jest doprawdy zabawne. Napisałem o nowej "F" dwa teksty. W każdym podałem wiele...
  • @VITUS Przyznam, że nie rozumiem Pana tłumaczenia. "Redaktor Warzecha wykłada nową wersję...

Tematy w dziale